___ bo fizyka współczesna coraz lepiej liczy, ale coraz bardziej nie wiadomo co - jest coraz bardziej niefizyczna
Zakładki:
To nie jest nowa fizyka - tutaj o niej tylko opowiadam.
- Nowa fizyka jest
w mojej witrynie
Zobacz moją reklamkę
A o wszystkim,
także o fizyce,
piszę na bieżąco
w moim blogu
Tagi
 

Einstein nie znał wzorów liczących wartości spoczynkowe - jego radar nie potrafi ich echo­lo­ka­lizować, bo jego wzory liczą tylko ich rela­ty­wis­tyczne paradoksy.



Fizyka nie może
być stekiem formuł
nie do pojęcia,
algorytmami
dla liczydeł.

Fizyk, póki nie wie o czym mówi,
co liczy,
jest tylko matematykiem.




Translate
into English

Translate into
other languages
- Select Language


Czy to co można zbudować euklidesowo może być pseudoeuklidesowe?

Markiza

„Nigdy nie jestem zadowolony dopóki nie potrafię wyobrazić sobie modelu mechanicznego: jeżeli potrafię, rozumiem; jeżeli nie potrafię, nie rozumiem".
       Lord Kelvin.

Ale najłatwiej udowodnić to czego nikt nie rozumie. Zwłaszcza jeśli wystarczy udowodnić tak by nadal nikt nie rozumiał. A właśnie tak dowodzi się w fizyce współczesnej.


A ja STW Einsteina zbudowałem EUKLIDESOWO WYOBRAŻALNIE

-


Pasja, to największe szczęście.
I najcięższa praca.


Skopiuj CSS
sobota, 24 maja 2014
Czy fizyka której wyniki trzeba renormalizować mówi prawdę o naszym świecie?

Bo renormalizacja odrzuca absurdalne wyniki uzyskane wzorami owej fizyki i zastępuje je wynikami uzyskanymi w eksperymentach. Dopiero wtedy wszystko się zgadza.
    Ale nie wiadomo co.

„Istotą opisu fizycznego nie są wzory, ani zbiór doświadczeń, tylko model fizyczny.”
napisał prof. Jerzy Mycielski - ja też tak uważam. I że:

Renormalizacja to fałszowanie wyników, szarlataneria,
proteza bez której współczesna fizyka kwantowa się przewraca.

Renormalizacja teorii unieważnia jej postulaty. Jest pirackim dopostulowaniem.



Wszystko co się rusza podlega zjawisku Dopplera.

- Czy to co można zbudować euklidesowo, może być nieeuklidesowe ?

poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Euklidesowa interpretacja STW Einsteina

Ten kto zatrzymał się przed barierą c nie osiągnie ważnego wyniku. Będzie przed nią dreptał, wymyślał nowe filozofie i matematyki, cząstki i liczby kwantowe. - Nieprzekraczalna bariera c jest najgłupszym pomysłem w historii nauki. Kłodą rzuconą fizyce pod nogi.

Szczególną teorię względności (STW) Einsteina zbudowałem euklidesowo, a nie, jak Einstein, pseudo­euklidesowo. - Wszystkie jego kinematyczne wzory wyprowadziłem z prostokątnych układów współrzędnych, bez pochylania i kalibrowania osi, i bez elektro­mag­netyzmu. Relatywistyczne paradoksy pojawiły się bez pseudoeuklidesowej geometrii Minkowskiego, w najzwyklejszy klasyczny sposób. Bo zrozumiałem tajemnicę wyniku Michelsona-Morleya (MM), czyli mechanizm niezmienniczości szybkości światła. I to mechanizm najprostszy. A Einstein zadowolił się "wyjaśnieniem" niewyobrażalnym, uniemożliwiającym zrozumienie czegokolwiek. Bo Einstein nie wyjaśnił wyniku MM - on go po prostu przyjął, zacytował jako drugi postulat. Bezrozumnie. Natomiast moje postulaty wyjaśniają go w sposób trywialny, galileuszowsko-newtonowski, dzięki czemu STW stała się wyobrażalna, klasycznie "mechaniczna".
    A nawet zrobiłem więcej, bo przekroczyłem barierę c, czyli rozszerzyłem STW Einsteina na tachiony. Dzięki czemu pojawiła się w niej antymateria, bez kwantów i urojoności. I szybkość de Brogle'a, czyli szybkość jego fal materii, lub, jeśli ktoś woli, fal prawdopodobieństwa*.

    Relatywistycznie widać w STW tylko to co pokazują diagramy Minkowskiego - że wszyscy obserwatorzy widzą obiekt w jednym i tym samym zdarzeniu ale w różnych światach (czasoprzestrzeniach).** A nawet mniej, bo tych różnych światów na diagramie Minkowskiego nie widać - je trzeba dopowiedzieć, dopostulować. Że jedno i to samo zdarzenie C dla każdego jest w innej czasoprzestrzeni, i że w każdej inaczej spóźnia się czas i kurczy się przestrzeń.
    A ja tę pseudoeuklidesową kompresję Minkowskiego euklidesowo zdekompresowałem, rozwinąłem w różne zdarzenia ale w jednej i tej samej euklidesowej czasoprzestrzeni t,x. Każdy radar, na przykład A i B, w ogólności widzi obiekt C w innych zdarzeniach, niejednoczesnych, bo w różnych chwilach (i miejscach), ale w jednym i tym samym świecie t,x. - Widać to na euklidesowym diagramie Rys.W.4. - Pokazany na nim niezmiennik Lorentza, zwany także interwałem czasoprzestrzennym, jest chwilą zecholokalizowaną klasycznie, galileuszowskimi sygnałami eT, którymi jest także światło Michelsona-Morleya. - Są na nim dwie echolokalizacje eT zainicjowane sygnałami C1BAT  i  C1CAT wysłanymi z jednego elektro­mag­ne­tycznego wzbudzenia A0. - Niezmiennik ten jest chwilą absolutną, jednoczesną klasycznie a nie tylko relatywistycznie, tą samą dla radaru A i B oraz dla echolokalizowanego przez nie obiektu.

    Czy nie ma znaczenia fakt, że STW Einsteina zbudowałem euklidesowo? Że niezmiennik Lorentza jest po prostu klasyczną euklidesową chwilą tC2BT  na wspomnianym Rys.W.4 - chwilą obiektywną. - Wzory Einsteina wartości klasyczne ("spoczynkowe") przekształcają w ich relatywistyczne karykatury, nazywane paradoksami.
    I czy bez znaczenia jest to, że sygnały eT pozwalają tak pięknie rozwinąć wzór na relatywistyczną energię Einsteina



Jest to neoklasyczne - dopplerowskie ! - rozwinięcie Einsteina wzoru E=mc2.
Neoklasyczna postać dynamiki Einsteina. I ikona mojej fizyki.

Energia zależy od współczynnika Dopplera K  bo zależy od częstotliwości

- zobacz w zbit.blox -
 

Nigdy nie dziwiło to, że energia ruchomej masy jest większa od jej energii spoczynkowej - bo jest ona  większa o energię kinetyczną. Zdziwiło jednak to, że jest ona większa relatywistycznie (po Einsteinowsku) a nie klasycznie. - Na szczęście okazało się, że powoduje to klasyczne zjawisko Dopplera. Że to nic "relatywistycznego". Właśnie to pokazał ten wzór.


Energia kinetyczna jest energią bezwładności.


A taki model, mechaniczny, wystarczy do zbudowania i testowania kinematyki STW
- wyjaśnia on euklidesowo jak powstają relatywistyczne (pseudoeuklidesowe) paradoksy: 
 
Zobacz nowe definicje i pryncypia.

__________________________________
*  Czy to znaczy że prawdopodobieństwo porusza się z szybkością "mechaniczną", mierzoną w m/s ?  - I w czym ?
** Nie tylko w różnych układach współrzędnych. - Według Einsteina (i Minkowskiego) jedno i to samo zdarzenie jest jednocześnie w różnych światach - w różnych czasoprzestrzeniach.

środa, 16 maja 2012
tardiony, luksony, tachiony, materia i antymateria

  Czyli czy mion i taon nie są elektronem?  I czy potrzebne jest neutrino?

      Założyłem nowy blog minichrony.blox

      Minichrony odpowiadają na pytanie które postawił prof. Arkadiusz Piekara:

Czy dzisiejsze cząstki elementarne, gdy użyjemy jeszcze "mocniejszych sposobów", a więc jeszcze większych akceleratorów cząstek bombardujących, udzielając im coraz więcej GeV (giga­elektro­no­woltów), otóż czy cząstki elementarne rozbijać będziemy na ciągle nowsze i drobniejsze składniki materii o coraz większej energii, czy może czyniąc to, sami wytwarzamy coraz to nowe stany energetyczne tej samej cząstki elementarnej?”


    W tym nowym blogu będzie właśnie o tym. - A Warszawska Grupa Neutrinowa informuje, że mion i taon już są nazywane ciężkimi elektronami. 

    Według mnie odpowiedź na te pytania w dużym stopniu zależy od tego, którym z poniższych wzorów liczysz energię.

(1).

wzór 
klasyczny

gdzie V = V = (K-1)·c

(2).

relatywistyczny  
- rozwinięcie eT ,
neoklasyczne,
dopplerowskie
euklidesowe,
czyli moje

gdzie   V    jak wyżej

(3).

 

relatywistyczne
rozwinięcia eR ,
pseudoeuklidesowe,
czyli Einsteina

tutaj występuje Einsteina
relatywistyczna szybkość VR
a nie klasyczna szybkość VT.

      A ja mionu i taonu nie nazywam ciężkimi elektronami, bo uważam że to są szybkie elektrony. Szybsze niż Einstein pozwala.
      Ale gdzie szybsze - obiektywnie na torze, czy według S ? 

Może tak powstają neutrina, czyli brakująca masa/energia ?
    Kliknij ten rysunek by go powiększyć. A potem ewentualnie drugi raz.


     To normalne, że częstotliwość pędzącego oscylatora (nadajnika) zależy od jego stanu dopplerowskiego - podczas zbliżania się do obserwatora (odbiornika, detektora - tutaj pionowa oś ct) jest ona większa od spoczynkowej, a podczas oddalania, mniejsza. Czyli sygnał* docierający do ct z lewej strony, niesie większą energię niż sygnał docierający do niego z prawej strony, od oddalającego się obiektu. - Zjawisko to (zjawisko Dopplera) zachodzi klasycznie (eT) i relatywistycznie (eR), ale relatywistycznie, to znaczy gdy liczymy je wzorami Einsteina, czyli eR, zachodzi ono bardziej, czyli różnica tych energii jest większa niż różnica klasyczna - bo klasyczna szybkość VT jest jednakowa po obu stronach osi ct , natomiast relatywistyczna szybkość VR po stronie prawej jest mniejsza. - Tak wychodzi z relatywistycznego rozwinięcia (2) wzoru E=mc2. - I widać to na tym diagramie (ale zerknij także do mojej późniejszej notki To-normalne-że-częstotliwość-pedzącego-oscylatora (nadajnika) zależy od jego stanu dopplerowskiego w zbit.blox - dostrzega to odbiornik).
     Ponieważ nie wiem w jakich eksperymentach i jak zauważono ten relatywistyczny niedobór masy/energii "uniesionej" przez neutrino, dalszy ciąg niniejszych rozważań pozostawiam tym, którzy to wiedzą. Podpowiadając im by nie zapomnieli o minichronach. I że chodzi tu o światło, czyli o STW Einsteina, czyli o parafizykę eRT.
     Zwracam też uwagę na to, że powyższy diagram przypomina zjawisko Comptona. - W tej chwili nie wiem czy to jest dla mnie dobre, czy złe. Dla mojej teorii i w ogóle, bo w powyższym są problemy także przeze mnie jeszcze nie zbadane. Ale wydaje mi się, że są to poważne problemy.

__________________________________
*  W tym wypadku lepiej niech "sygnał" znaczy dwa punktowe sygnały ("paczka"), wysłane przez oscylator z jakąś częstością - dotrą one do ct z większą częstością (zbliżanie) lub z mniejszą (oddalanie). Ale drugich sygnałów tu nie narysowałem. - Sprawa ta zasługuje na dokładne omówienie, ale nie teraz (wrzesień 2013) i nie szybko, bo piszę ten odsyłacz w niesamowitym bałaganie - remont mieszkania!
      Uwaga. - Ten rysunek można uprościć, bo w omawianym zagadnieniu nie muszą tu być echolokacje - wystarczy że ct odbiera sygnały generowane przez oscylator pędzący po linii świata VT .

PS. - Jeśli masy oddziaływają wymianą bozonów (cząstek), czyli gdy uderza nimi jedna masa w drugą, to częstość uderzeń jest większa (od spoczynkowej) podczas wzajemnego zbliżania mas, a mniejsza podczas ich oddalania. - Na tym polega zjawisko Dopplera - we wzorze (2) współczynnik Dopplera K występuje w sposób jawny a w dotychczasowym znanym rozwinięciu (3) go nie widać. - Zjawisko  Dopplera zmienia częstotliwość także we wzorze E=hν. - A może nie ... Bo tutaj ν jest częstością z jaką uderzają w masę kwanty działania h ("molekuły próżni") a nie bozony ... - Może kwantami działania są tylko te "molekuły" próżni (eterony), które uderzają w masę z szybkością c , czyli elementy jej eteru własnego, w którym masa tkwi nieruchoma, przez niego unoszona. A nie bozony, będące cząstkami uderzającymi w masę z innymi szybkościami. - Ale uwaga: bozony nie są neutrinami, bo nimi są eterony uderzające w masę z innymi szybkościami, niż c.
      To tylko moje jeszcze niezdecydowane (nie sprecyzowane) pomysły ...

Powyższy diagram narysowałem w 1986 roku. A może wcześniej - w 1986 roku zaprezentowałem go w Z1 CZY RADAR ŹLE MIERZY?. - Zaprezentowałem go i szybko zapomniałem ... (miałem zamiar wrócić do niego podczas budowania dynamiki). - Obrazek ten pokazuje świat Prostaków a minichrony potrafią więcej, bo pozwalają na płaszczyźnie przedstawić trójwymiarowy świat Płaszczaków, ich czasoprzestrzeń. - Na minichronach łatwiej dostrzec asymetrie różniące materię i antymaterię, o których przebąkują niektórzy. Można nawet je liczyć, minichronowymi wzorami.

piątek, 27 kwietnia 2012
Współczynnik echa K2 i jego pierwiastek K oraz problem K2=K2

    K2 , czyli współczynnik echa dzieli świat materialny na materialny i antymaterialny. Znak minus przekształca materię w antymaterię. Znak współczynnika ±K2.  A jak to robi, dowiesz się w mojej WWW. Że K2
    Ważnym wydarzeniem podczas budowania mojej fizyki było zrozumienie, że k2 jest nie tylko kwadratem współczynnika Dopplera k, jak sądzili fizycy, łącznie z Bondim, ale jest to iloczyn obu, w ogólności różnych, współczynników Dopplera k1,k2 (w tę, i z powrotem). Między innymi dlatego minuskułę k zastąpiłem majuskułą K. I zacząłem rozróżniać K2 od K2. Mianowicie K2= K·K  zaś  K2= k1·k2. Zacząłem także rozróżniać K1 od K , przyjmując że K1≡k1 zaś K jest pierwiastkiem n-tego stopnia z iloczynu n kolejnych współczynników Dopplera, czyli jest średnim współczynnikiem Dopplera. Na przykład pierwiastek kwadratowy z K2= k1·k2  - ogólnie pierwiastek stopnia n  z iloczynu Kn= k1·k2·...·kn  przy czym K2 nazywam współczynnikiem echa, zaś Kn  współczynnikiem n-echa choć naprawdę jest to współczynnik (n-1)-echa, czyli na przykład K3 jest współczynnikiem 2-echa (dwukrotnego odbicia sygnału). Ale przy tym się nie upieram.
    Ale mimo tych umów jeden poważny problem pozostał - jak rozróżnić pierwiastek n-tego stopnia z iloczynu n kolejnych współczynników Dopplera (oznaczmy go "a"), od pierwiastka n-tego (a nawet m-tego - dowolnego) stopnia z n (lub m) czynników K (oznaczmy go "b")? - Obecnie oba te pierwiastki oznaczam majuskułą K bez indeksu dolnego (a to nie jest zwykły indeks) i bez stopnia pierwiastka (lub wykładnika potęgi). - Jest to poważny problem, bo w ten sposób znika informacja o tym z czego to pierwiastek - "a" czy "b" - czyli co odzyskam po ewentualnym potęgowaniu. Na przykład czy druga potęga pierwiastka K jest iloczynem k1·k2  czyli K2 , czy iloczynem K·K czyli K2 ? *
    Nie można też, jak mi się zdawało, pisać że (K2)2=K4  - np. że (K2+1)2=K4+2K2+1 - to musi być (K2)2+2K2+1.
    - A skąd te kłopoty, wątpliwości i dziwne pomysły? - Bo ilościowo jest K2=K2  czyli wartości tych wyrażeń są identyczne (tylko ich definicje są inne). Wydaje mi się, że zawsze, czyli że zachodzi tożsamość K2≡K2. Ale to trzeba by udowodnić - że średnia geometryczna (Kn)1/n  jest zawsze tożsama z pierwiastkiem K. - Z którym - "a" czy "b" ? - Zdaje mi się, że z łatwością to udowodnię. Albo że nie.
    Problemy to nowe, jakby inna matematyka. Nie wszystko w tym dostatecznie rozumiem, nie potrafię jasno sformułować, bo w trakcie konkretnych działań (obliczeń) czasem pojawiają się nowe problemy, i czasem one uwadze umykają i przez to nie od razu wiadomo dlaczego czasem coś się nie zgadza. A nawet czy to się tak tylko zdaje, a może "wszystko" jest OK, nie wiadomo co, ale się zgadza. Przecież tak jest w całej współczesnej fizyce, ale ja tak nie chcę. - Czyli nadal w tym temacie muszę być czujny. - Ten temat, czyli wszystkie te problemy, nazywam łącznie problemem K2=K2.


PS. - Ale może nie trzeba będzie rozróżniać K jako pierwiastka "a" i jako pierwiastka "b" - zdaje mi się, że na mój użytek wystarczy przypadek "a" czyli
      K= (Kn)1/n = (k1·k2·...·kn)1/n   czyli średnia geometryczną współczynników Dopplera
czyli u mnie jego potęga zawsze powinna przywracać iloczyn tych współczynników czyli Kn  a nie Kn=K·K·K·...
- Dopóki praktyka temu nie zaprzeczy, to tak będzie.

      Ale które K jest w Einsteina dynamice - "a" czy "b" ? Na przykład w moim neoklasycznym ("spoczynkowym") rozwinięciu jego wzoru na energię mc2 ?
      I który występuje tam czynnik Lorentza - wewnętrzny (jednoindeksowy) czy zewnętrzny (dwuindeksowy), jest miarą paradoksu masy?
      - Ponieważ wzór E = mc2 wydaje mi się właściwy, czyli że nie pochodzi on z paraecholokalizacji eRT czyli z Einsteina kinematyki STW, to muszę przyjąć że jest jednoindeksowy. - Ale póki nie wyprowadzę go, albo ktoś inny, z modelu próżni, nie zaznam spokoju. Bo mimo że wzory tych czynników są identyczne, γ≡ γRT  - zobacz - czyli liczą te same wartości, to jednak są to wartości czego innego, bo te identyczne wzory pochodzą z różnych definicji. A mnie nie wystarcza że "wszystko" się zgadza - chcę wiedzieć co.


    Nad tą notką muszę jeszcze popracować, bo jest zbyt skomplikowana, rozwlekła. Trochę także z winy bloxowiska, bo podczas jej edytowania admini prowadzili jakieś prace i znikały jej fragmenty, o czym nie wiedziałem - nawet teraz dostrzegam że to i owo jest tu nie tak, że było lepiej. - Na przykład że nie tylko nie wiemy czy K jest pierwiastkiem potęgi K czy iloczynu współczynników Dopplera (średnim współczynnikiem), ale nie wiemy nawet tego ile tych czynników było.

_________________________________________
*  To nierozwiązywalny problem, tu są bezsensowne dywagacje. - Bo to o wiele szerszy problem znikania danych (informacji) podczas rachowania - np. gdy dodamy 2 krzesła i 3 stoły, to wynik informuje nas że posiadamy 5 mebli ale nie wiadomo jakich.
    Jest jeszcze gorzej, bo nie wiemy czy 6=2+4 czy np. 1+5  lub np. 1+2+3. - Ale to normalne, to żaden problem - tak musi być. - Rachowanie zubaża informację.
    Nad problemem K2=K2 nie warto pracować. - Ogólnie K2≡k1·k2  a  K= K·K = K2 jest tego szczególnym przypadkiem. - W problemie K2=K2 wymagam za dużo. - Ale nie usuwam moich dywagacji na jego temat - pozostawiam je jako ciekawostkę.

sobota, 07 kwietnia 2012
Dlaczego antymaterii jest tak mało i dlaczego tak krótko ona żyje

    Na to pytanie najlepiej odpowiadają minichrony. bo one na kartce opisują trójwymiarową czasoprzestrzeń t,x,y  a diagramy czasoprzestrzenne, typu Minkowskiego, tylko dwuwymiarową czasoprzestrzeń t,x. Na minichronach obiekt może więc minąć obserwatora, a na diagramach t,x obiekt może się tylko z obser­wa­torem zderzyć (albo go przeniknąć) - to tak jakby na poniższym obrazku odległości r¬ (na obrazku r z kwadracikiem) nie było, gdyby była zero. 
    Bo tak pojawia się, żyje i ewentualnie znika, antymateria:

Antymateria jest tylko obrazem, materii, obiektu materialnego. Który jednak, jak na przykład akustyczny obraz naddźwię­kowego samolotu, potrafi szyby wybić a nawet dach zerwać. Zwłaszcza fononowy grzmot Macha w akustycznej barierze c  czyli akustyczny obraz wyemitowany podczas kreacji dźwiękowej pary samolot-antysamolot, w punkcie l00.
       Bo materię spostrzegamy tylko jej obrazami. Nawet gdy dotykasz jakiś przedmiot - wtedy jego elektrony (itp.) oddziaływają z twoimi elektronami na odległość, swymi obrazami, "radarowo". - A materię nadsygnalną, czyli tachiony, spostrzegamy jednocześnie obrazami i antyobrazami.


    Z nadsygnalnej (tachionowej) minichrony ruchu jednostajnego - to ona jest na powyższym rysunku - wynika, że w wiecznym ruchu jednostajnym jest tylko kreacja, bez anihilacji, czyli w nim antymateria byłaby wieczna. - Może w przyrodzie nie ma takiego ruchu.

    A dlaczego antymateria żyje tak krótko? - To wyjaśniają nadsygnalne minichrony ruchu zmiennego. - Na powyższej minichronie, ruchu jednostajnego, nie ma ekstremów, tylko osobliwość w S (pod nim może być pętla - tak wyszło pewnej matematyczce, a ja wiem dlaczego). - Osobliwość ta jest w chwili w której obserwator S rozpoczął obserwację, powiedzmy że w chwili zerowej. Gdy zaczął ją za późno, czyli gdy jako pierwszy obraz (sygnał) dostrzegł sygnał wygenerowany w punkcie późniejszym niż l00 , to pod S jest to co przegapił (także kreację w l00), a nad S są obrazy które do S dopiero dotrą, kolejno 1, 2. ... - są to numery półokręgów "jednych chwil", izochron. - Uwaga - obiekt zawsze pędzi po torze l (górna pozioma linia). Minichrona pokazuje chwile 1, 2, ...


    Minichrony są wykresami w teorii obserwacji a diagramy typu Minkowskiego są wykresami w teorii echolokalizacji (echolokacji), ale obie te teorie są częściami fizyki galileuszowskieju (fg), ale zbudowanej sygnałami o skończonych szybkościach. - Dokładnie czym jest minichrona napisałem w 1984 roku, a czym jest echolokalizacja napisałem na przełomie lat 1987/88. W międzyczasie, w roku 1986, w sposób euklidesowy zbudowałem STW Einsteina, która potem stała się jedną z teorii echolokalizacji, a dokładniej paraecholokalizacją eRT.

sobota, 31 marca 2012
Przypuśćmy że STW Einsteina jest dobra

Axentowicz, WIOSNA - oryginal w sieci - kliknij    Czy wtedy moja STW - identyczna z STW Einsteina - mimo że zbudowałem ją z zupełnie innych założeń - też jest dobra? 

    Jeśli tak, to ten fakt poważnie podważa STW Einsteina, świadczy o tym że jest ona niedobra. A przynajmniej jej niewyobrażalna pseudoeuklidesowa interpretacja - bo ja STW Einsteina zbudowałem sposobem euklidesowym, czyli w sposób wyobrażalny. Znaczy to, że Einsteina szczególną teorię względności uczyniłem wyobrażalną
    Innymi słowy, zbudowałem kompletną i zweryfikowaną teorię podważającą teorię Einsteina. - Zweryfikowaną przez jej absolutną zgodność z tą jego teorią - teorię Einsteina podważa sposób w jaki ja ją zbudowałem, euklidesowy. - W mojej teorii są wszystkie wzory Einsteina. Mówiąc dokładniej, cała jego kinematyka. 

    Piszę o tym także w moim blogu zbit.blox w notce McCrea nie podważa teorii Einsteina.

czwartek, 29 września 2011
Definicja energii

   E= hν    definicją energii jest ten wzór Plancka.

    Kwant energii hν jest mocą działania*, jego intensywnością, natężeniem. Określa on z jaką szybkością - częstością ν - czyli raczej z jaką gęstością - przebiega wymiana kwantów działania h. Ile kwantów działania h wymieniły cząstki w ciągu sekundy (w jednostce czasu).
    Częstotliwość ν określa ilość - tradycyjnie ile okresów czasu T mieści się w czasie 1 sekundy, czyli ile razy okres T jest mniejszy (lub większy) od sekundy.

    Napisałem to już w notce Oddziaływanie-nie-jest-wymianą-kwantów-energii-ale-kwantów-działania. - Pisałem o tym w wielu innych notkach, bo dość długo dochodziłem do tej definicji, i raczej mimochodem. Tutaj ją przypominam, bo uważam że to bardzo ważna definicja, pochodząca już z dynamiki próżni, eteru. Ze świata kwantów, najbardziej elementarna.
    Prześledź moje notki na ten temat, może lepiej to zinterpretujesz, może wymyślisz coś lepszego. Ale może także ja tu jeszcze coś dopiszę.
    Przypominam to tutaj, bo Google często pyta co to jest energia, a tradycyjnie uważa się, że tego nie wiadomo. Bo słusznie uważa się, że twierdzenie że energia jest zdolnością do wykonania pracy, nie jest definicją.

    Zobacz też mój makroskopowy wzór na energię - na przykład w notce Jeszcze-o-masie-i-energii-bo-to-temat-coraz-bliższy próżni-a-ona-coraz-ważniejsza .

____________________________________

*  energia jest mocą działania a nie oddziaływania, jak napisałem tam najpierw przez nieuwagę. Bo działanie to iloczyn energii i czasu, a oddziaływanie to jakaś siła - np. elektromagnetyczna czy ciężkości. - Ale każdą siłę można sprowadzić do iloczynu masy i przyspieszenia - taka jest klasyczna definicja siły, Newtona. 
    Pojęcie oddziaływanie jest używane na ogół nonszalancko, intuicyjnie, i najczęściej nie wiadomo o co chodzi - o siłę, energię, pracę, a może o zupełnie coś innego. - Ważne by odróżniać pojęcia działanie i oddziaływanie. Bo ja też, np. w notce Masa-i-jej-oddzialywanie piszę o energii masy a nie o jej sile.
    Moim zdaniem przestrzeń, czas i działanie są pojęciami fundamentalnymi, pierwotnymi. Na nich buduje się fizyki, czyli dynamiki - bez działania można zbudować tylko kinematykę. - Ale prawdopodobnie bez działania Świat nie może istnieć.

wtorek, 05 lipca 2011
Dlaczego u Einsteina wszystko się zgadza

    I czy zgadza się w sposób właściwy. Bo na przykład gdy z błędnych założeń otrzymałeś wzory liczące prawdziwe wyniki, to ich logicznie poprawna inter­pre­tacja musi być fałszywa. - I stąd para­doksy. Nie tylko rela­­ty­­wis­­tyczne. - Na przykład paradoksy Zenona wynikły z założenia, że świat jest analogowy, różnicz­kowo-całkowy. - Ale paradoksów Zenona nie zaakceptowaliśmy, bo je można zweryfikować (sfalsyfikować) gołym okiem, a paradoksów Einsteina nie.
    Zajrzyj do Dlaczego-potrzebna-jest-nowa-fizyka.

    W mojej fizyce też wszystko się zgadza. Nawet w każdej jej para­echo­lokalizacji, mimo że każda para­echo­lokalizacja liczy - poprawnie! - „wewnętrznie niesprzecznie” - paradoksy. Ale u mnie wiadomo dlaczego, błędy są widoczne „gołym okiem”. Bo moja teoria opiera się na oczywistych spostrzeżeniu, że radar (każda echosonda) mierzy tylko chwile wysłania i powrotu sygnałów, a wszystko inne z nich liczy - jakimiś wzorami, właściwymi lub nie. I u mnie widać - gołym okiem, bo na eukli­de­sowym modelu - które wyniki są właściwe. Bez dopostulowywania „oczywistych” wniosków branych z kapelusza. I każda para­echo­loka­lizacja jest tak samo „wewnętrznie” niesprzeczna jak szczególna teoria Einsteina, czyli para­echo­loka­lizacja eRT.

    Einstein „spoczynkową” elektrodynamikę Maxwella rozszerzył niewłaściwie do elektro­dynamiki ciał wzajemnie ruchomych - zamiast wydłużyć łóżko skrócił pacjenta. - Tak też można, bo tak też wszystko będzie pasować. Ale potem pacjent będzie sprawny tylko dzięki protezom.

Tagi: Pytania
17:21, fg2002
Link Komentarze (12) »
niedziela, 13 marca 2011
Jak euklidesowo, czyli w sposób wyobrażalny, zbudować Einsteina teorię względności

Echolokalizuj sygnałami eT
              a licz wzorami eR 

    Stosunki eR/eT są miarami
relatywistycznych paradoksów.
    A STW Einsteina jest teorią
relatywistycznych paradoksów.
- Dlatego nazywam ją paraecholokacją eRT .

         eRT ≡ eR/eT ≡ STW

Dokładniej piszę o tym w mojej witrynie WWW. A także w moich blogach, także w tym, na przykład we wcześniejszej notce Jak-zbudować-wyobrażalną-STW-Einsteina.

Echolokalizować, znaczy wysyłać i odbierać sygnały, i mierzyć chwile ich wysłania i odbioru - z nich obliczysz współrzędne, jakimiś wzorami. Gdy echolokalizujesz światłem, to wzorami eR obliczysz współrzędne relatywistyczne a wzorami eT „spoczynkowe” (klasyczne) - także ruchomych! obiektów. Podstawiając je do poszczególnych definicji Newtona otrzymasz wzory pozwalające liczyć wartości wszystkich wielkości fizycznych - wartości eR (relatywistyczne) i wartości eT (klasyczne). 
      Paraecholokacja jest echolokacją niewłaściwą, paradoksalną, błędną. 

piątek, 11 marca 2011
Prędkości grupowe i fazowe i ich związki

    Poniższe diagramy skopiowałem z mojej witryny WWW. Na lewym jest echolokalizowana szybkość grupowa VR a na prawym szybkość falowa (fazowa) VR z kreską. Tradycyjnie oznacza się je symbolami Vg i V . - Będzie tu o ich słynnym iloczynie  Vg·V = c2.  A pomysł na tę notkę zrodził się podczas pisania o jeszcze słynniejszym iloczynie, którym można napisać także tak:  εo·μo·c2 = 1. Zobacz w moim blogu zbit.blox.

eR  prosta
        (podsygnalna)

eR  odwrócona
        (nadsygnalna)

Rys.2   -  Podwójne elementarne echolokalizacje eR - prosta i odwrócona.

    Czyli V≡ VR jest szybkością grupową, Einsteina, a V≡ VR z kreską (na prawym diagramie) jest szybkością fazową, de Broglie'a. Pierwszą radar liczy wzorem eR czyli relatywistycznym wzorem Einsteina, a drugą, jego odwrotnością, czyli, powiedzmy, relatywistycznym wzorem de Broglie'a. Ale wzory te (i pozostałe wzory STW Einsteina), zgodnie z moją euklidesową teorią echolokalizacji galileuszowskich, są właściwe (liczą wartości spoczynkowe) tylko gdy echolokalizowany obiekt B spoczywa względem (w układzie) radaru. - Tak jest dla światła w próżni - dla innych sygnałów, np. dla dźwięku w powietrzu, „relatywistyczne” Wzory Einsteina i de Broglie'a są właściwe także dla ruchomych obiektów, ale pod warunkiem, że wiatr ośrodka przenoszącego sygnały (np. powietrza) nie wieje echosondzie eR. Że echosnda tkwi nieruchomo w tym ośrodku.
    (Wiem - nie znający mojej teorii nic z tego co tu piszę, nie rozumieją. Ale to ich wina - ja już nie będę powtarzał całego abecadła od początku. Nie wszyscy muszą mnie rozumieć.).
    Ruchome obiekty radar (echosonda lokalizująca światłem), zgodnie z moją wspomnianą teorią musi liczyć wzorami eT - innymi wzorami, niewłaściwymi, obliczy paradoksy. Na przykład Einsteina wzorami eR obliczy wtedy jego relatywistyczne paradoksy, zamiast wartości spoczynkowych. - Tak powstała Einsteina STW. 
    Wzory na relatywistyczne szybkości Einsteina i de Broglie'a są pod pierwszym podanym tu linkiem, a „spoczynkowa˜ grupowa szybkość VT = (K-1)c.

    Już w latach 80-tych szukałem ładnego związku między VT tardionowym i tachionowym (z kreską). Nawet wyszło mi, że ich suma równa się prędkości światła, ale to nie było to, bo, jak sobie przypominam, nie spełniało fotonowego warunku eT czyli że fotonem jest to, co uderza w obiekt z szybkością c - wszystko jedno z której strony, ale koniecznie po galileuszowsku. - Jakoś tak to było. Może już to w Internecie lepiej opisałem, ale nie pamiętam gdzie.    Zobacz także Słynny Einsteinowski wzór na stosunek energii i masy.
    A kwantowemu Einowi polecam Czym-jest-energia.

środa, 09 marca 2011
Moja bajka o antymaterii

    Najpierw był nadświetlny elektron, czyli tachion, którego nie widziałeś, bo tachion zauważysz dopiero gdy stanie się twoim luxonem. To znaczy gdy składowa Vr00 jego prędkości V , skierowana do ciebie, jest równa c. - Na poniższym diagramie Vr00=c. Wtedy tachion wzbudza cię fotonowo - gdy zaburzenie (sygnał) c  z l00 dotrze do ciebie, do S.

a to wspomniany wzór

- Fizycy uważają, że warunkiem powstawania antymaterii jest E ≥ 2E0 = 2m0c2  co relatywistycznie znaczy że czynnik Lorentza musi być większy od 2 bo równy 2 to według mnie trochę za mało. A w moim klasycznym rozwinięciu (jak wyżej) oznacza to, że jego drugi człon,
czyli energia kinetyczna EK ≥ E0 = m0c2.  A to z kolei oznacza,
że musi być  ßT2/2(1+ßT) ≥ 1  *
  to trzeba policzyć spokojniej - teraz zauważam w wykonanych rachunkach kilka "szybkich" pomyłek
  dlatego je usunąłem - dokończę kiedy indziej.

    Ale byłoby mi bardzo miło gdyby ktoś to przejął i kontynuował, bym ja już nie musiał. Bo mnie już mdli gdy liczę. Ja już wolę grać w kierki.
    Ale zdaje mi się, że trafiłem tu na pewne problemy i że nie wszystkie pochodzą stąd, że trochę (?) zapomniałem jak się liczy nierówności. Bo chodzi także o to na przykład, że ten wzór na energię, będący jednak rozwinięciem znanego wzoru Einsteina, jest właściwy tylko dla tardionów - bo dla tachionów współczynnik K byłby urojony. - Nie wiem czy można po prostu K2 zastąpić jego wartością bezwzględną |K2|. - A może całą energię kinetyczną EK zastąpić przez |EK|. - Tym, czyli dynamiką, miałem się zająć później, a ja później zająłem się komputerami. Fizyką przestałem się zajmować. I już się nie zajmuję. Niczym nowym. A warto by spróbować. - Dotyczy to już wyrażenia (1+ßT)*  - może powinno być |1+ßT| bo raczej nie 1+|ßT| ani |1+|ßT|| bo to to samo. - Wolałbym by energia z jaką oddziaływają dwa wzajemnie ruchome obiekty zależała od ich stanu dopplerowskiego, bo przecież wtedy zmienia się częstotliwość ν we wzorze E=hν  - rośnie podczas zbliżania i maleje podczas oddalania. Może tak powinno być. - Ale czy E może być mniejsza od E0 ?
    Warto nad tymi sprawami się zastanowić - ale nie matematyką lecz nad matematyką. Bo chodzi także o to by zastanowić się nad tym czy obecna matematyka jest właściwa. Ja uważam że nie, choćby dlatego, że ona liczy nie wiadomo co. - Współczesną matematykę pozostawmy rzemieślnikom, jeśli ją tak lubią. Jeśli im pomaga w konstruowaniu aparatów.

    A pokazaną tu minichronę omówiłem trochę także w notce Tak-słyszymy-samolot-naddźwiękowy.

   

    A poniższe jest odpowiedzią na komentarz dra inż. Romana Szostka:

W mojej witrynie http://www.zbit.smsnet.pl/ jest wszystko, cała moja fizyka, ale zgadzam się że nie po kolei. Ze zgromadzonych tam materiałów, wymienionych w lewej szpalcie Spisu treści, czyli http://www.zbit.smsnet.pl/Pliki/index.htm miałem zamiar napisać coś w potaci podręcznika, ale wtedy przestałem interesować się fizyką i zainteresowałem się - prawie tak samo fanatycznie - komputerami. A teraz i one mi przeszły - teraz tylko bloguję, piszę wyłącznie "krótkie formy". Do czegoś większego nie potrafię się zmusić, brak mi motywacji - przecież w tym roku zacznę 80-ty rok życia.

Ale tam wszystko jest, tam wszystko jest wyprowadzone, nazwane, zdefiniowane. Na przykład K jest pierwiastkiem współczynnika echa K2. W echolokacji Einsteina (eR) i w mojej (eT) współczynnik K jest współczynnikiem Dopplera, K=k1R=k2R  oraz K=k1T=k2T. A we wszystkich echolokacjach K jest średnim współczynnikiem Dopplera, co zapisuję tak: K=√(k1F·k2F) - indeks F jest dowolnym z indeksów P,R,S,T - każdy oznacza konkretną (szczególną) echolokację (sygnałami) eP, eR, eS, eT, które zdefiniowałem w http://www.zbit.smsnet.pl/Pliki/sygnaly.htm#sygnaly .

poniedziałek, 24 stycznia 2011
Co jest potrzebne by teoria była wewnętrznie niesprzeczna
i by na zewnątrz wszystko się zgadzało

    W roku 1986 w zeszytach Z1 i Z2 artykułu CZY RADAR ŹLE MIERZY? wykazałem, że STW Einsteina jest para­echo­lo­ka­li­zacją eRT. Znaczy to, że wystarczy podzielić wzory euklidesowej echo­lo­ka­lizacji eR przez wzory euklidesowej echo­lo­ka­lizacji eT by otrzymać pseudo­eukli­desową STW Einsteina. - A na przełomie lat 1987/88 w pracy FIZYKI GALI­LE­U­SZOWSKIE oprócz echo­lo­ka­lizacji eR i eT rozpatruję echo­lo­ka­lizacje eP i eS - wszystkie 4 są przypadkami szczególnymi przedstawionej tam ogólniejszej teorii galile­u­szow­skich echo­lo­ka­lizacji. A teraz proponuję sprawdzić czy także inne para­echo­lo­ka­lizacje są niesprzeczne i czy wszystko się w nich zgadza - bo para­echo­lo­ka­lizacja eRT, jako STW Einsteina, za taką uchodzi. - Wspomniane echo­lo­ka­lizacje szczególne omawiam w mojej witrynie WWW - znajdują się w niej także wymienione prace.

   Chodzi o to by sprawdzić czy inne paraecholokalizacje także pozwolą zbudować akceleratory i jakie wówczas wnioski zostaną wyciągnięte, jak „relatywistyczne” - bo na pewno będą one „relatywistyczne inaczej”. Z ewentualnymi wyjątkami - bo na przykład szybkości VP i VR są jednakowe*. - Zobacz Dylatacja Einsteina i większa.
   Ale na początek proponuję paraecholokalizację ePT. Dlatego, że ona jest „odwrotna” do einsteinowskiej para­echo­lo­ka­lizacji eRT - w niej sygnały mają szybkość c względem „radaru” (echosondy) a w ePT odwrotnie - względem echo­lo­ka­li­zo­wanego obiektu. A „mianownikiem” obu tych para­echo­lo­ka­lizacji jest echolokalizacja eT bo ona eukli­de­sowo wyjaśnia wynik MM (Michelsona-Morleya), czyli tajemnicę stałości szybkości światła, dzięki czemu radar (echosonda elektro­mag­ne­tyczna) liczy wartości spoczynkowe. - Zacznij od Sygnałów.

   A równania Maxwella transformują po einsteinowsku (po lorentzowsku), bo równania Maxwella i radar Einsteina są spoczynkowe - radar Einsteina też spoczywa w eterze (nie wieje mu wiatr ośrodka przenoszącego sygnały - nie wieje odbiornikom).

____________________________________
*  Równość  VP = VR  oznacza, że w paraecholokalizacji ePR i odwrotnej eRP  nie występuje paradoks szybkości - bo VP/VR=1.

    Zajrzyj także do notki Walczymy-o-nieskrepowany-upadek-fizyki-współczesnej.


PS. - Pamiętajmy o tym, że tylko pędząca w akceleratorze cząstka widzi czy akcelerator się skraca czy wydłuża, albo w ogóle, a akcelerator widzi czy wydłuża się czy skraca, czy nie,  cząstka - my tego nie widzimy. Bo pędzącej cząstki w ogóle nie widzimy, a widzimy że akcelerator się nie skraca ani nie wydłuża, bez względu na to czy w nim coś pędzi czy nie. - Co widzi cząstka i akcelerator dowiadujemy się od paraecholokalizacji, a one twierdzą różnie. Na przykład paraecholokalizacja eRT i ePT twierdzą odwrotnie. To znaczy że eRT (czyli STW Einsteina) twierdzi że temu co się rusza, wszystko się skraca a czas wydłuża, a ePT twierdzi że temu co się rusza, wszystko się wydłuża a czas się skraca. - Ale czy dla konstruktora akceleratora ma to znaczenie ...
      Zresztą podobno cząstka i akcelerator też niczego nie widzą.

poniedziałek, 03 stycznia 2011
Trzy obiekty czyli dlaczego światło nie transformuje po galileuszowsku

Uważa się, że transformacja przeprowadza jeden i ten sam obiekt do innego układu współrzędnych. Ale gdy tę zasadę zastosowano do światła, uważając że transformacja przeprowadza jeden i ten sam foton c  z układu t,x do układu t',x' okazało się, że transformacje Galileusza nie zachowują elektromagnetycznych wzorów Maxwella. I zauważono, że wzory te są niezmiennicze w transformacjach Lorentza. Uznano więc że one sprawę załatwiają, czyli problemu już nie ma. - I tak powstała fizyka współczesna, pełna nowych problemów. Bo aby fizyka ta miała jakiś sens, nawet "jakiś zupełnie inny", trzeba przyjąć że transformacje Lorentza, owszem, przeprowadzają jeden i ten sam foton - absolutny! - do innego układu, ale pod warunkiem że ten układ jest w jakimś innym świecie, w którym panuje zupełnie inny czas i zupełnie inna przestrzeń. - W ten sposób nasz świat zwariował.

    Ale ja sprawę rozwiązałem zupełnie inaczej, w zwykłym sensie, bo w jednym i tym samym świecie, i to nie w relaty­wis­tycznym ale w klasycznym, czyli euklidesowym. - Opisałem to na stronie Fizyka dla współczesnych Pań, i więcej nie chce mi się o tym pisać.

    Czyli - transformacje czy bitransformacje ?


O czym to jest

    Najlepiej bo krótko wyjaśniają to moje reklamki, czyli króciutkie blogi w bloog.pl w blogspot.com w blog.pl w blog.onet.pl. Krótkie, bo książek nie chce mi się już pisać, choćby takich jak Czy radar źle mierzy lub Fizyki galileuszowskie. Zresztą i to nie są książki a tylko nie publikowane artykuły, które rozpowszechniałem w pojedynczych kserokopiach. Teraz wiem więcej i napisałbym to lepiej, ale już nie ma siły która by mnie do tego zmusiła, to znaczy zachęciła - nie ma już we mnie aż tyle złośliwości.
    Uważam że wystarczy to co napisałem, a nawet to co napisałem w Internecie. - Książki też by nikt nie przeczytał. A nawet tym bardziej. Bo to byłaby książka o fizyce. - Nic nie może konkurować z księgami świętymi, czyli z ortodoksją. Ortodoksje z trudem padają.

    W jednej notce napisałem: W fizyce współczesnej jest za dużo hymnów, zachwytów, zadowolenia. Fizycy szczycą się tym, że fizyka jest już aż tak trudna, że nikt jej nie rozumie. Bo dotarli do granicy poznania. Znów do ostatecznej. I dlatego fizycy tak często mlaskają.
    Fizyka współczesna przypomina popkulturę - sama radość.
    Z pseudoeuklidesowych diagramów Minkowskiego nic nie wynika - to tylko takie święte obrazki, z których żadnego wzoru nie wyprowadzisz. Czyli to nie model.

    A ja :

  1. szczególną teorię względności zbudowałem euklidesowo (a nawet więcej).
     
  2. pokazałem że samolot naddźwiękowy słyszysz także jako antysamolot (tak powstaje antymateria).
     
  3. moje rozwinięcie i interpretacja wzoru E=mc2  są piękniejsze od rozwinięcia Einsteina. - Patrz niżej.

Ale współcześni fizycy i filozofowie uważają że tak nie może być, aż tak prosto, bo to by ich za bardzo ośmieszało.


PS. - Po pojawieniu się komentarza Czasprozniowy'ego nie mogłem się powstrzymać by nie przypomnieć tego co niżej, mimo że może to nie na temat. Mianowicie że częstotliwość charakteryzuje nie tylko fale ale każde drganie, na co zwrócił uwagę doc. Gryziński. A nawet w ruchach Browna - molekuły ośrodka („eteru”) też bombardują zawiesinę (zanurzony w nim obiekt) z jakąś częstością. - Ja w tym dopatruję się „fali de Broglie'a”. A jej prędkość, fazowa, to prędkość tych lokalnych drgań gdy ich środek porusza się z prędkością grupową (raczej nie ...). - Może w analizie tego pomogłaby alegoria prof. Eine ze sztachetami dwóch wzajemnie przesuwających się płotów, i o muarach (w blogu prof. Jadczyka - w notce Nadświetlna w pigułce).
    Zajrzyj też do czasprozniowy.blox.

    A dlaczego w nawiasie napisałem „raczej nie ....”. - Bo w spoczynku, czyli gdy Vg= 0 , prędkość de Broglie'a Vf  jest nieskończenie wielka. A to z tymi sztachetami chyba by się nie zgadzało. - Chociaż - fala materii spoczywającej cząstki jest nieskończenie długa, cząstka jest wszędzie, a coś, a na pewno cząstka, punkt, jednocześnie jest wszędzie tylko gdy porusza się nieskończenie szybko.
    A jak sprawy by się miały gdy cząstka tylko prawie spoczywa ... Czy ona jest prawie wszędzie?
    Fali de Broglie'a obecnie nie uważa się za falę materii ale za falę prawdopodobieństwa, a to pozwala na jeszcze swobodniejsze fantazje, z jeszcze mniejszą odpowiedzialnością.
    Ale u mnie szybkość de Broglie'a pojawiła się bez fali i bez innych drgań - pojawiła się podczas jednej echolokalizacji eR (sygnałami i wzorami Einsteina), pojedynczego punktowego tachionu, jako jego szybkość (nadsygnalna, bo K2 jest wtedy ujemne). - Echolokalizacja jednym pojedynczym punktowym sygnałem, gdy już znana jest wartość współczynnika K2.

   Jeśli jesteś tu pierwszy raz to przeczytaj  W S T Ę P.

czwartek, 11 listopada 2010
E t e r

    Einstein nie wierzył w eter a Maxwell wierzył - że jest jeden, stacjonarny, przenoszący światło ale go nie unoszący. Bo eter ma zawsze, czyli absolutnie, szybkość zero a reszta albo w nim spoczywa, albo się porusza, także światło, z różnymi szybkościami. Ale eksperyment MM (Michelsona-Morleya) zadał temu kłam.
    Fizyka bez eteru musi być niewyobrażalna, a fizyka z eterem może być wyobrażalna jeśli wyobrazimy sobie eter. - Ja go sobie kinematycznie wyobraziłem. I dzięki temu potrafię udowodnić, że w STW Einsteina też jest ukryty eter, ale nie stacjonarny lecz unoszony, a może lepiej unoszący, całe obiekty, także radary. - Na tym polega jego, Einsteina, błąd.
    Ja wyobraziłem sobie, że każdy obiekt jest radarem. Że wysyła i odbiera sygnały - na tym polega oddziaływanie, wymiana bozonów. - Że każdy obiekt wobec tego ma odbiornik i nadajnik (zobacz), i że w kinematyce wystarczy by tylko każdy odbiornik miał swój eter c, a w dynamice by każdy obiekt miał dwa etery c - jeden unosi odbiornik (nazwałem go eterem eT) a drugi unosi nadajnik (nazwałem go eterem eS). Pierwszym do odbiornika danego obiektu docierają sygnały c, jego fotony, a drugim nadajnik tego obiektu wysyła swoje fotony c które dla odbiornika innego obiektu nie muszą być fotonami.
    Czyli każdy obiekt ma dwa etery - nadawczy i odbiorczy. - Współczynnikiem energe­tycz­nego sprzężenia (sprawnością przekazywania odbiornikowi energii emitowanej z nadajnika innego obiektu) może być znany czynnik Lorentza γ  albo, do czego upoważnia moje rozwinięcie wzoru e=mc2 (patrz poprzednia notka), współczynnik Dopplera K.

    Że istnieją takie etery własne obiektu, inny dla jego nadajnika i inny dla jego odbiornika, nie jest żadnym niewy­obra­żalnym cudem - z łatwością wyobraża je sobie ten kto zna moją interpretację eteru c. Wielokrotnie go przedstawiałem - że są to elementy jednej i tej samej kosmicznej próżni, ale o różnych szybkościach. - Najwięcej uwagi poświęcałem eterowi eT bo on wystarcza w kinematyce STW a jej kinematyka wystarcza do analizy relatywistycznych paradoksów, bo one są czysto kinematyczne, bez „materialnej” przyczyny. - Podobnie jak w fizyce kwantowej przyczyną wszystkiego jest prawdopodobieństwo.

    A teraz diagramy. - Na diagramie Minkowskiego dla 3 obiektów primowana ukośna linia świata ct' (zielona) nie jest linią szybkości VB innego świata, ale linią świata szybkości innego eteru, unoszącego obiekt (radar) B, a więc także, o czym wszyscy wiedzą, linią świata tego obiektu, całego, jego nadajnika i odbiornika. (Linią świata radaru A jest pionowa linia ct - rozumie się, że jego szybkość, własna, VA=0;  linią świata obiektu C lokalizowanego przez oba radary, A i B, jest linia VC - oczywiście Minkowski uważa, że jest to jednocześnie oś innego czasu ct").

W tym diagramie nie byłoby niczego niezwykłego gdyby linii świata obiektów (i ich eterów) nie uważać także za osie czasów ich odrębnych czaso­przes­trzeni, czyli światów, własnych. Gdyby przyjąć, że czaso­przes­trzeń jest jedna - na tym diagramie określa ją wspólny wszystkim obiektom układ ct,x. - Primowana oś x' przestrzenna nie jest potrzebna jeśli nie interesują nas rela­ty­wis­tyczne paradoksy. A nie będzie ich właśnie gdy linii świata VB nie uznamy za oś czasu ct' (nie wiem dlaczego nie nazwano jej osią czasu ctB).

A właśnie moja fg (moja nowa fizyka galileuszowska), a zwłaszcza jej euklidesowa teoria echolokalizacji galileuszowskich, wyjaśniła czym są relatywistyczne paradoksy, i z ogromną dozą prawdopodobieństwa pozwala przypuszczać, że są one niepotrzebne.

Diagram pochodzi ze strony Trzy obiekty i światło, w mojej witrynie WWW. Witryna ta wymaga już gruntownej aktualizacji.

CDN. - Ta notka powinna być początkiem nowego opracowania mojej fg, czyli nowej fizyki galileuszowskiej. Wyjaśniającej dlaczego u Einsteina, a więc w całej fizyce współczesnej, „wszystko się zgadza” (bez fg nie było wiadomo nie tylko dlaczego, ale także co).

wtorek, 19 października 2010
Czy wiesz że

Fizycy wiedzą już wszystko i twierdzą, że tylko głupcy chcą wiedzieć więcej.

Ale tego nie wiedzą, że wewnętrzny czynnik Lorentza jest miarą nierówności własnych współczynników Dopplera
- w tę i z powrotem.
I że zewnętrzny czynnik Lorentza jest miarą nierówności tych wewnętrznych czynników Lorentza. - Zobacz.


A czy wiesz kto zbudował euklidesową teorię względności? - Zobacz.
I znalazł ten piękny wzór na relatywistyczną energię Einsteina - neoklasyczne rozwinięcie słynnego wzoru E=mc2 
 


Teraz ten wzór jest ikoną mojej fizyki.



Ponieważ ten blog jest już bardzo zabałaganiony, założyłem kilka nowych, raczej reklamek, ale nie wzbudziły one większego zainte­re­sowania. Mówiąc szczerze, prawie żadnego. Wobec tego i ja nie będę się już nimi interesował. - Także blogiem zbit.salon24.pl bo z Salonu mnie wygnano - blog jest, ale nie mogę go kontynuować. Ani komentować w żadnym salonowym blogu. Czyli nadal będę pisał tylko tutaj i w zbit.blox - o tym co jest w mojej witrynie WWW. Czyli o tym, że: 

  1. obiekty nadsygnalne (tachiony) są - muszą być! - spostrzegane także jako ich antyobiekty;
  2. istnieje radar echolokalizujący wartości spoczynkowe obiektów względem niego ruchomych.

- Pierwsze staje się oczywiste gdy uważnie przyjrzysz się rysunkowi pokazanemu w notce Nadal-są-ludzie-którzy-nie-wiedzą-że-słyszą antysamoloty a szczegóły znajdziesz w mojej teorii minichron. A drugie pozwoliło w sposób euklidesowy zbudować nieeuklidesową teorię względności Einsteina, wykorzystując fakt że miarą relatywis­tycznych paradoksów jest stosunek wartości relatywis­tycznych i spoczyn­kowych.
    Ale teraz bardziej interesuje mnie próżnia. - Może o niej dowiem się czegoś nowego z witryny Ryszarda Walo.

MODEL 31 - to link do witryny Ryszarda Walo, o której jest w komentarzach. - Im dokładniej ją oglądam, tym bardziej mnie interesuje. To naprawdę może być ciekawe. - Może gdy dla fizyków to za trudne, niech zainteresują się tym chemicy - samymi wynikami Modelu 31, bez zagłębiania się w jego fizykę. Gdy wyniki okażą się wiarygodne, wtedy będzie czas na fizykę - wtedy stanie się ona bardzo atrakcyjna.

    Pisząc o części chemicznej mam na myśli proponowany przez Walo na stronie 47 układ okresowy pierwiastków - czy jest on możliwy do przyjęcia. Czy jest on lepszy od obecnie obowiązującego, czyli od tego.
    No i nie wszystkie fragmenty tego modelu są dla mnie jednakowo interesujące. Nie wszystkie wydają mi się wystarczająco konkretne - niektóre wydają mi się dopiero pomysłem. Może dobrym.
    Poza tym martwi mnie to, że Walo nie wie nic o antysamolotach. A przecież nie można nie słyszeć antysamolotu słuchając samolotu wyprzedzającego dźwięk. - Bo naprawdę niepotrzebna jest antymateria - materia czasem ją udaje. Gdy przekroczy barierę c.

    Fizycy z coraz większą beztroską brną w nieznane jak ćmy w ogień. Już wyłącznie po "operatorach". - Jest gorzej niż przewidział Schrödinger, bo fizycy już nawet między sobą nie rozmawiają o fizyce, opętani matematycznym amokiem.
     Niestety, jako przykład proponuję blog czasprozniowy.blox. - Wybacz Autorze, bo podejrzewam że jesteś bardzo dobrym matematykiem. I  w ogóle. - Nie obrażaj się. - Dziękuję Ci za okazane zainteresowanie moją teorią. - Gdybyś jeszcze zgodził się z tym, że można bez takiej matematyki ... Że transformacje Lorentza nie muszą być grupą przekształceń a jego czynnik nie wiadomo czym. - Po co zaraz macierze a nawet czterotensory w abstrakcyjnych geometriach.
     A wybrałem Ciebie jako negatywny, według mnie, przykład, bo Ty rzecz ujmujesz najkrócej, bez owijania "w popu­la­ryzację". I nie ma u Ciebie tłumu inter­dys­cy­pli­narnych komentatorów, którzy nawet najszla­chet­niejszy trunek w wodę zamienią. Co ma miejsce na przykład w popu­la­ry­za­torskich blogach profesorów Eine i Jadczyka.

poniedziałek, 18 października 2010
Jeszcze o masie i energii, bo to temat coraz bliższy próżni, a ona coraz ważniejsza

   Czy masa zależy od prędkości

   Bo że zależy energia, nikt nie ma wątpliwości. - Ale masa to nie energia - bo gdyby była, to byśmy masy od energii nie odróżniali. Byśmy kupowali chleb nie w kilogramach, ale w dżulach. - Ja wolę mówić, że energia masy zależy od szybkości. Póki dokładniej nie wiem o czym mówię, bo nie wiadomo co jest czym.

   Fizycy klasyczni mówili, że energia masy się zmienia, ale sama masa nie, a fizycy relatywistyczni mówią, że zmienia się energia i masa. A może nawet, że tylko dlatego energia się zmienia, bo zmienia się masa. A zmieniają się według tego samego współczynnika, którym jest czynnik Lorentza γ. Ale czym on jest, nie wiadomo* - jaka jego mechanika, czy fizyka. - Dlatego mój wzór jest lepszy od wzoru Einsteina. A dokładniej, moje klasyczne rozwinięcie znanego wzoru E=mc2  jest lepsze od relatywistycznego rozwinięcia Einsteina. - Przypominam, że ja rozwijam względem klasycznej szybkości VT  a Einstein względem relatywistycznej szybkości VR. I w wyniku tego ja otrzymuję wzór

 
        gdzie    = 1+βT



a Einstein otrzymuje
         
albo

     

- I okazuje się, że wzorów Einsteina nie można zapisać w postaci E = E0+Ek  czyli w postaci algebraicznej sumy energii spoczynkowej i kinetycznej. Zaś mój wzór jest tą sumą. I, co najważniejsze, w moim wzorze współczynnikiem sprzężenia masy (substancji?) z próżnią nie jest już czynnik Lorentza γ ale współczynnik Dopplera K czyli współczynnik o doskonale od dawna znanym znaczeniu fizycznym.

    O energii piszę także w mojej witrynie WWW ale tam jest już trochę przestarzały tekst, i pora go uaktualnić. A w Salon24.pl  i w tym fizyka.blox w notkach Czym jest energia przedstawiam moje inne, jeszcze nie dopracowane pomysły w temacie energii.

    A mój klasyczny wzór jest tak klasycznie piękny, że nie może być nieprawdziwy. - A liczy tę samą wartość energii co wzór Einsteina. Bo to jest inna jego postać - postać „spoczynkowa”, która pojawiła się w mojej euklidesowej STW, czyli w STW Einsteina zbudowanej w sposób klasyczny, wyobrażalny.

__________________________________________
*  Przypominam, że sens fizyczny czynnika Lorentza też jest już mi znany - jest to stosunek klasycznych współczynników Dopplera (w tę i z powrotem). - Zobacz nowe definicje.

    W tej notce nie poruszyłem spraw najważniejszych, bo byłoby to za dużo na raz. Na przykład że może tylko masę spoczynkową warto uznać za substancję (za miarę jej ilości).
    - Naprawdę, próżnia to nowy świat. Istotna część naszego świata. I do jego opisania będą potrzebne nowe pojęcia. Które, gdy się z nimi oswoimy, gruntownie zmienią nasze pojmowanie całego świata.


Czy wiesz, że w realnym świecie ruch jednostajny nie jest ruchem inercjalnym?

W realnym świecie ruchem inercjalnym (bezwładnym) jest ruch po geodezyjnej.

poniedziałek, 11 października 2010
Postulaty Einsteina nie wystarczają do zbudowania STW

- STW pozwala zbudować dopiero jego definicja jednoczesności. Natomiast jego drugi postulat dopuszcza tylko niewyobrażalne, w fizyce. "Jakiś inny sens". Bo tak zbudowana szczególna teoria względności, po einsteinowsku, jest niewyobrażalna. Ale jej niewyobrażalność nie wynika "z zasady", z praw przyrody, jakby fizycy chcieli, ale z tej Einsteina definicji, będącej irracjonalną interpretacją wyniku MM (Michelsona-Morleya).
    Natomiast moje postulaty pozwalają zbudować STW - bez dodatkowych postulatów i w sposób wyobrażalny, bo moje postulaty są euklidesową interpretacją wyniku MM. Czynią więc STW wyobrażalną. 

    STW Einsteina jest częścią mojej STW. A w ogóle STW jest częścią  mojej teorii echolokalizacji galileuszowskich. A cała fizyka klasyczna jest fizyką galileuszowską - podczepianie do niej STW Einsteina, z jego relatywistyczną interpretacją, jest nadużyciem mającym uśpić czujność. Że ona niby taka zwykła, tradycyjna. Że kiedyś też fizyki nie trzeba było rozumieć.

    Ponieważ jednoczesność Einstein zdefiniował radarowo, STW jest teorią radarową. Bez względu na to co wyczyniają z nią fizycy (współcześni), usiłujący oderwać ją od radarowego modelu. Bo poza tą definicją i wzorami na współrzędne, model Einsteina się nie sprawdza - staje się niewyobrażalny, czyli przestaje być modelem. Dlatego fizycy współcześni fizykę przekształcili w czystą matematykę, bo ona przede wszystkim tym różni się od fizyki, że nie potrzebuje modelu. Matematyce wystarcza że wszystko się zgadza, matematycznie. - Moja interpretacja STW jest w 100% radarowa i wyobrażalna. Dzięki temu stało się jasne, że STW jest niepotrzebna.

Tagi: STW-STR
12:31, fg2002
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 października 2010
Rozmowa z Eine o energii, pracy i cieple oraz Kosmosie

Eine: Wykonanie pracy nad układem, lub przez układ, wiąże się zawsze ze zmianą energii tego układu.

zbit:
  Jeśli układ jest zamknięty, to zmiana ilości jego energii (całkowitej) nie jest możliwa - wtedy praca zamienia rodzaj energii na inny jej rodzaj. Np. energię  mechaniczną na cieplną (np. podczas wiercenia luf armatnich).
- A jeśli cały Wszechświat jest układem zamkniętym to praca zawsze musi polegać na zmianie jednego rodzaju energii w inne - przelewa jedne w inne. Innego rodzaju pracy nie ma.

Eine: Wiercenie luf armatnich jest przykładem układu niezachowawczego (siły tarcia są siłami niezachowawczymi) a tutaj dyskusja [z pewnym blogerem] dotyczy układu zachowawczego (siły grawitacji).
    Układ może być także niezachowawczy, jeśli jest układem otwartym i wtedy mimo np. istnienia także sił zachowawczych, na skutek rozpraszania energii ... (ale to by zmieniło temat dyskusji).
    A tego że "zmiana jego energii całkowitej nie jest możliwa" nie rozumiem. - Przejście z jednej powierzchni ekwipotencjalnej na drugą jest związane z pracą i ta praca jest związana ze zmianą energii potencjalnej, a to oznacza że zmieniła się energia całkowita układu (bo zmienił się jej jeden człon).
    Również nie rozumiem pana drugiego komentarza. Sugeruje pan że zawsze praca jest związana ze zmianą rodzaju energii. Otóż nie zawsze. - Zawsze praca jest zmianą energii układu. Jeśli zmienia się rodzaj siły to wtedy może być zmiana rodzaju energii przy zachowaniu warunku dE(c) = W
    Po prostu, to co jest niedostatecznie akcentowane w kursach fizyki to rozumienie "energii" oraz "pracy". Konieczna jest dysjunkcja:
        Energia = stan układu fizycznego
          praca = proces zmiany stanu układu zwanego energią.
    Pierwszy w Polsce zwrócił uwagę fizyków na to Władysław Natanson. - Dlatego ma sens powiedzenie "układ ma energię" (bo jest w określonym stanie), a bezsensowne powiedzenie to: układ ma pracę (bo praca jest procesem). - Podobnie bezsensowne jest powiedzenie (nagminnie występujące w Polsce) "układ ma ciepło", gdyż ciepło jest procesem a nie stanem układu. Procesem zmiany energii wewnętrznej układu.
    R.Feynman był zaś tym, który dorzucił: obserwujemy (i mierzymy bezpośrednio) tylko zmiany energii, a nie energię.
    Na pytanie: "czym jest energia?" nie odpowiadam, ale chętnie czytam odpowiedzi na nie.

zbit:  Przykład z wierceniem dałem trochę żartobliwie (jako historyczny), czyli nie chciałem zmieniać tematu dyskusji. - Ale co się dzieje w Kosmosie z energią "nie zachowaną"? Czy ona znika?
    A "zmiana jego energii całkowitej nie jest możliwa" ... - Czy można zmienić całkowitą ilość energii w Kosmosie? Zasada zachowania energii nie musi być zachowana? - Czy nie zachowana energia zamienia się może w masę?

Eine:  Nie potrafię odpowiedzieć na pana pytania, w sposób który by mnie choćby słabo zadowolił.
    Nie wiem, czy "całkowita ilość energii w Kosmosie" to pojęcie operacyjne. - Można tę ilość zmierzyć, jest mierzalna?
    Pojęcie Kosmosu, jako układu fizycznego jest dla mnie niejasne, nie wiem czy w fizyce ma to sens.
    Co do zasady zachowania energii: fizyka makroskopowa w czasoprzestrzeni najbliższej Ziemi może tę zasadę potwierdzić. W mikrofizyce jest to krępująca hipoteza, lepiej się sprawdzają zasada zachowania pędu i pewne symetrie. W fizyce kosmicznej (astrofizyce), to czysta hipoteza, intuicyjnie wyczuwam, że w każdej chwili może być obalona. - To bardzo dobre pole do analiz, bo nie ma na nim "bramek" szczelnie zamkniętych.

zbit:  Bo nikt nic nie wie.
    A to że "ciepło jest procesem a nie stanem układu" znaczy, że takim samym procesem jak praca?
    - Ja wolę ciepło jako energię! - Moim kryptonimem, starego elektryka, jest 024.

Eine:  Ciepło nie jest energią. Gdyby było energią, to I zasada termodynamiki byłaby fałszywa. A nie jest.
    Ciepło nie jest także takim samym procesem jak praca. - Gdyby było takim samym to II zasada termodynamiki byłaby fałszywa. A nie jest. - Ciepło jest gorszej jakości procesem zmiany energii wewnętrznej niż praca, bo pracę można zamienić bez żadnych uwarunkowań i całkowicie na ciepło, a odwrotny proces wymaga spełnienia pewnych warunków i praktycznie zamiana nie jest 100-u procentowa. - Teoretycznie może być 100-u procentowa, o ile zachodzi w temperaturze zera absolutnego (chłodnica musi mieć taką temperaturę).
    A wobec liczby 0,24 nie mam jakiś poważnych oporów - wszystko w tym zakresie zależy od układu jednostek.

zbit:  Dziękuję za odpowiedzi. Wydają mi się poprawne.
    To znaczy zgodne z obowiązującą doktryną. Ale w zasadzie podobają mi się - może rzeczywiście tak jest z tym ciepłem. - Ale procesem chyba ono nie jest ...
    - Grawitacja, jak ciepło, też pracuje tylko w jednym kierunku. - Ale może nie o to chodzi. Temat to dla mnie nowy, nie zdefiniowany.
    Ale wydaje mi się, że ciepło to jednak energia. Może nawet pierwotna, pozostałe energie może są z niego (i może zawsze do niego wracają). Ale to się wyjaśni dopiero wtedy gdy będzie znany model próżni. I trochę będzie zależeć od tego jak nowe pojęcia, które wtedy na pewno się pojawią, zostaną określone. Jakie przyjmie się umowy.
    A to, że "pracę można zamienić bez żadnych uwarunkowań i całkowicie na ciepło", ja bym ujął tak: Pracą każdą energię można zamienić na ciepło. A odwrotnie nie - wtedy występują termodynamiczne ograniczenia. Ciepło nie zawsze potrafi pracować.

Eine:  Z rozumieniem sensu (znaczenia) podstawowych pojęć fizyki zawsze są kłopoty i jest to dziedzina historycznie zmienna. Rozumienie jest procesem, ciągle ewoluuje, możliwe, że cyzelujemy je a możliwe że knocimy w stosunku do czasów dawniejszych.
    Są fizycy, którzy poprzestają na ujęciu operacyjnym (metoda pomiaru wielkości ustala ich sens), inni na ujęciu formalnym (matematycznym), gdzie sens fizyczny jest zepchnięty na plan drugi (o czym nieustannie tutaj pisze p.Stanisław Heller), ale są i tacy, którzy wiele trudu wykonali i wykonują by dokopać się do tego sensu, lub znaczenia, aby zrozumieć fizykę (a "rozumienie" w fizyce to osobna, piekielnie zagmatwana kwestia).
    Z tych ostatnich mam tutaj na myśli: Smoluchowskiego, Natansona, Białobrzeskiego, Piekarę, Weyssenhoffa - z naszych. - A z obcych: Bohr, Heisenberg, Schroedinger, Jammer, de Broglie, Bachelard, Costa de Beauregard.
    Problem pojęcia ciepła ma dwa tory: technika cieplna i fizyka. Są poważne różnice, ale nie wszczynałbym awantur.
Ja stale zaglądam do arcycennej książeczki (bo niewielka):
    Ervin Szucs, Dialogi o naukach technicznych,WNT,1974,s.27-44 - pogodził technikę cieplną z fizyką teoretyczną !
    Czysta fizyka na temat ciepła, to dla mnie najlepszy (też maleńki, cieniutki) tomik znanego mi osobiście "centusia":
    Kacper Zalewski, Wykłady z termodynamiki fenomenologicznej i statystycznej, PWN,1976.
    - Powtarzam: z pojęciami fizyki są kłopoty, może coś napiszę o tym jak ja dla siebie - nie tyle rozwiązuję je, lecz jedynie porządkuję, ustawiam według rozmiarów.
    P.S. - Co to znaczy, że grawitacja pracuje tylko w jednym kierunku?

zbit:  Że tylko przyciąga a nie odpycha. - Ale to raczej dotyczy kierunku działania siły a nie pracy, czyli kierunku zamiany energii. Czyli kula w płot - mnie też czasem się to zdarza.
    A książkę Kacpera Zalewskiego mam - nawet wydanie IV poprawione z 1978 roku. - Nawet napisałem sobie w niej, że w 1982 roku wydano staranniej w serii BIBLIOTEKA CHEMII niemal dosłowne jej powtórzenie, pt. WYKŁADY Z MECHANIKI STATYSTYCZNEJ DLA CHEMIKÓW. - Prawdopodobnie też to mam, i przeglądałem, ale kto by to pamiętał.
- A Dialogów Szucsa pewnie nie mam - nic mi na ich temat podświadomość nie podpowiada.
- A książki Zalewskiego raczej nie "studiowałem", bo jest czyściutka, a ja podczas czytania książek jaskrawo je "uzupełniam".
- Ogólnie mam kilka książek na każdy temat, także o termodynamice, ale szkopuł polega na tym, że statystyki w żadnej szkole mnie nie uczyli. Nawet rachunku prawdopodobieństwa. I w praktyce nigdy mi to nie było potrzebne, czyli jak to się mówi, sami wiecie rozumiecie (bo ja nie). - Czyli statystyki nie lubię a fenomenologii nie znoszę - technikę cieplną owszem, na PP mnie uczono, ale tylko po to by egzamin zdać (a może nawet tylko by zaliczyć). - Podobnie wytrzymałość materiałów i jeszcze kilka. - Automatyk tego nie lubi.

   Są to komentarze wybrane z notki Prostowanie logiki rzeczywistości z blogu Eine, w którym Eine salonowo kpi z „pewnego blogera". - A to odpowiedź owego pewnego blogera

   PS. - Eine pisze także inne blogi. Na przykład swietlistyposlaniec.blox (jako fizykomaniak) i zbiit.blox (jako zbiit - przez dwa ii). Czyli Eine okazał się większą świnią niż fizykiem. Co zresztą dało się zauważyć od razu, bo w pierwszym moim z nim kontakcie - opisałem to w notce Stała sie nieprzyjemna rzecz czyli Zaczęło się - już mnie okradają. - Eine paskudzi Internet także jako nieuchwytny (?) anonymous, np. anonimowy animals kwantowy (animalsem nazywam "filologa" który jest chamem). - Bo Eine prowadzi tu ze mną sympatyczny dialog a jednocześnie jako ktoś inny, np. fizykomaniak, ukradkiem pisze o mnie takie paszkwile niesalonowe:
   Obalić Einsteina ?! 
   ZBIT.FG , EINE I CZASPRÓŻNIOWY
   PSEUDO-FIZYKA PĄCZKUJE W SIECI 
- W dwóch pierwszych udaje jeszcze, że fizykomaniak nie jest Einem, nawet że fizykomaniak nie wie że Eine jest fizykiem. (!) - To dopiero konspiracja.

     Ale to jeszcze nic, to potrafi każdy cham, ale jako anonimowy komentator, np. kwantowy, animals Eine-fizykomaniak-kwantowy-itd należy do chamskiej czołówki.

piątek, 08 października 2010
Czy samolot i antysamolot działają na słuchacza tą samą energią

   Łatwo to sprawdzić, także teoretycznie, czyli obliczyć. - Przyjmuję że molekuły powietrza mają masę m i szybkość c - szybkość dźwięku (bo w przyrodzie tak jest), i że iloczyn tych wartości oraz okresu T między zderzeniami molekuł (zależy od drogi swobodnej molekuł w powietrzu) jest stały i wynosi h ("stała Plancka" powietrza). A że, jak powszechnie wiadomo, energią dźwięku jest iloczyn kwantu działania h ośrodka go przenoszącego (powietrza) oraz częstotliwości ν  z jaką te kwanty (molekuły powietrza) uderzają w słuchacza S, więc, co również powszechnie wiadomo, energia dźwięku docierającego do słuchacza S od samolotu i od antysamolotu, wynosi odpowiednio
      Ess = h·νss      Eas = h·νas 
Częstości  νss  i  νas  łatwo obliczyć z równań minichron. - Ale pomyśleć trzeba.

    Ćwierć wieku temu zauważyłem że wzór Plancka na energię pełni podobną funkcję jak równania Clapeirona.

czwartek, 07 października 2010
Nadal są ludzie którzy nie wiedzą że słyszą antysamoloty

    A słyszy je każdy i powinien o tym wiedzieć. Że naddźwiękowy samolot, czyli akustyczny tachion, jest  słyszany jednocześnie jako samolot i antysamolot, i że antysamolot jest słyszany jako antymateria, posiada wszystkie jej cechy. Można powiedzieć, że jest "wstecznym obrazem" samolotu którego dźwięk go generuje. Jest jego antyobrazem. Słyszysz go tak jak słyszysz samolot z taśmy magnetofonowej puszczonej do tyłu. Czyli samolot naddźwiękowy słyszysz jednocześnie jako dwa samoloty - jeden słyszany normalnie i drugi odwrotnie. - To jest bardziej niż oczywiste.
    Ale Galileusz miał jeszcze gorzej - mądrzy ludzie przez jego lunetę widzieli plamy na Słońcu a mimo to twierdzili że ich nie ma. - Dla nich i dla im podobnych, pokazuję poniższy rysunek - gdy nie wiedzą jak go oglądać, niech zajrzą na stronę Zamknij oczy a usłyszysz piorun powracający do nieba.



Przypominam też o notce Tak-słyszymy-samolot-naddźwiękowy.

Nie można nie słyszeć antysamolotu słuchając samolotu wyprzedzającego dźwięk.

Słyszysz że antysamolot leci w przeszłość.
Do tyłu w czasie i w przestrzeni.

poniedziałek, 27 września 2010
Czy sygnałami o skończnonej szybkości spostrzegamy prawdę

   I nie chodzi mi o taką oczywistą nieprawdę jak ta, że właśnie jakaś supernowa teraz wybucha, bo gdy teraz widzisz jej wybuch to jej już dawno nie ma. Już kilka lat a nawet kilka miliardów lat, bo naprawdę ona wtedy wybuchła i znikła.
   Albo lecący samolot - jednocześnie go widzisz i słyszysz. - Który obraz jest prawdziwy - optyczny czy akustyczny? A raczej który jest bliższy prawdy?

   Na stronie tytułowej mojej pracy o minichronach (1985 rok) jest takie stwierdzenie: W świecie sygnałów o skończonej i niezmienniczej szybkości układy inercjalne nie istnieją. - A chodziło mi o to, że obserwator S obserwujący takimi sygnałami jednostajny ruch po odległej prostej, widzi (spostrzega) że on nie jest jednostajny. - Zdaje się, że po to wymyśliłem minichrony, by to zbadać. - A może jednak po to by "stworzyć" antymaterię? - Czy ona istnieje obiektywnie? Czy nią jest jej obiektywny obraz? - Przecież on istnieje, fizycznie - akustyczny antyobraz przelatującego samolotu naddźwiękowego też wybija szyby w oknach. - A może robi to obraz kreacji pary samolot-antysamolot, bo to on dociera do S jako fononowy grzmot Macha w akustycznej barierze c.


CDN. - Awaria serwera gazeta.blox. - Dostęp sporadyczny.
    Poza tym teraz mam głowę zajętą innymi sprawami. - Dokończę to później. - Teraz przeczytaj co w moim blogu zbit.Salon24.pl napisał Asadow po przeczytaniu strony fizyka klasyczna - o teorii docenta Michała Gryzińskiego.

    Nie, naprawdę pisanie teraz nie ma sensu - co tu napiszę, znika. - Admini bloxowiska prawdopodobnie zmagają się z jakąś awarią. Powiem więc tylko jedno - nie osiągnie ważnego wyniku ten, kto zatrzyma się przed barierą c. - Będzie przed nią dreptał. 
    Doc. Gryziński prawdopodobnie też nie przekroczył tej granicy. Ale na pewno szukał nowej fizyki. I to tam gdzie ja - w starej. W klasycznej. Tam szukając wyobrażalnej interpretacji wyników osiąganych przez fizykę współczesną. A taka interpretacja jest niczym innym, tylko, tak jak u mnie, nową fizyką. A skromniej, jej początkiem - podstawą.

    Nie tylko mnie można izolować jako oszołoma, ale także zawodowego, wybitnego fizyka. - Zobacz jego wykłady.

    Fizyka współczesna jest tylko techniką.

niedziela, 26 września 2010
Minichrony - pierwszy mój sukces

   To znaczy były pojedyncze oderwane odkrycia, na przykład moja oryginalna interpretacja stałej grawitacji, czy ponowne zbudowanie układu jednostek Plancka, ale minichrony to moja pierwsza ważna teoria w fizyce. - Nie będę teraz o niej tu pisał, bo w całości jest ona w mojej witrynie WWW - zobacz - ale podam kilka wskazówek jak zbudować minichronę brojlowską. To znaczy minichronę obiektu oddziaływującego z obserwatorem S nie niezmienniczymi sygnałami c  ale brojlowskimi sygnałami o zmiennej szybkości cB=c2/Vr  gdzie Vr (także Vroo)  nie jest szybkością V obiektu na odległym od S torze, ale jej zmieniającą się w każdym punkcie toru składową skierowaną do S. - Na razie niech ci pomoże rysunek z poprzedniej notki - ale on pokazuje minichronę „stałosygnalną”.
    O takiej minichronie wspomniałem w zbit.blox - także o tym, że wszystkie materiały na jej temat prawdopodobnie wyrzuciłem (od wielu lat nic o niej nie wpadło mi do rąk). - A przypominam sobie, że z tej dziwnej minichrony wynikał niezwykły wniosek - że wszystkie sygnały, wygenerowane we wszystkich punktach toru, nawet nieskończenie długiego, docierają do S w jednej chwili, jednocześnie. Tak jakby obserwatorowi S nagle błysła cała, nawet nieskończenie długa, świetlówka.
    Teraz nie chce mi się w to wierzyć. Wydaje mi się to nieprawdopodobne! Ale kto chce, niech sprawdzi. 
    - Może tak jest chociaż dla jednostajnego ruchu po torze, czyli ze stałą szybkością V. - Nawet gdy odpowiedź potrafisz sobie wyobrazić, bez liczenia, to nie zaszkodzi gdy rachunkami to sprawdzisz. - Oczywiście najpierw musisz wyprowadzić wzory opisujące to zjawisko, czyli zbudować jego teorię. - Nie ukrywam, że to zadanie dla myślących.


PS. - Ponieważ składowa Vr skierowana z punku = 0  (l z kwadracikiem) jest zerowa, to po promieniu r z kwadracikiem biegnie do S sygnał nieskończenie szybki, natychmiastowy.
     A ta jednoczesność dotarcia sygnałów brojlowskich dotyczy może tylko połówki toru, po której obiekt zbliża się do S.

niedziela, 19 września 2010
Tak słyszymy samolot naddźwiękowy

Pozioma kreska to prostoliniowy tor po którym z jednostajną szybkością V > c  leci naddźwiękowy samolot e-
Obserwator S  usłyszy go dopiero z punktu l00
- ale usłyszy go później, gdy sygnał z tego punktu dotrze do S.
Samolot jest wtedy już dalej.
- Jest to pierwszy sygnał - nim S usłyszy samolot po raz pierwszy. Jako (fononowy) grzmot Macha w barierze Vroo= c.
I potem będzie słyszał już jednocześnie dwa warkoty oddalające się od tego punktu l00
- do tyłu warkot e+   do przodu warkot e-.
Antysamolot i samolot.

- Tak słyszymy samolot naddźwiękowy.

 

Dokładny opis i wzory którymi dokładnie obliczysz przebieg tego zjawiska, znajdziesz na mojej stronie minichrony. - Ale humanistom na początek polecam stronę Antymateria. - Zamknij oczy a usłyszysz piorun powracający do nieba.
 

piątek, 17 września 2010
Czy nie niepokoi cię to że STW Einsteina zbudowałem Euklidesowo ?

Przecież jesteś mądrym człowiekiem (ja mam Cię za takiego). - Właśnie ktoś taki jak Ty powinien się tym zająć. Bo jeśli nie, to sam się tym zajmę. Zamiast LaTeX-em.

    A może nie wierzysz w to, że w nieznany nikomu sposób, z euklidesowego diagramu wyprowadziłem wszystkie wzory Eisteina szczególnej teorii względności, w tym wzory na transformacje i czynnik Lorentza. I że w sposób wyobrażalny wyjaśniłem czym są relatywistyczne paradoksy Einsteina. A także nowe, mu nie znane. Podałem też definicje najważniejszych wielkości, przez nikogo dotychczas nie zdefiniowanych, zdzierając z nich relatywistyczną tajemnicę. - Zobacz co sądzą o tym inni, na przykład Czaspróżniowy i Eine - nawet on w mojej ! „euklidesowej teorii względności A.Staruszkiewicza” dopatrzył się wiele ciekawego.
    A wszystko to zrobiłem elementarną matematyką, zdaje się że ze szkoły podstawowej. Wzory Lorentza i Einsteina ... Bez kwaternionów (czy jakoś tak).

    Zajrzyj pod powyższe linki a przekonasz się także, że wzory pisane w Equation są wystarczająco ładne.

PS. - Prawdę mówiąc, tę notkę napisałem do kogoś innego. Ale może i Ty jesteś mądrzejsza/mądrzejszy od niego.

sobota, 04 września 2010
Dziwna właściwość relatywistycznego paradoksu szybkości - maleje gdy szybkość rośnie

     Nawet maleje do zera. - Można to zapisać tak:  VRT = VR/VT → 0  bo gdy  VR → c   to  VT → ∞

     Ale podobnie jest z kontrakcją, czyli z paradoksem długości, bo ze wzrostem szybkości kontrakcja  lRT/lT  też dąży do zera, bo relatywistyczna długość (Einsteina)  lRT dąży do zera a "spoczynkowa" (klasyczna) długość lT jest przecież stała. - Jak
na tamtym obrazku.
     Ale kontrakcja to jednak co innego - jej nawet nie mogę oznaczyć symbolem lRT  bo nim już dawno oznaczyłem relatywistyczną długość Einsteina. Bo jak widać na poleconym obrazku, kontrakcją Einsteina nie jest stosunek długości  lR i spoczynkowej (!) długości lT, bo lR nie spełnia dodatkowego warunku jaki "pomiarowi" (echolokalizacji) długości narzucił Einstein, by było piękniej. To znaczy by miarą kontrakcji też był czynnik Lorentza γR. To znaczy jego odwrotność - czynnik Lorentza jest miarą dylatacji, paradoksu czasu.
     A lR jest raczej paradoksem współrzędnych przestrzennych, położenia, czyli  lxRT xR/xT. Można powiedzieć, że to jest prawdziwy paradoks długości Einsteina, bo jest
obliczony bezpośrednio z jego relatywistycznych współrzędnych xR, bez dopostulowywania jego nie wiadomo po co jednoczesności.


    Uwaga. - Powyższe dotyczy tardionów - na pewno, bo tachionów niekoniecznie. I nikogo nie namawiam by to czytał - anuszka.hahaha.agh kiedyś mnie usłuchała. - Ale nie zabraniam ... Tym bardziej że fizyka jest zabawna. Współczesna. A to właśnie o niej.


PS. - Relatywistyczne paradoksy wzięły się stąd, że nieprawdziwa jest relatywistyczna jednoczesność Einsteina, nie tylko w kontrakcji. A że naprawdę ta jednoczesność jest jego drugim postulatem, to drugi postulat jest błędny. Czyli na kalekiej nodze fizyka Einsteina stoi. A na niej stoi cała fizyka współczesna.
    Kontrakcja Einsteina jest tak oczywistym błędem, że tylko najgłupsi z najgłupszych mogą go nie dostrzegać. Tego, że Einstein nie umiał mierzyć - a nawet echolokalizować - NIEZNANEJ długości ruchomego obiektu.



- Jak jest lepiej - znać długość by ją zmierzyć, czy nieznaną zmierzyć by tak ją poznać?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9