Czy to co można zbudować euklidesowo
może być pseudoeuklidesowe?
„Nigdy nie jestem zadowolony dopóki nie
potrafię wyobrazić sobie modelu mechanicznego: jeżeli potrafię, rozumiem;
jeżeli nie potrafię, nie
rozumiem". Lord Kelvin.
Ale
najłatwiej udowodnić to czego nikt nie rozumie. Zwłaszcza jeśli wystarczy
udowodnić tak by nadal nikt nie rozumiał. A właśnie tak dowodzi się w
fizyce współczesnej.
A JA STW EINSTEINA
ZBUDOWAŁEM EUKLIDESOWO -
WYOBRAŻALNIE -
Pasja, to największe szczęście.
I najcięższa praca.
Kwant energii hν jest mocą działania*, jego intensywnością, natężeniem. Określa on z jaką szybkością - częstością ν - czyli raczej z jaką gęstością - przebiega wymiana kwantów działania h. Ile kwantów działania h wymieniły cząstki w ciągu sekundy (w jednostce czasu). Częstotliwość ν określa ilość - tradycyjnie ile okresów czasu T mieści się w czasie 1 sekundy, czyli ile razy okres T jest mniejszy (lub większy) od sekundy.
Napisałem to już w notce Oddziaływanie-nie-jest-wymianą-kwantów-energii-ale-kwantów-działania. - Pisałem o tym w wielu innych notkach, bo dość długo dochodziłem do tej definicji, i raczej mimochodem. Tutaj ją przypominam, bo uważam że to bardzo ważna definicja, pochodząca już z dynamiki próżni, eteru. Ze świata kwantów, najbardziej elementarna. Prześledź moje notki na ten temat, może lepiej to zinterpretujesz, może wymyślisz coś lepszego. Ale może także ja tu jeszcze coś dopiszę. Przypominam to tutaj, bo Google często pyta co to jest energia, a tradycyjnie uważa się, że tego nie wiadomo. Bo słusznie uważa się, że twierdzenie że energia jest zdolnością do wykonania pracy, nie jest definicją.
____________________________________ * energia jest mocą działania a nie oddziaływania, jak napisałem tam najpierw przez nieuwagę. Bo działanie to iloczyn energii i czasu, a oddziaływanie to jakaś siła - np. elektromagnetyczna czy ciężkości. - Ale każdą siłę można sprowadzić do iloczynu masy i przyspieszenia - taka jest klasyczna definicja siły, Newtona. Pojęcie oddziaływanie jest używane na ogół nonszalancko, intuicyjnie, i najczęściej nie wiadomo o co chodzi - o siłę, energię, pracę, a może o zupełnie coś innego. - Ważne by odróżniać pojęcia działanie i oddziaływanie. Bo ja też, np. w notce Masa-i-jej-oddzialywanie piszę o energii masy a nie o jej sile. Moim zdaniem przestrzeń, czas i działanie są pojęciami fundamentalnymi, pierwotnymi. Na nich buduje się fizyki, czyli dynamiki - bez działania można zbudować tylko kinematykę.
I czy zgadza się w sposób właściwy. Bo na przykład gdy z błędnych założeń otrzymałeś wzory liczące prawdziwe wyniki, to ich logicznie poprawna interpretacja musi być fałszywa. - I stąd paradoksy. Nie tylko relatywistyczne. - Na przykład paradoksy Zenona wynikły z założenia, że świat jest analogowy, różniczkowo-całkowy. - Ale paradoksów Zenona nie zaakceptowaliśmy, bo je można zweryfikować (sfalsyfikować) gołym okiem, a paradoksów Einsteina nie. Zajrzyj do Dlaczego-potrzebna-jest-nowa-fizyka.
W mojej fizyce też wszystko się zgadza. Nawet w kaźdej jej paraecholokalizacji, mimo że każda paraecholokalizacja liczy - poprawnie! - „wewnętrznie niesprzecznie” - paradoksy. Ale u mnie wiadomo dlaczego, błędy są widoczne „gołym okiem”. Bo moja teoria opiera się na oczywistych spostrzeżeniu, że radar (każda echosonda) mierzy tylko chwile wysłania i powrotu sygnałów, a wszystko inne z nich liczy - jakimiś wzorami, właściwymi lub nie. I u mnie widać - gołym okiem, bo na euklidesowym modelu - które wyniki są właściwe. Bez dopostulowywania „oczywistych” wniosków branych z kapelusza. I każda paraecholokalizacja jest tak samo „wewnętrznie” niesprzeczna jak szczególna teoria Einsteina, czyli paraecholokalizacja eRT.
Einstein „spoczynkową” elektrodynamikę Maxwella rozszerzył niewłaściwie do elektrodynamiki ciał wzajemnie ruchomych - zamiast wydłużyć łóżko skrócił pacjenta. - Tak też można, bo tak też wszystko będzie pasować. Ale pacjent będzie się poruszać tylko dzięki protezom.
Jak euklidesowo, czyli w sposób wyobrażalny, zbudować Einsteina teorię względności
Echolokalizuj sygnałami eT a licz wzorami eR
Stosunki eR/eT są miarami relatywistycznych paradoksów. A STW Einsteina jest teorią relatywistycznych paradoksów.
W taki sposób zbudowałem Einsteina STW (szczególną teorię względności), jako parafizykę eRT czyli fizykę (geometrię) pseudoeuklidesowego świata Minkowskiego. eRT ≡ eR/eT ≡ STW
Echolokalizować, znaczy wysyłać i odbierać sygnały, i mierzyć chwile ich wysłania i odbioru. A potem resztę z tych chwil trzeba obliczyć - jakimiś wzorami. Na przykład wzorami eR obliczysz wartości relatywistyczne a wzorami eT „spoczynkowe” (klasyczne) - także ruchomych obiektów!
Poniższe diagramy skopiowałem z mojej witryny WWW. Na lewym jest echolokalizowana szybkość grupowa VR a na prawym szybkość falowa (fazowa) VR z kreską. Tradycyjnie oznacza się je symbolami Vg i Vf . - Będzie tu o ich słynnym iloczynie Vg·Vf = c2. A pomysł na tę notkę zrodził się podczas pisania o jeszcze słynniejszym iloczynie, którym można napisać także tak: εo·μo·c2 = 1. Zobacz w moim blogu zbit.blox.
eR prosta (podsygnalna)
eR odwrócona (nadsygnalna)
Rys.2 - Podwójne elementarne echolokalizacje eR - prosta i odwrócona.
Czyli Vg ≡ VR jest szybkością grupową, Einsteina, a Vf ≡ VR z kreską (na prawym diagramie) jest szybkością fazową, de Broglie'a. Pierwszą radar liczy wzorem eR czyli relatywistycznym wzorem Einsteina, a drugą, jego odwrotnością, czyli, powiedzmy, relatywistycznym wzorem de Broglie'a. Ale wzory te (i pozostałe wzory STW Einsteina), zgodnie z moją euklidesową teorią echolokalizacji galileuszowskich, są właściwe (liczą wartości spoczynkowe) tylko gdy echolokalizowany obiekt B spoczywa względem (w układzie) radaru. - Tak jest dla światła w próżni - dla innych sygnałów, np. dla dźwięku w powietrzu, „relatywistyczne” Wzory Einsteina i de Broglie'a są właściwe także dla ruchomych obiektów, ale pod warunkiem, że wiatr ośrodka przenoszącego sygnały (np. powietrza) nie wieje echosondzie eR. (Wiem - nie znający mojej teorii nic z tego co tu piszę, nie rozumieją. Ale to ich wina - ja już nie będę powtarzał całego abecadła od początku. Nie wszyscy muszą mnie rozumieć.). Ruchome obiekty radar (echosonda lokalizująca światłem), zgodnie z moją wspomnianą teorią musi liczyć wzorami eT - innymi wzorami, niewłaściwymi, obliczy paradoksy. Na przykład Einsteina wzorami eR obliczy wtedy jego relatywistyczne paradoksy, zamiast wartości spoczynkowych. - Tak powstała Einsteina STW. Wzory na relatywistyczne szybkości Einsteina i de Broglie'a są pod pierwszym podanym tu linkiem, a „spoczynkową˜ grupową szybkość VT = (K-1)c.
Już w latach 80-tych szukałem ładnego związku między VT tardionowym i tachionowym (z kreską). Nawet wyszło mi, że ich suma równa się prędkości światła, ale to nie było to, bo, jak sobie przypominam, nie spełniało fotonowego warunku eT czyli że fotonem jest to, co uderza w obiekt z szybkością c - wszystko jedno z której strony, ale koniecznie po galileuszowsku. - Jakoś tak to było. Może już to w Internecie lepiej opisałem, ale nie pamiętam gdzie. Zobacz także Słynny Einsteinowski wzór na stosunek energii i masy. A kwantowemu Einowi polecam Czym-jest-energia.
Najpierw był nadświetlny elektron, czyli tachion, którego nie widziałeś, bo tachion zauważysz dopiero waszym wspólnym, jego i twoim „fotonem”. Sygnałem który wybiegł od niego z szybkocią c i dotarł do ciebie z tą szybkością c , ze sprzężeniem stuprocentowym, „spoczynkowym” (K=1). A potem ten nawias i to co w nim, usunąłem. Bo o tym trzeba precyzyjniej, trzeba uwzględnić to co mówią moje minichrony i Einsteina wzór na energię, ale moje jego rozwinięcie, w którym Dopplera współczynnik K zajmuje eksponowane miejsce. - Teraz to analizuję i wydaje mi się, że popełniłem tam błąd - że nie chodzi o K=1 ale o K=2. Bo oto przykładowa minichrona jednostajnego ruchu nadsygnalnego obiektu (tachionu) na prostoliniowym torze:
a to wspomniany wzór
- O który współczynnik K w omawianym przypadku chodzi? - O ten dla prędkości V na torze? Nie, bo jego wartość może być różna, a w omawianym przypadku, czyli dla tachionu, musi być większa od 1 a nawet od 2, bo dla tachionu V>c czyli K>2, bo K=1+ß (oczywiście ß=V/c). - Czyli w omawianym przypadku chodzi o K=2 „fotonu” sprzęgającego tachion (tu samolot naddźwiękowy) z jego obserwatorem S - sprzęga ich w procesie kreacji pary samolot-antysamolot, w punkcie loo. Czyli nasuwa się ... Zapomniałem co miałem na myśli, bo w międzyczasie znów za dużo przeleciało mi ich w głowie. Całe kaskady - tak jest zawsze gdy naprawdę myślę. - Zatrzymam się przed jedną z tych które zapamiętałem, mianowicie:
Fizycy uważają, że warunkiem powstawania antymaterii jest E ≥ 2E0 = 2mc02. W moim rozwinięciu (jak wyżej) oznacza to, że jego drugi człon czyli energia kinetyczna EK ≥ E0 = mc02. A to z kolei oznacza, że musi być ßT2/(1+ßT) ≥ 2 * czyli że ßT2 ≥ 2/(1+ßT) czyli że musi być spełniona nierówność ßT2 - 2ßT - 2 ≥ 0 wobec tego należy rozwiązać równość ßT2 - 2ßT - 2 = 0 - jej rozwiązaniem jest ßT = 1 ± pierwiastek kwadratowy z 3 czyli sqrt 3. Czyli E ≥ 2E0 dla (1- sqrt 3) ≥ ßT ≥ (1+ sqrt 3)
CDN kiedy indziej. - Ale byłoby mi bardzo miło gdyby ktoś to przejął i kontynuował, bym ja już nie musiał. Bo mnie już mdli gdy liczę. Ja już wolę grać w kierki. Ale zdaje mi się, że trafiłem tu na pewne problemy i że nie wszystkie pochodzą stąd, że trochę (?) zapomniałem jak się liczy nierówności. Bo chodzi także o to na przykład, że ten wzór na energię, będący jednak rozwinięciem znanego wzoru Einsteina, jest właściwy tylko dla tardionów - bo dla tachionów współczynnik K byłby urojony. - Nie wiem czy można po prostu K2 zastąpić jego wartością bezwzględną |K2|. - A może całą energię kinetyczną EK zastąpić przez |EK|. - Tym, czyli dynamiką, miałem się zająć później, a ja później zająłem się komputerami. Fizyką przestałem się zajmować. I już się nie zajmuję. Niczym nowym. A warto by spróbować. - Dotyczy to już wyrażenia (1+ßT)* - może powinno być |1+ßT| bo raczej nie 1+|ßT| ani |1+|ßT|| bo to to samo. - Wolałbym by energia z jaką oddziaływują dwa wzajemnie ruchome obiekty zależała od ich stanu dopplerowskiego, bo przecież wtedy zmienia się częstotliwość ν we wzorze E=hν - rośnie podczas zbliżania i maleje podczas oddalania. Może tak powinno być. - Ale czy E może być mniejsza od E0 ? Warto nad tymi sprawami się zastanowić - ale nie matematyką lecz nad matematyką. Bo chodzi także o to by zastanowić się nad tym czy obecna matematyka jest właściwa. Ja uważam że nie, choćby dlatego, że ona liczy nie wiadomo co. - Współczesną matematykę pozostawmy rzemieślnikom, jeśli ją tak lubią. Jeśli im pomaga w konstruowaniu aparatów.
Co jest potrzebne by teoria była wewnętrznie niesprzeczna i by na zewnątrz wszystko się zgadzało
W roku 1986 w zeszytach Z1 i Z2 artykułu CZY RADAR ŹLE MIERZY? wykazałem, że STW Einsteina jest paraecholokalizacją eRT. Znaczy to, że wystarczy podzielić wzory euklidesowej echolokalizacji eR przez wzory euklidesowej echolokalizacji eT by otrzymać pseudoeuklidesową STW Einsteina. - A na przełomie lat 1987/88 w pracy FIZYKI GALILEUSZOWSKIE oprócz echolokalizacji eR i eT rozpatruję echolokalizacje eP i eS - wszystkie 4 są przypadkami szczególnymi przedstawionej tam ogólniejszej teorii galileuszowskich echolokalizacji. A teraz proponuję sprawdzić czy także inne paraecholokalizacje są niesprzeczne i czy wszystko się w nich zgadza - bo paraecholokalizacja eRT, jako STW Einsteina, za taką uchodzi. - Wspomniane echolokalizacje szczególne omawiam w mojej witrynie WWW - znajdują się w niej także wymienione prace.
Chodzi o to by sprawdzić czy inne paraecholokalizacje także pozwolą zbudować akceleratory i jakie wówczas wnioski zostaną wyciągnięte, jak „relatywistyczne” - bo na pewno będą one „relatywistyczne inaczej”. Z ewentualnymi wyjątkami - bo na przykład szybkości VP i VR są jednakowe*. - Zobacz Dylatacja Einsteina i większa. Ale na początek proponuję paraecholokalizację ePT. Dlatego, że ona jest „odwrotna” do einsteinowskiej paraecholokalizacji eRT - w niej sygnały mają szybkość c względem „radaru” (echosondy) a w ePT odwrotnie - względem echolokalizowanego obiektu. A „mianownikiem” obu tych paraecholokalizacji jest echolokalizacja eT bo ona euklidesowo wyjaśnia wynik MM (Michelsona-Morleya), czyli tajemnicę stałości szybkości światła, dzięki czemu radar (echosonda elektromagnetyczna) liczy wartości spoczynkowe. - Zacznij od Sygnałów.
A równania Maxwella transformują po einsteinowsku (po lorentzowsku), bo równania Maxwella i radar Einsteina są spoczynkowe - radar Einsteina też spoczywa w eterze (nie wieje mu wiatr ośrodka przenoszącego sygnały).
____________________________________ * Równość VP = VR oznacza, że w paraecholokalizacji ePR i odwrotnej eRP nie występuje paradoks szybkości.
Trzy obiekty czyli dlaczego światło nie transformuje po galileuszowsku
Uważa się, że transformacja przeprowadza jeden i ten sam obiekt do innego układu współrzędnych. Ale gdy tę zasadę zastosowano do światła, uważając że transformacja przeprowadza jeden i ten sam foton c z układu t,x do układu t',x' okazało się, że transformacje Galileusza nie zachowują elektromagnetycznych wzorów Maxwella. I zauważono, że wzory te są niezmiennicze w transformacjach Lorentza. Uznano więc że one sprawę załatwiają, czyli problemu już nie ma. - I tak powstała fizyka współczesna, pełna nowych problemów. Bo aby fizyka ta miała jakiś sens, nawet "jakiś zupełnie inny", trzeba przyjąć że transformacje Lorentza, owszem, przeprowadzają jeden i ten sam foton - absolutny! - do innego układu, ale pod warunkiem że ten układ jest w jakimś innym świecie, w którym panuje zupełnie inny czas i zupełnie inna przestrzeń. - W ten sposób nasz świat zwariował.
Ale ja sprawę rozwiązałem zupełnie inaczej, w zwykłym sensie, bo w jednym i tym samym świecie, i to nie w relatywistycznym ale w klasycznym, czyli euklidesowym. - Opisałem to na stronie Fizyka dla współczesnych Pań, i więcej nie chce mi się o tym pisać.
Czyli - transformacje czy bitransformacje ?
O czym to jest
Najlepiej bo krótko wyjaśniają to moje reklamki, czyli króciutkie blogi w bloog.pl w blogspot.com w blog.pl w blog.onet.pl. Krótkie, bo książek nie chce mi się już pisać, choćby takich jak Czy radar źle mierzy lub Fizyki galileuszowskie. Zresztą i to nie są książki a tylko nie publikowane artykuły, które rozpowszechniałem w pojedynczych kserokopiach. Teraz wiem więcej i napisałbym to lepiej, ale już nie ma siły która by mnie do tego zmusiła, to znaczy zachęciła - nie ma już we mnie aż tyle złośliwości. Uważam że wystarczy to co napisałem, a nawet to co napisałem w Internecie. - Książki też by nikt nie przeczytał. A nawet tym bardziej. Bo to byłaby książka o fizyce. - Nic nie może konkurować z księgami świętymi, czyli z ortodoksją. Ortodoksje z trudem padają.
W jednej notce napisałem: W fizyce współczesnej jest za dużo hymnów, zachwytów, zadowolenia. Fizycy szczycą się tym, że fizyka jest już aż tak trudna, że nikt jej nie rozumie. Bo dotarli do granicy poznania. Znów do ostatecznej. I dlatego fizycy tak często mlaskają. Fizyka współczesna przypomina popkulturę - sama radość. Z pseudoeuklidesowych diagramów Minkowskiego nic nie wynika - to tylko takie święte obrazki, z których żadnego wzoru nie wyprowadzisz. Czyli to nie model.
A ja :
szczególną teorię względności zbudowałem euklidesowo (a nawet więcej).
pokazałem że samolot naddźwiękowy słyszysz także jako antysamolot (tak powstaje antymateria).
moje rozwinięcie i interpretacja wzoru E=mc2 są piękniejsze od rozwinięcia Einsteina. - Patrz niżej.
Ale współcześni fizycy i filozofowie uważają że tak nie może być, aż tak prosto, bo to by ich za bardzo ośmieszało.
PS.- Po pojawieniu się komentarza Czasprozniowy'ego nie mogłem się powstrzymać by nie przypomnieć tego co niżej, mimo że może to nie na temat. Mianowicie że częstotliwość charakteryzuje nie tylko fale ale każde drganie, na co zwrócił uwagę doc. Gryziński. A nawet w ruchach Browna - molekuły ośrodka („eteru”) też bombardują zawiesinę (zanurzony w nim obiekt) z jakąś częstością. - Ja w tym dopatruję się „fali de Broglie'a”. A jej prędkość, fazowa, to prędkość tych lokalnych drgań gdy ich środek porusza się z prędkością grupową (raczej nie ...). - Może w analizie tego pomogłaby alegoria prof. Eine ze sztachetami dwóch wzajemnie przesuwających się płotów, i o muarach (w blogu prof. Jadczyka - w notce Nadświetlna w pigułce). Zajrzyj też do czasprozniowy.blox.
A dlaczego w nawiasie napisałem „raczej nie ....”. - Bo w spoczynku, czyli gdy Vg= 0 , prędkość de Broglie'a Vf jest nieskończenie wielka. A to z tymi sztachetami chyba by się nie zgadzało. - Chociaż - fala materii spoczywającej cząstki jest nieskończenie długa, cząstka jest wszędzie, a coś, a na pewno cząstka, punkt, jednocześnie jest wszędzie tylko gdy porusza się nieskończenie szybko. A jak sprawy by się miały gdy cząstka tylko prawie spoczywa ... Czy ona jest prawie wszędzie? Fali de Broglie'a obecnie nie uważa się za falę materii ale za falę prawdopodobieństwa, a to pozwala na jeszcze swobodniejsze fantazje, z jeszcze mniejszą odpowiedzialnością. Ale u mnie szybkość de Broglie'a pojawiła się bez fali i bez innych drgań - pojawiła się podczas jednej echolokalizacji eR (sygnałami i wzorami Einsteina), pojedynczego punktowego tachionu, jako jego szybkość (nadsygnalna, bo K2 jest wtedy ujemne). - Echolokalizacja jednym pojedynczym punktowym sygnałem, gdy już znana jest wartość współczynnika K2.
Jeśli jesteś tu pierwszy raz to przeczytaj W S T Ę P.
Einstein nie wierzył w eter a Maxwell wierzył - że jest jeden, stacjonarny, przenoszący światło ale go nie unoszący. Bo eter ma zawsze, czyli absolutnie, szybkość zero a reszta albo w nim spoczywa, albo się porusza, także światło, z różnymi szybkościami. Ale eksperyment MM (Michelsona-Morleya) zadał temu kłam. Fizyka bez eteru musi być niewyobrażalna, a fizyka z eterem może być wyobrażalna jeśli wyobrazimy sobie eter. - Ja go sobie kinematycznie wyobraziłem. I dzięki temu potrafię udowodnić, że w STW Einsteina też jest ukryty eter, ale nie stacjonarny lecz unoszony, a może lepiej unoszący, całe obiekty, także radary. - Na tym polega jego, Einsteina, błąd. Ja wyobraziłem sobie, że każdy obiekt jest radarem. Że wysyła i odbiera sygnały - na tym polega oddziaływanie, wymiana bozonów. - Że każdy obiekt wobec tego ma odbiornik i nadajnik (zobacz), i że w kinematyce wystarczy by tylko każdy odbiornik miał swój eter c, a w dynamice by każdy obiekt miał dwa etery c - jeden unosi odbiornik (nazwałem go eterem eT) a drugi unosi nadajnik (nazwałem go eterem eS). Pierwszym do odbiornika danego obiektu docierają sygnały c, jego fotony, a drugim nadajnik tego obiektu wysyła swoje fotony c które dla odbiornika innego obiektu nie muszą być fotonami. Czyli każdy obiekt ma dwa etery - nadawczy i odbiorczy. - Współczynnikiem energetycznego sprzężenia (sprawnością przekazywania odbiornikowi energii emitowanej z nadajnika innego obiektu) może być znany czynnik Lorentza γalbo, do czego upoważnia moje rozwinięcie wzoru e=mc2 (patrz poprzednia notka), współczynnik Dopplera K.
Że istnieją takie etery własne obiektu, inny dla jego nadajnika i inny dla jego odbiornika, nie jest żadnym niewyobrażalnym cudem - z łatwością wyobraża je sobie ten kto zna moją interpretację eteru c. Wielokrotnie go przedstawiałem - że są to elementy jednej i tej samej kosmicznej próżni, ale o różnych szybkościach. - Najwięcej uwagi poświęcałem eterowi eT bo on wystarcza w kinematyce STW a jej kinematyka wystarcza do analizy relatywistycznych paradoksów, bo one są czysto kinematyczne, bez „materialnej” przyczyny. - Podobnie jak w fizyce kwantowej przyczyną wszystkiego jest prawdopodobieństwo.
A teraz diagramy. - Na diagramie Minkowskiego dla 3 obiektów primowana ukośna linia świata ct' (zielona) nie jest linią szybkości VB innego świata, ale linią świata szybkości innego eteru, unoszącego obiekt (radar) B, a więc także, o czym wszyscy wiedzą, linią świata tego obiektu, całego, jego nadajnika i odbiornika. (Linią świata radaru A jest pionowa linia ct - rozumie się, że jego szybkość, własna, VA=0; linią świata obiektu C lokalizowanego przez oba radary, A i B, jest linia VC - oczywiście Minkowski uważa, że jest to jednocześnie oś innego czasu ct").
W tym diagramie nie byłoby niczego niezwykłego gdyby linii świata obiektów (i ich eterów) nie uważać także za osie czasów ich odrębnych czasoprzestrzeni, czyli światów, własnych. Gdyby przyjąć, że czasoprzestrzeń jest jedna - na tym diagramie określa ją wspólny wszystkim obiektom układ ct,x. - Primowana oś x' przestrzenna nie jest potrzebna jeśli nie interesują nas relatywistyczne paradoksy. A nie będzie ich właśnie gdy linii świata VB nie uznamy za oś czasu ct' (nie wiem dlaczego nie nazwano jej osią czasu ctB).
A właśnie moja fg (moja nowa fizyka galileuszowska), a zwłaszcza jej euklidesowa teoria echolokalizacji galileuszowskich, wyjaśniła czym są relatywistyczne paradoksy, i z ogromną dozą prawdopodobieństwa pozwala przypuszczać, że są one niepotrzebne.
Diagram pochodzi ze stronyTrzy obiekty i światło, w mojej witrynie WWW. Witryna ta wymaga już gruntownej aktualizacji.
CDN.- Ta notka powinna być początkiem nowego opracowania mojej fg, czyli nowej fizyki galileuszowskiej. Wyjaśniającej dlaczego u Einsteina, a więc w całej fizyce współczesnej, „wszystko się zgadza” (bez fg nie było wiadomo nie tylko dlaczego, ale także co).
Fizycy wiedzą już wszystko i twierdzą, że tylko głupcy chcą wiedzieć więcej.
A czy wiesz kto zbudował euklidesową teorię względności? - Zobacz. - Zobacz także jakie pojawiły się w niej nowe definicje. - I piękny klasyczny wzór na relatywistyczną energię Einsteina - słynne E=mc2
Teraz ten wzór jest ikoną mojej fizyki.
Ponieważ ten blog jest już bardzo zabałaganiony, założyłem nowy fizykafg.blox.pl i kilka innych, ale nie wzbudziły one większego zainteresowania. Mówiąc szczerze, prawie żadnego. Wobec tego i ja nie będę się już nimi interesował. - Także blogiem zbit.salon24.pl bo z Salonu mnie wygnano - blog jest, ale nie mogę go kontynuować. Ani komentować w żadnym salonowym blogu. Czyli nadal będę pisał tylko tutaj i w zbit.blox - o tym co jest w mojej witrynie WWW. Czyli o tym, że:
obiekty nadsygnalne (tachiony) są - muszą być! - spostrzegane także jako ich antyobiekty;
istnieje radar echolokalizujący wartości spoczynkowe obiektów względem niego ruchomych.
- Pierwsze staje się oczywiste gdy uważnie przyjrzysz się rysunkowi pokazanemu w notce Nadal-są-ludzie-którzy-nie-wiedzą-że-słyszą antysamoloty a szczegóły znajdzież w mojej teorii minichron. A drugie pozwoliło w sposób euklidesowy zbudować nieeuklidesową teorię względności Einsteina, wykorzystując fakt że miarą relatywistycznych paradoksów jest stosunek wartości relatywistycznych i spoczynkowych. Ale teraz bardziej interesuje mnie próżnia. - Może o niej dowiem się czegoś nowego z witryny Ryszarda Walo.
MODEL 31 - to link do witryny Ryszarda Walo, o której jest w komentarzach. - Im dokładniej ją oglądam, tym bardziej mnie interesuje. To naprawdę może być ciekawe. - Może gdy dla fizyków to za trudne, niech zainteresują się tym chemicy - samymi wynikami Modelu 31, bez zagłębiania się w jego fizykę. Gdy wyniki okażą się wiarygodne, wtedy będzie czas na fizykę - wtedy stanie się ona bardzo atrakcyjna.
Pisząc o części chemicznej mam na myśli proponowany przez Walo na stronie 47 układ okresowy pierwiastków - czy jest on możliwy do przyjęcia. Czy jest on lepszy od obecnie obowiązującego, czyli od tego. No i nie wszystkie fragmenty tego modelu są dla mnie jednakowo interesujące. Nie wszystkie wydają mi się wystarczająco konkretne - niektóre wydają mi się dopiero pomysłem. Może dobrym. Poza tym martwi mnie to, że Walo nie wie nic o antysamolotach. A przecież nie można nie słyszeć antysamolotu słuchając samolotu wyprzedzającego dźwięk. - Bo naprawdę niepotrzebna jest antymateria - materia czasem ją udaje. Gdy przekroczy barierę c.
Fizycy z coraz większą beztroską brną w nieznane jak ćmy w ogień. Już wyłącznie po "operatorach". - Jest gorzej niż przewidział Schrödinger, bo fizycy już nawet między sobą nie rozmawiają o fizyce, opętani matematycznym amokiem. Niestety, jako przykład proponuję blog czasprozniowy.blox. - Wybacz Autorze, bo podejrzewam że jesteś bardzo dobrym matematykiem. I w ogóle. - Nie obrażaj się. - Dziękuję Ci za okazane zainteresowanie moją teorią. - Gdybyś jeszcze zgodził się z tym, że można bez takiej matematyki ... Że transformacje Lorentza nie muszą być grupą przekształceń a jego czynnik nie wiadomo czym. - Po co zaraz macierze a nawet czterotensory w abstrakcyjnych geometriach. A wybrałem Ciebie jako negatywny, według mnie, przykład, bo Ty rzecz ujmujesz najkrócej, bez owijania "w popularyzację". I nie ma u Ciebie tłumu interdyscyplinarnych komentatorów, którzy nawet najszlachetniejszy trunek w wodę zamienią. Co ma miejsce na przykład w popularyzatorskich blogach profesorów Eine i Jadczyka.
Jeszcze o masie i energii, bo to temat coraz bliższy próżni, a ona coraz ważniejsza
Czy masa zależy od prędkości
Bo że zależy energia, nikt nie ma wątpliwości. - Ale masa to nie energia - bo gdyby była, to byśmy masy od energii nie odróżniali. Byśmy kupowali chleb nie w kilogramach, ale w dżulach. - Ja wolę mówić, że energia masy zależy od szybkości. Póki dokładniej nie wiem o czym mówię, bo nie wiadomo co jest czym.
Fizycy klasyczni mówili, że energia masy się zmienia, ale sama masa nie, a fizycy relatywistyczni mówią, że zmienia się energia i masa. A może nawet, że tylko dlatego energia się zmienia, bo zmienia się masa. A zmieniają się według tego samego współczynnika, którym jest czynnik Lorentza γ. Ale czym on jest, nie wiadomo* - jaka jego mechanika, czy fizyka. - Dlatego mój wzór jest lepszy od wzoru Einsteina. A dokładniej, moje klasyczne rozwinięcie znanego wzoru E=mc2 jest lepsze relatywistycznego rozwinięcia Einsteina. - Przypominam, że ja rozwijam względem klasycznej szybkości VT a Einstein względem relatywistycznej szybkości VR. I w wyniku tego ja otrzymuję wzór
gdzieK = 1+βT
a Einstein otrzymuje albo
- I okazuje się, że wzorów Einsteina nie można zapisać w postaci E = E0+Ek czyli w postaci algebraicznej sumy energii spoczynkowej i kinetycznej. Zaś mój wzór jest tą sumą. I, co najważniejsze, w moim wzorze współczynnikiem sprzężenia masy (substancji?) z próżnią nie jest już czynnik Lorentza γ ale współczynnik Dopplera K czyli współczynnik o doskonale od dawna znanym znaczeniu fizycznym.
O energii piszę także w mojej witrynie WWW ale tam jest już trochę przestarzały tekst, i pora go uaktualnić. A w Salon24.pl i w tym fizyka.bloxw notkach Czym jest energia przedstawiam moje inne, jeszcze nie dopracowane pomysły w temacie energii.
A mój klasyczny wzór jest tak klasycznie piękny, że nie może być nieprawdziwy. - A liczy tę samą wartość energii co wzór Einsteina. Bo to jest inna jego postać - postać „spoczynkowa”, która pojawiła się w mojej uklidesowej STW, czyli w STW Einsteina zbudowanej w sposób klasyczny, wyobrażalny.
__________________________________________ * Przypominam, że sens fizyczny czynnika Lorentza też jest już mi znany - jest to stosunek współczynników Dopplera (w tę i z powrotem). - Zobacz nowe definicje.
W tej notce nie poruszyłem spraw najważniejszych, bo byłoby to za dużo na raz. Na przykład że może tylko masę spoczynkową warto uznać za substancję (za miarę jej ilości). - Naprawdę, próżnia to nowy świat. Istotna część naszego świata. I do jego opisania będą potrzebne nowe pojęcia. Które, gdy się z nimi oswoimy, gruntownie zmienią nasze pojmowanie całego świata.
Czy wiesz, że w realnym świecie ruch jednostajny nie jest ruchem inercjalnym?
W realnym świecie ruchem inercjalnym (bezwładnym) jest ruch po geodezyjnej.
Postulaty Einsteina nie wystarczają do zbudowania STW
- STW pozwala zbudować dopiero jego definicja jednoczesności. Natomiast jego drugi postulat dopuszcza tylko niewyobrażalne, w fizyce. "Jakiś inny sens". Bo tak zbudowana szczególna teoria względności, po einsteinowsku, jest niewyobrażalna. Ale jej niewyobrażalność nie wynika "z zasady", z praw przyrody, jakby fizycy chcieli, ale z tej Einsteina definicji, będącej irracjonalną interpretacją wyniku MM (Michelsona-Morleya). Natomiast moje postulaty pozwalają zbudować STW - bez dodatkowych postulatów i w sposób wyobrażalny, bo moje postulaty są euklidesową interpretacją wyniku MM. Czynią więc STW wyobrażalną.
STW Einsteina jest częścią mojej STW. A w ogóle STW jest częścią mojej teorii echolokalizacji galileuszowskich. A cała fizyka klasyczna jest fizyką galileuszowską - podczepianie do niej STW Einsteina, z jego relatywistyczną interpretacją, jest nadużyciem mającym uśpić czujność. Że ona niby taka zwykła, tradycyjna. Że kiedyś też fizyki nie trzeba było rozumieć.
Ponieważ jednoczesność Einstein zdefiniował radarowo, STW jest teorią radarową. Bez względu na to co wyczyniają z nią fizycy (współcześni), usiłujący oderwać ją od radarowego modelu. Bo poza tą definicją i wzorami na współrzędne, model Einsteina się nie sprawdza - staje się niewyobrażalny, czyli przestaje być modelem. Dlatego fizycy współcześni fizykę przekształcili w czystą matematykę, bo ona przede wszystkim tym różni się od fizyki, że nie potrzebuje modelu. Matematyce wystarcza że wszystko się zgadza, matematycznie. - Moja interpretacja STW jest w 100% radarowa i wyobrażalna. Dzięki temu stało się jasne, że STW jest niepotrzebna.
Rozmowa z Eine o energii, pracy i cieple oraz Kosmosie
Eine: Wykonanie pracy nad układem, lub przez układ, wiąże się zawsze ze zmianą energii tego układu. zbit: Jeśli układ jest zamknięty, to zmiana ilości jego energii (całkowitej) nie jest możliwa - wtedy praca zamienia rodzaj energii na inny jej rodzaj. Np. energię mechaniczną na cieplną (np. podczas wiercenia luf armatnich). - A jeśli cały Wszechświat jest układem zamkniętym to praca zawsze musi polegać na zmianie jednego rodzaju energii w inne - przelewa jedne w inne. Innego rodzaju pracy nie ma.
Eine: Wiercenie luf armatnich jest przykładem układu niezachowawczego (siły tarcia są siłami niezachowawczymi) a tutaj dyskusja [z pewnym blogerem] dotyczy układu zachowawczego (siły grawitacji). Układ może być także niezachowawczy, jeśli jest układem otwartym i wtedy mimo np. istnienia także sił zachowawczych, na skutek rozpraszania energii ... (ale to by zmieniło temat dyskusji). A tego że "zmiana jego energii całkowitej nie jest możliwa" nie rozumiem. - Przejście z jednej powierzchni ekwipotencjalnej na drugą jest związane z pracą i ta praca jest związana ze zmianą energii potencjalnej, a to oznacza że zmieniła się energia całkowita układu (bo zmienił się jej jeden człon). Również nie rozumiem pana drugiego komentarza. Sugeruje pan że zawsze praca jest związana ze zmianą rodzaju energii. Otóż nie zawsze. - Zawsze praca jest zmianą energii układu. Jeśli zmienia się rodzaj siły to wtedy może być zmiana rodzaju energii przy zachowaniu warunku dE(c) = W Po prostu, to co jest niedostatecznie akcentowane w kursach fizyki to rozumienie "energii" oraz "pracy". Konieczna jest dysjunkcja: Energia = stan układu fizycznego praca = proces zmiany stanu układu zwanego energią. Pierwszy w Polsce zwrócił uwagę fizyków na to Władysław Natanson. - Dlatego ma sens powiedzenie "układ ma energię" (bo jest w określonym stanie), a bezsensowne powiedzenie to: układ ma pracę (bo praca jest procesem). - Podobnie bezsensowne jest powiedzenie (nagminnie występujące w Polsce) "układ ma ciepło", gdyż ciepło jest procesem a nie stanem układu. Procesem zmiany energii wewnętrznej układu. R.Feynman był zaś tym, który dorzucił: obserwujemy (i mierzymy bezpośrednio) tylko zmiany energii, a nie energię. Na pytanie: "czym jest energia?" nie odpowiadam, ale chętnie czytam odpowiedzi na nie.
zbit: Przykład z wierceniem dałem trochę żartobliwie (jako historyczny), czyli nie chciałem zmieniać tematu dyskusji. - Ale co się dzieje w Kosmosie z energią "nie zachowaną"? Czy ona znika? A "zmiana jego energii całkowitej nie jest możliwa" ... - Czy można zmienić całkowitą ilość energii w Kosmosie? Zasada zachowania energii nie musi być zachowana? - Czy nie zachowana energia zamienia się może w masę?
Eine: Nie potrafię odpowiedzieć na pana pytania, w sposób który by mnie choćby słabo zadowolił. Nie wiem, czy "całkowita ilość energii w Kosmosie" to pojęcie operacyjne. - Można tę ilość zmierzyć, jest mierzalna? Pojęcie Kosmosu, jako układu fizycznego jest dla mnie niejasne, nie wiem czy w fizyce ma to sens. Co do zasady zachowania energii: fizyka makroskopowa w czasoprzestrzeni najbliższej Ziemi może tę zasadę potwierdzić. W mikrofizyce jest to krępująca hipoteza, lepiej się sprawdzają zasada zachowania pędu i pewne symetrie. W fizyce kosmicznej (astrofizyce), to czysta hipoteza, intuicyjnie wyczuwam, że w każdej chwili może być obalona. - To bardzo dobre pole do analiz, bo nie ma na nim "bramek" szczelnie zamkniętych.
zbit: Bo nikt nic nie wie. A to że "ciepło jest procesem a nie stanem układu" znaczy, że takim samym procesem jak praca? - Ja wolę ciepło jako energię! - Moim kryptonimem, starego elektryka, jest 024.
Eine: Ciepło nie jest energią. Gdyby było energią, to I zasada termodynamiki byłaby fałszywa. A nie jest. Ciepło nie jest także takim samym procesem jak praca. - Gdyby było takim samym to II zasada termodynamiki byłaby fałszywa. A nie jest. - Ciepło jest gorszej jakości procesem zmiany energii wewnętrznej niż praca, bo pracę można zamienić bez żadnych uwarunkowań i całkowicie na ciepło, a odwrotny proces wymaga spełnienia pewnych warunków i praktycznie zamiana nie jest 100-u procentowa. - Teoretycznie może być 100-u procentowa, o ile zachodzi w temperaturze zera absolutnego (chłodnica musi mieć taką temperaturę). A wobec liczby 0,24 nie mam jakiś poważnych oporów - wszystko w tym zakresie zależy od układu jednostek.
zbit: Dziękuję za odpowiedzi. Wydają mi się poprawne. To znaczy zgodne z obowiązującą doktryną. Ale w zasadzie podobają mi się - może rzeczywiście tak jest z tym ciepłem. - Ale procesem chyba ono nie jest ... - Grawitacja, jak ciepło, też pracuje tylko w jednym kierunku. - Ale może nie o to chodzi. Temat to dla mnie nowy, nie zdefiniowany. Ale wydaje mi się, że ciepło to jednak energia. Może nawet pierwotna, pozostałe energie może są z niego (i może zawsze do niego wracają). Ale to się wyjaśni dopiero wtedy gdy będzie znany model próżni. I trochę będzie zależeć od tego jak nowe pojęcia, które wtedy na pewno się pojawią, zostaną określone. Jakie przyjmie się umowy. A to, że "pracę można zamienić bez żadnych uwarunkowań i całkowicie na ciepło", ja bym ujął tak: Pracą każdą energię można zamienić na ciepło. A odwrotnie nie - wtedy występują termodynamiczne ograniczenia. Ciepło nie zawsze potrafi pracować.
Eine: Z rozumieniem sensu (znaczenia) podstawowych pojęć fizyki zawsze są kłopoty i jest to dziedzina historycznie zmienna. Rozumienie jest procesem, ciągle ewoluuje, możliwe, że cyzelujemy je a możliwe że knocimy w stosunku do czasów dawniejszych. Są fizycy, którzy poprzestają na ujęciu operacyjnym (metoda pomiaru wielkości ustala ich sens), inni na ujęciu formalnym (matematycznym), gdzie sens fizyczny jest zepchnięty na plan drugi (o czym nieustannie tutaj pisze p.Stanisław Heller), ale są i tacy, którzy wiele trudu wykonali i wykonują by dokopać się do tego sensu, lub znaczenia, aby zrozumieć fizykę (a "rozumienie" w fizyce to osobna, piekielnie zagmatwana kwestia). Z tych ostatnich mam tutaj na myśli: Smoluchowskiego, Natansona, Białobrzeskiego, Piekarę, Weyssenhoffa - z naszych. - A z obcych: Bohr, Heisenberg, Schroedinger, Jammer, de Broglie, Bachelard, Costa de Beauregard. Problem pojęcia ciepła ma dwa tory: technika cieplna i fizyka. Są poważne różnice, ale nie wszczynałbym awantur. Ja stale zaglądam do arcycennej książeczki (bo niewielka): Ervin Szucs, Dialogi o naukach technicznych,WNT,1974,s.27-44 - pogodził technikę cieplną z fizyką teoretyczną ! Czysta fizyka na temat ciepła, to dla mnie najlepszy (też maleńki, cieniutki) tomik znanego mi osobiście "centusia": Kacper Zalewski, Wykłady z termodynamiki fenomenologicznej i statystycznej, PWN,1976. - Powtarzam: z pojęciami fizyki są kłopoty, może coś napiszę o tym jak ja dla siebie - nie tyle rozwiązuję je, lecz jedynie porządkuję, ustawiam według rozmiarów. P.S. - Co to znaczy, że grawitacja pracuje tylko w jednym kierunku?
zbit: Że tylko przyciąga a nie odpycha. - Ale to raczej dotyczy kierunku działania siły a nie pracy, czyli kierunku zamiany energii. Czyli kula w płot - mnie też czasem się to zdarza. A książkę Kacpera Zalewskiego mam - nawet wydanie IV poprawione z 1978 roku. - Nawet napisałem sobie w niej, że w 1982 roku wydano staranniej w serii BIBLIOTEKA CHEMII niemal dosłowne jej powtórzenie, pt. WYKŁADY Z MECHANIKI STATYSTYCZNEJ DLA CHEMIKÓW. - Prawdopodobnie też to mam, i przeglądałem, ale kto by to pamiętał. - A Dialogów Szucsa pewnie nie mam - nic mi na ich temat podświadomość nie podpowiada. - A książki Zalewskiego raczej nie "studiowałem", bo jest czyściutka, a ja podczas czytania książek jaskrawo je "uzupełniam". - Ogólnie mam kilka książek na każdy temat, także o termodynamice, ale szkopuł polega na tym, że statystyki w żadnej szkole mnie nie uczyli. Nawet rachunku prawdopodobieństwa. I w praktyce nigdy mi to nie było potrzebne, czyli jak to się mówi, sami wiecie rozumiecie (bo ja nie). - Czyli statystyki nie lubię a fenomenologii nie znoszę - technikę cieplną owszem, na PP mnie uczono, ale tylko po to by egzamin zdać (a może nawet tylko by zaliczyć). - Podobnie wytrzymałość materiałów i jeszcze kilka. - Automatyk tego nie lubi.
PS. - Prof. Eine pisze także inne blogi. Na przykład swietlistyposlaniec.blox (jako fizykomaniak) i zbiit.blox (jako zbiit - przez dwa ii). Czyli prof Eine okazał się większą świnią niż fizykiem. Co zresztą dało się zauważyć od razu, bo w pierwszym moim z nim kontakcie - opisałem to w notce Stała sie nieprzyjemna rzecz czyli Zaczęło się - już mnie okradają. - Prof. Eine paskudzi Internet także jako nieuchwytny (?) anonymous, np. anonimowy animals kwantowy (animalsem nazywam "filologa" który jest chamem). - Bo Eine prowadzi tu ze mną sympatyczny dialog a jednocześnie jako ktoś inny, np. fizykomaniak, ukradkiem pisze o mnie takie paszkwile niesalonowe: Obalić Einsteina ?! ZBIT.FG , EINE I CZASPRÓŻNIOWY PSEUDO-FIZYKA PĄCZKUJE W SIECI - W dwóch pierwszych udaje jeszcze, że fizykomaniak nie jest Einem, nawet że fizykomaniak nie wie że Eine jest fizykiem. (!) - To dopiero konspiracja.
Ale to jeszcze nic, to potrafi każdy cham, ale jako anonimowy komentator, np. kwantowy, animals Eine-fizykomaniak-kwantowy-itd należy do chamskiej czołówki.
Czy samolot i antysamolot działają na słuchacza tą samą energią
Łatwo to sprawdzić, także teoretycznie, czyli obliczyć. - Przyjmuję że molekuły powietrza mają masę m i szybkość c - szybkość dźwięku (bo w przyrodzie tak jest), i że iloczyn tych wartości oraz okresu T między zderzeniami molekuł (zależy od drogi swobodnej molekuł w powietrzu) jest stały i wynosi h ("stała Plancka" powietrza). A że, jak powszechnie wiadomo, energią dźwięku jest iloczyn kwantu działania h ośrodka go przenoszącego (powietrza) oraz częstotliwości ν z jaką te kwanty (molekuły powietrza) uderzają w słuchacza S, więc, co również powszechnie wiadomo, energia dźwięku docierającego do słuchacza S od samolotu i od antysamolotu, wynosi odpowiednio Ess = h·νss Eas = h·νas Częstości νss i νas łatwo obliczyć z równań minichron. - Ale pomyśleć trzeba.
Ćwierć wieku temu zauważyłem że wzór Plancka na energię pełni podobną funkcję jak równania Clapeirona.
Nadal są ludzie którzy nie wiedzą że słyszą antysamoloty
A słyszy je każdy i powinien o tym wiedzieć. Że naddźwiękowy samolot, czyli akustyczny tachion, jest słyszany jednocześnie jako samolot i antysamolot, i że antysamolot jest słyszany jako antymateria, posiada wszystkie jej cechy. Można powiedzieć, że jest "wstecznym obrazem" samolotu którego dźwięk go generuje. Jest jego antyobrazem. Słyszysz go tak jak słyszysz samolot z taśmy magnetofonowej puszczonej do tyłu. Czyli samolot naddźwiękowy słyszysz jednocześnie jako dwa samoloty - jeden słyszany normalnie i drugi odwrotnie. - To jest bardziej niż oczywiste. Ale Galileusz miał jeszcze gorzej - mądrzy ludzie przez jego lunetę widzieli plamy na Słońcu a mimo to twierdzili że ich nie ma. - Dla nich i dla im podobnych, pokazuję poniższy rysunek - gdy nie wiedzą jak go oglądać, niech zajrzą na stronę Zamknij oczy a usłyszysz piorun powracający do nieba.
Czy sygnałami o skończnonej szybkości spostrzegamy prawdę
I nie chodzi mi o taką oczywistą nieprawdę jak ta, że właśnie jakaś supernowa teraz wybucha, bo gdy teraz widzisz jej wybuch to jej już dawno nie ma. Już kilka lat a nawet kilka miliardów lat, bo naprawdę ona wtedy wybuchła i znikła. Albo lecący samolot - jednocześnie go widzisz i słyszysz. - Który obraz jest prawdziwy - optyczny czy akustyczny? A raczej który jest bliższy prawdy?
Na stronie tytułowej mojej pracy o minichronach (1985 rok) jest takie stwierdzenie: W świecie sygnałów o skończonej i niezmienniczej szybkości układy inercjalne nie istnieją. - A chodziło mi o to, że obserwator S obserwujący takimi sygnałami jednostajny ruch po odległej prostej, widzi (spostrzega) że on nie jest jednostajny. - Zdaje się, że po to wymyśliłem minichrony, by to zbadać. - A może jednak po to by "stworzyć" antymaterię? - Czy ona istnieje obiektywnie? Czy nią jest jej obiektywny obraz? - Przecież on istnieje, fizycznie - akustyczny antyobraz przelatującego samolotu naddźwiękowego też wybija szyby w oknach. - A może robi to obraz kreacji pary samolot-antysamolot, bo to on dociera do S jako fononowy grzmot Macha w akustycznej barierze c.
CDN. - Awaria serwera gazeta.blox. - Dostęp sporadyczny. Poza tym teraz mam głowę zajętą innymi sprawami. - Dokończę to później. - Teraz przeczytaj co w moim blogu zbit.Salon24.pl napisał Asadow po przeczytaniu strony fizyka klasyczna - o teorii docenta Michała Gryzińskiego.
Nie, naprawdę pisanie teraz nie ma sensu - co tu napiszę, znika. - Admini bloxowiska prawdopodobnie zmagają się z jakąś awarią. Powiem więc tylko jedno - nie osiągnie ważnego wyniku ten, kto zatrzyma się przed barierą c. I będzie przed nią dreptał. Wymyślając nowe filozofie. Albo matematyki. Doc. Gryziński prawdopodobnie też nie przekroczył tej granicy. Ale na pewno szukał nowej fizyki. I to tam gdzie ja - w starej. W klasycznej. Tam szukając wyobrażalnej interpretacji wyników osiąganych przez fizykę współczesną. A taka interpretacja jest niczym innym, tylko, tak jak u mnie, nową fizyką. A skromniej, jej początkiem - podstawą.
Nie tylko mnie można izolować jako oszołoma, ale także zawodowego, wybitnego fizyka. - Zobacz jego wykłady.
To znaczy były pojedyncze oderwane odkrycia, na przykład moja oryginalna interpretacja stałej grawitacji, czy ponowne zbudowanie układu jednostek Plancka, ale minichrony to moja pierwsza ważna teoria w fizyce. - Nie będę teraz o niej tu pisał, bo w całości jest ona w mojej witrynie WWW - zobacz - ale podam kilka wskazówek jak zbudować minichronę brojlowską. To znaczy minichronę obiektu oddziaływującego z obserwatorem S nie niezmienniczymi sygnałami c ale brojlowskimi sygnałami o zmiennej szybkości cB=c2/Vr gdzie Vr (także Vroo) nie jest szybkością V obiektu na odległym od S torze, ale jej zmieniającą się w każdym punkcie toru składową skierowaną do S. - Na razie niech ci pomoże rysunek z poprzedniej notki - ale on pokazuje minichronę „stałosygnalną”. O takiej minichronie wspomniałem w zbit.blox - także o tym, że wszystkie materiały na jej temat prawdopodobnie wyrzuciłem (od wielu lat nic o niej nie wpadło mi do rąk). - A przypominam sobie, że z tej dziwnej minichrony wynikał niezwykły wniosek - że wszystkie sygnały, wygenerowane we wszystkich punktach toru, nawet nieskończenie długiego, docierają do S w jednej chwili, jednocześnie. Tak jakby obserwatorowi S nagle błysła cała, nawet nieskończenie długa, świetlówka. Teraz nie chce mi się w to wierzyć. Wydaje mi się to nieprawdopodobne! Ale kto chce, niech sprawdzi. - Może tak jest chociaż dla jednostajnego ruchu po torze, czyli ze stałą szybkością V. - Nawet gdy odpowiedź potrafisz sobie wyobrazić, bez liczenia, to nie zaszkodzi gdy rachunkami to sprawdzisz. - Oczywiście najpierw musisz wyprowadzić wzory opisujące to zjawisko, czyli zbudować jego teorię. - Nie ukrywam, że to zadanie dla myślących.
PS. - Ponieważ składowa Vr skierowana z punku l = 0 (l z kwadracikiem) jest zerowa, to po promieniu r z kwadracikiem biegnie do S sygnał nieskończenie szybki, natychmiastowy. A ta jednoczesność dotarcia sygnałów brojlowskich dotyczy może tylko połówki toru, po której obiekt zbliża się do S.
Pozioma kreska to prostoliniowy tor po którym z jednostajną szybkością V > c leci naddźwiękowy samolot e- Obserwator S usłyszy go dopiero z punktu l00 - ale usłyszy go później, gdy sygnał z tego punktu dotrze do S. Samolot jest wtedy już dalej. - Jest to pierwszy sygnał - nim S usłyszy samolot po raz pierwszy. Jako (fononowy) grzmot Macha w barierze Vroo= c. I potem będzie słyszał już jednocześnie dwa warkoty oddalające się od tego punktu l00 - do tyłu warkot e+ do przodu warkot e-. Antysamolot i samolot.
Czy nie niepokoi cię to że STW Einsteina zbudowałem Euklidesowo ?
Przecież jesteś mądrym człowiekiem (ja mam Cię za takiego). - Właśnie ktoś taki jak Ty powinien się tym zająć. Bo jeśli nie, to sam się tym zajmę. Zamiast LaTeX-em.
A może nie wierzysz w to, że w nieznany nikomu sposób, z euklidesowego diagramu wyprowadziłem wszystkie wzory Eisteina szczególnej teorii względności, w tym wzory na transformacje i czynnik Lorentza. I że w sposób wyobrażalny wyjaśniłem czym są relatywistyczne paradoksy Einsteina. A także nowe, mu nie znane. Podałem też definicje najważniejszych wielkości, przez nikogo dotychczas nie zdefiniowanych, zdzierając z nich relatywistyczną tajemnicę. - Zobacz co sądzą o tym inni, na przykład Czaspróżniowy i Eine - nawet on w mojej ! „euklidesowej teorii względności A.Staruszkiewicza” dopatrzył się wiele ciekawego. A wszystko to zrobiłem elementarną matematyką, zdaje się że ze szkoły podstawowej. Wzory Lorentza i Einsteina ... Bez kwaternionów (czy jakoś tak).
Zajrzyj pod powyższe linki a przekonasz się także, że wzory pisane w Equation są wystarczająco ładne.
PS. - Prawdę mówiąc, tę notkę napisałem do kogoś innego. Ale może i Ty jesteś mądra/mądry. Mam nawet nadzieję, że jesteś mądrzejsza/mądrzejszy od niego.
Dziwna właściwość relatywistycznego paradoksu szybkości - maleje gdy szybkość rośnie
Nawet maleje do zera. - Można to zapisać tak: VRT = VR/VT → 0 bo gdy VR → c to VT → ∞
Ale podobnie jest z kontrakcją, czyli z paradoksem długości, bo ze wzrostem szybkości kontrakcja lRT/lT też dąży do zera, bo relatywistyczna długość (Einsteina) lRT dąży do zera a "spoczynkowa" (klasyczna) długość lT jest przecież stała. - Jak na tamtym obrazku. Ale kontrakcja to jednak co innego - jej nawet nie mogę oznaczyć symbolem lRT bo nim już dawno oznaczyłem relatywistyczną długość Einsteina. Bo jak widać na poleconym obrazku, kontrakcją Einsteina nie jest stosunek długości lR i spoczynkowej (!) długości lT, bo lR nie spełnia dodatkowego warunku jaki "pomiarowi" (echolokalizacji) długości narzucił Einstein, by było piękniej. To znaczy by miarą kontrakcji też był czynnik Lorentza γR. To znaczy jego odwrotność - czynnik Lorentza jest miarą dylatacji, paradoksu czasu. A lR jest raczej paradoksem współrzędnych przestrzennych, położenia, czyli lR = xRT = xR/xT. Można powiedzieć, że to jest prawdziwy paradoks długości Einsteina, bo jest obliczony bezpośrednio z jego relatywistycznych współrzędnychxR, bez dopostulowywania jego nie wiadomo po co jednoczesności.
Uwaga. - Powyższe dotyczy tardionów - na pewno, bo tachionów niekoniecznie. I nikogo nie namawiam by to czytał - anuszka.hahaha.agh kiedyś mnie usłuchała. - Ale nie zabraniam ... Tym bardziej że fizyka jest zabawna. Współczesna. A to właśnie o niej.
PS. - Relatywistyczne paradoksy wzięły się stąd, że nieprawdziwa jest relatywistyczna jednoczesność Einsteina, nie tylko w kontrakcji. A że naprawdę ta jednoczesność jest jego drugim postulatem, to drugi postulat jest błędny. Czyli na kalekiej nodze fizyka Einsteina stoi. A na niej stoi cała fizyka współczesna. Kontrakcja Einsteina jest tak oczywistym błędem, że tylko najgłupsi z najgłupszych mogą go nie dostrzegać. Tego, że Einstein nie umiał mierzyć - a nawet echolokalizować - NIEZNANEJ długości ruchomego obiektu.
- Jak jest lepiej - znać długość by ją zmierzyć, czy nieznaną zmierzyć by tak ją poznać?
Tachion - można było o nim bredzić w sposób nieodpowiedzialny - Odcinek 4
Ale ja zmieniłem znak K2 na ujemny i już nie można bredzić, zwłaszcza naukowo. I w tej chwili tachiony stały się rzeczywiste - nie urojone. I jeśli nadal ktoś będzię chciał bredzić naukowo, to nadal będzie musiał bredzić za naukowo.
Bo czym są tachiony. - Przede wszystkim są to obiekty materialne, fermiony a nie bezmasowe bozony, czyli fotony. W ogóle obiekty materialne dzieli się na tardiony, luksony i tachiony, czyli podświetle, świetlne (ale tylko fermiony) i nadświetlne. Czyli: wolniejsze od światła, szybkie jak światło i szybsze od światła. Ale o jaką szybkość tu chodzi? Einstein twierdzi że o jego relatywistyczną szybkość VR a ja, że o klasyczną szybkość VT. A różnią się one skandalicznie, bo na przykład szybkość VR nie może być większa od szybkości c światła, a szybkość VT może być nieskończona. Jest nawet tak, że VR=c znaczy VT=∞. Czyli gdy Einstein twierdzi, że cząstka biegnie z jego szybkością c czyli jest jego luksonem eR, to ona naprawdę jest tachionem eT (biegnie z szybkością nadsygnalną - w tym wypadku nawet z nieskończenie dużą), i jest naturalne to że ma nieskończoną energię - nie trzeba relatywistycznie zwiększać jej masy, czynnikiem Lorentza. - A mój lukson eT, klasyczny, ma naprawdę szybkość c. Czyli VT a nie VR równa się c - einsteinowska VR wtedy wynosi dokładnie! tylko 0,6c (taką szybkość obliczysz wtedy wzorem Einsteina). - Mój tachion ma naprawdę szybkość większą od c. Wszystko zależy więc od tego jakim radarem szybkość zecholokalizowano (jakim wzorem ją obliczono). I o wszystkim ja już napisałem, na papierze i w blogach a nawet w mojej witrynie WWW - w niej najdokładniej.
Istnienie tachionów nieustannie potwierdza antymateria. I to nie tylko elektromagnetyczna - tachionami, akustycznymi, są także samoloty naddźwiękowe, słyszane także jako antysamoloty. A ja zmieniłem znak K2 nie tak sobie, ale dlatego że musiałem, bo to wynikło z modelu - z euklidesowego diagramu, który prawdę pokazuje a nie, jak „pseudoeuklidesowe” diagramy Minkowskiego, to czego na nich nie ma.
PS. - Kto teorię tachionów buduje wzorami Einsteina, musi bredzić za naukowo - ja, oprócz tego że wzory Einsteina wyprowadziłem euklidesowo, je zmieniłem, rozszerzyłem na tachiony. Naprawdę wystarczyło zmienić znak K2 na ujemny - w moich wzorach ogólnych, nie w szczególnych, na przykład we wzorach Einsteina. Bo wzory Einsteina powstały przy niemym a nawet nieświadomym założeniu, że K2 jest dodatnie. Dzięki temu założeniu możliwe stało się uproszczenie postaci wzorów ogólnych do tej jaką nadał im Einstein, która jednak przez to nie obejmuje tachionów. - We wzorach ogólnych występuje współczynnik ±K2 a nie K2 który domyślnie znaczy +K2. - Przymując -K2 we wzorach ogólnych też możesz sprowadzić je do prostszej postaci, ale na ogół innej niż Einsteina. Wtedy na przykład wzorem na relatywistyczną prędkość nie jest wzór Einsteina ale wzór de Broglie'a, czyli odwrotność wzoru Einsteina, liczący nie prędkość grupową ale falową. Czyli okazuje się, że prędkość falowa jest prędkością tachionów. Tak jest w przypadku eR. W przypadku eT zmiana znaku K2 (we wzorach ogólnych) nie pozwala na przykład ogólnego wzoru na prędkość uprościć do prościutkiego klasycznego wzoru VT = (K-1)c - tak jest gdy K2 > 0 - ale do trochę bardziej skomplikowanej postaci, pod pierwiastkiem (napisałem o tym trochę w notce Analiza-mojej-prędkości).
W szczególnej teorii względności (STW) najczęściej kwestionowany jest aksjomat o maksymalnej prędkości rozchodzenia się oddziaływań fizycznych równej prędkości światła (fal elektromagnetycznych) w próżni. ... Pod koniec lat 60-tych fizyk amerykański Gerald Feinberg wprowadził do fizyki hipotezę cząstek ponadświetlnych - tachionów [5]. Cząstki te mają należeć do świata „ponadświetlnego”, to znaczy mogą się poruszać wyłącznie z prędkością większą od prędkości światła w próżni c, która to prędkość jest dla nich nieprzekraczalna od „góry”. Tachiony mają mieć urojoną masę i poruszają się w czasie „wstecz”.
Hipotezę tę Feinberg nie wymyślił “ad hoc”, lecz otrzymał ją z dyskusji nad rozwiązaniem pewnych równań dynamiki Einsteina-Lorentza. Nie ma jednak żadnego dowodu doświadczalnego na istnienie tych cząstek, ani nawet nie formułuje się projektów odpowiednich eksperymentów.
... cząstki szybsze niż światło, czyli Tachiony, pierwszą wyraźną wypowiedzią jest praca Feinberga 1967 ,,Możliwość [istnienia] cząstek szybszych od światła". Zakładała ona że prędkość tych cząstek rośnie do nieskończoności a energia spada do Zera, a masa jest urojona (gdzieś czytałem że masa też spada do Zera). ,,Wobec faktu, że tachiony prawdopodobnie stosunkowo szybko będą osiągać niewyobrażalnie dużą prędkość, już w swej pierwszej pracy Feinberg zwrócił uwagę na to, że będą wykazywać pryncypialną nieoznaczalność położenia, jeszcze dobitniejszą niż kwantowo mechaniczna nieoznaczalność położenia zwykłych cząstek elementarnych. Gdy prędkość tachionu stanie się nieskończona, będzie on w danej chwili wszędzie, czyli ... nigdzie, a więc przestanie istnieć jako cząstka dająca się zlokalizować - ,,rozpuści się" w przestrzeni kosmicznej. Przekaże próżni swój pęd, do końca niezerowy. Ponieważ jednocześnie ten sam los spotka inne, przekazywane pędy w sumie równe zeru." prof. Gerald Feinberg (profesor fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Columbia w stanie Nowy Jork.
W roku 1967 Gerald Feinberg, profesor fizyki teoretycznej na uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku opublikował w naukowym czasopiśmie "Physical Review" swoją teorię tachionów (nazwa "tachion" pochodzi od greckiego słowa tachys szybki).
Zagadnienie tachionu jest ujęte w rozprawie w trzech wątkach. Najważniejszy wątek jest oparty na dwóch ścisłych rozwiązaniach równań Einsteina-Maxwella, z których jedno jest rozwiązaniem specyficznie tachionowym. Rozwiązania te niezmienniczo określają taki punkt w czasoprzestrzeni (zdarzenie), który może być interpretowany jako punkt kreacji tachionu oraz całego tachionowego zjawiska. W rezultacie otrzymujemy realistyczny obraz takiego zjawiska. W oparciu o ten obraz, szczególnie w przypadku rozwiązania specyficznie tachionowego, formułuje się hipotezę o tym jak są produkowane tachiony. Wymagane przez nią warunki tej produkcji występują w atmosferycznych kaskadach i mogą być wytworzone przy lub w najsilniejszych zderzeniowcach, ale aby wykryć tachiony konieczne jest odpowiednie zaprojektowanie eksperymentów. Inny wątek poświęcony jest zagadnieniom tachionowych paradoksów przyczynowych i nadświetlnych układów odniesienia. Zagadnienia te są w rozprawie dokładnie przeanalizowane. Okazuje się, że nadświetlne układy nie istnieją w teorii względności. Trzeci wątek zawiera takie uogólnienie równania Kleina-Gordona, które kwantowym językiem opisuje ruch tachionu w zgodzie z opisami w ramach ogólnej teorii względności.
W 1985 roku byłem w PAN na Alei Lotników z moimi minichronami, ale nie zastałem dra Kowalczyńskiego - był zagranicą. A inny dr nawet nie wiedział co to tachiony ("gdzieś o tym słyszałem"), a staruszka-profesorka wystraszyła się, gdy ów zaproponował by ze mną porozmawiała. Więc nie porozmawialiśmy. - Ale z powyższego widzę, że i z dr Kowalczyńskim bym nie porozmawiał, bo on raczej współczesnym fizyko-matematykiem, dobrze czującym się tylko w niepojętym. - A wystarczyło zmienić znak K2 na ujemny ... Euklidesowo.
W mojej witrynie WWW jest strona defdef.htm na której informuję o nowych definicjach
własny (wewnętrzny) czynnik Lorentza - miara nierówności własnych współczynników Dopplera, zlokalizowanych sygnałami Einsteina (eR) w jednej echolokalizacji elementarnej (bez ich uśrednienia do jednego współczynnika K);
zewnętrzny czynnik Lorentza - miara nierówności własnych czynników Lorentza, zlokalizowanych różnymi sygnałami (tutaj eR i eT - zobacz sygnały "duże C"). - To on jest miarą dylatacji i kontrakcji - najsłynniejszych paradoksów.
Ale w STW Einsteina są one równe, czyli
bo zawsze
Pisząc "zlokalizowanych sygnałami Einsteina (eR)"mam na myśli "obliczonych wzorami eR", co dokładnie znaczy że wzorami wyprowadzonymi z modelu eR, czyli z modelu zbudowanego Einsteina sygnałami c,-c czyli sygnałami eR. - Kto tego nie rozumie, mnie nie rozumie. Ale można się tego domyśleć już z pierwszej strony wspomnianej witryny WWW. Ale, jakby powiedział prof. von Weizsäcker, dopiero po przeczytaniu całej witryny, wszystkich stron. - Bez tego nie da rady. :)
Dr Kazimierz Turzyniecki też nie zgadza się z Einsteinem
Od dłuższego czasu einsteinowskiej STW przeciwstawia swoją teorię emisyjną. Niestety nie mogę jej znaleźć. - Bo moja teoria jest dokładnie i kompletnie wyłożona w zeszytach CZY RADAR ŹLE MIERZY (1986) i w FIZYKI GALILEUSZOWSKIE (1987) - W pierwszej z tych prac pseudoeuklidesową STW Einsteina zbudowałem euklidesowo, dzieląc wzory eR przez wzory eT, a w drugiej zbudowałem ogólniejszą euklidesową teorię echolokalizacji galileuszowskich, jeszcze bardziej podważając pseudoeuklidesowość, czyli relatywistyczność, einsteinowskiej STW - uważam, że to co można zbudować euklidesowo, nie może być nieeuklidesowe. - W szczególności omówiłem w niej echolokalizacje eP, eR, eS i eT. A później zrozumiałem, że eS jest, według powszechnie przyjętej nomenklatury, teorią emisyjną a eT absorpcyjną - bo eS zachowuje stałość szybkości c względem nadajników a eT względem odbiorników. Czyli sygnał eS wybiega z nadajnika zawsze z szybkością c a sygnał eT z szybkością c zawsze uderza w odbiornik, co w układzie radaru zapisuję tak: c VS-c oraz VT+c -c. Przy czym szybkości VS i VT w ogólności są różne. To znaczy, że radar dra Turzynieckiego powinien liczyć szybkość βS = 1/K - inną od βT = K-1 którą liczy radar eT i oczywiście inną niż liczy Einsteina wzór βR = (K2-1)/(K2+1). - Tak jest w zakresie szybkości rozpatrywanych w STW Einsteina, czyli dla tardionów. - Ale nie wiem czy dr Turzyniecki tą sprawą, czyli echolokalizacjami, się zajmuje. A nawet czy jeśli się zajmuje, to czy także czysto kinematycznie.
Wiem, kto nie zna mojej FG, nic z tego nie zrozumiał. Ale ja piszę to dla tych co moją teorię znają, lub ją poznają. - Ja postaram się zapoznać z kinematyką teorii dra Turzynieckiego - jeśli jest taka. Bo interesuje mnie przede wszystkim to czy dr Turzyniecki także liczy współczynnik Dopplera K i współrzędną czasową tS=tT. - Potrzebne wzory znajdziesz w FG w Tabeli 3.1. A ich nowsze wersje znajdziesz na innych stronach owej witryny http://www.fg2002.orangespace.pl/ - niestety, ta nowsza wersja wydaje mi się mniej kompletna (bo już nie chce mi się jej uzupełniać).
PS. - W [21] są 2 artykuły dra Turzynieckiego (i Jarosława Kukowskiego), ale zdaje mi się że w nich nie znajdę odpowiedzi na powyższe pytania. Odnoszę wrażenie, że dr Turzyniecki nie prezentuje w nich swojej teorii a tylko o niej opowiada i o płynących z niej pożytkach. - Gdzie wobec tego jest jego teoria? - Czy nie ma jej w Internecie? Poza tym ja dopuszczam taką możliwość, że foton rzeczywiście opuszcza źródło z szybkością c ale nie on jest fotonem odbiornika - fotonem odbiornika jest sygnał eT a nie eR. I dlatego w Einsteina wzorze na energię pojawia się współczynnik Dopplera, sprzęgający te dwa fotony. Zmieniający sprzężenie energetyczne oddziaływujących obiektów, czyli częstotliwość (częstość) wymiany bozonów (a dokładniej może kwantów h).
Jest to klasyczna postać słynnego relatywistycznego wzoru E=mc2. Współczynnik K zmienia może częstotliwość także we wzorze Plancka E=hν - może tędy droga do integracji. I może w różnych cyklotronach ...
Teoria dra Turzynieckiego interesuje mnie także z tego względu, że podobno jest ona dynamiczna, prawdopodobnie elektrodynamiczna, a moja jest czysto kinematyczna - dynamiki dopiero szukam, w próżni, dynamiki absolutnie nowej. Szukam modelu próżni pozwalającego wywieść dynamikę z mikroświata, w którym może jeszcze nie ma masy, energii, sił, ... Może jego fizyka odkryje mechanizm działający zgodnie z powyższym wzorem i zdradzi tajemnice związków wspomnianych w notce Słynny-Einsteinowski-wzór-na-stosunek-energii-do masy.
I zapamiętaj raz na zawsze: We wzorach einsteinowskiej STW, także we wzorze na jego szybkość, nie ma „współczynnika” K2 - jest tam współczynnik echa K2. A K nie jest pierwiastkiem z potęgi K2 ale ze współczynnika echa K2 czyli K jest zawsze średnim (geometrycznie) współczynnikiem Dopplera (który nie w każdej echolokalizacji jest współczynnikiem Dopplera). - O czym jest w notce poprzedniej.