Czy to co można zbudować euklidesowo
może być pseudoeuklidesowe?
„Nigdy nie jestem zadowolony dopóki nie
potrafię wyobrazić sobie modelu mechanicznego: jeżeli potrafię, rozumiem;
jeżeli nie potrafię, nie
rozumiem". Lord Kelvin.
Ale
najłatwiej udowodnić to czego nikt nie rozumie. Zwłaszcza jeśli wystarczy
udowodnić tak by nadal nikt nie rozumiał. A właśnie tak dowodzi się w
fizyce współczesnej.
A JA STW EINSTEINA
ZBUDOWAŁEM EUKLIDESOWO -
WYOBRAŻALNIE -
Pasja, to największe szczęście.
I najcięższa praca.
Czy sygnałami o skończnonej szybkości spostrzegamy prawdę
I nie chodzi mi o taką oczywistą nieprawdę jak ta, że właśnie jakaś supernowa teraz wybucha, bo gdy teraz widzisz jej wybuch to jej już dawno nie ma. Już kilka lat a nawet kilka miliardów lat, bo naprawdę ona wtedy wybuchła i znikła. Albo lecący samolot - jednocześnie go widzisz i słyszysz. - Który obraz jest prawdziwy - optyczny czy akustyczny? A raczej który jest bliższy prawdy?
Na stronie tytułowej mojej pracy o minichronach (1985 rok) jest takie stwierdzenie: W świecie sygnałów o skończonej i niezmienniczej szybkości układy inercjalne nie istnieją. - A chodziło mi o to, że obserwator S obserwujący takimi sygnałami jednostajny ruch po odległej prostej, widzi (spostrzega) że on nie jest jednostajny. - Zdaje się, że po to wymyśliłem minichrony, by to zbadać. - A może jednak po to by "stworzyć" antymaterię? - Czy ona istnieje obiektywnie? Czy nią jest jej obiektywny obraz? - Przecież on istnieje, fizycznie - akustyczny antyobraz przelatującego samolotu naddźwiękowego też wybija szyby w oknach. - A może robi to obraz kreacji pary samolot-antysamolot, bo to on dociera do S jako fononowy grzmot Macha w akustycznej barierze c.
CDN. - Awaria serwera gazeta.blox. - Dostęp sporadyczny. Poza tym teraz mam głowę zajętą innymi sprawami. - Dokończę to później. - Teraz przeczytaj co w moim blogu zbit.Salon24.pl napisał Asadow po przeczytaniu strony fizyka klasyczna - o teorii docenta Michała Gryzińskiego.
Nie, naprawdę pisanie teraz nie ma sensu - co tu napiszę, znika. - Admini bloxowiska prawdopodobnie zmagają się z jakąś awarią. Powiem więc tylko jedno - nie osiągnie ważnego wyniku ten, kto zatrzyma się przed barierą c. I będzie przed nią dreptał. Wymyślając nowe filozofie. Albo matematyki. Doc. Gryziński prawdopodobnie też nie przekroczył tej granicy. Ale na pewno szukał nowej fizyki. I to tam gdzie ja - w starej. W klasycznej. Tam szukając wyobrażalnej interpretacji wyników osiąganych przez fizykę współczesną. A taka interpretacja jest niczym innym, tylko, tak jak u mnie, nową fizyką. A skromniej, jej początkiem - podstawą.
Nie tylko mnie można izolować jako oszołoma, ale także zawodowego, wybitnego fizyka. - Zobacz jego wykłady.
To znaczy były pojedyncze oderwane odkrycia, na przykład moja oryginalna interpretacja stałej grawitacji, czy ponowne zbudowanie układu jednostek Plancka, ale minichrony to moja pierwsza ważna teoria w fizyce. - Nie będę teraz o niej tu pisał, bo w całości jest ona w mojej witrynie WWW - zobacz - ale podam kilka wskazówek jak zbudować minichronę brojlowską. To znaczy minichronę obiektu oddziaływującego z obserwatorem S nie niezmienniczymi sygnałami c ale brojlowskimi sygnałami o zmiennej szybkości cB=c2/Vr gdzie Vr (także Vroo) nie jest szybkością V obiektu na odległym od S torze, ale jej zmieniającą się w każdym punkcie toru składową skierowaną do S. - Na razie niech ci pomoże rysunek z poprzedniej notki - ale on pokazuje minichronę „stałosygnalną”. O takiej minichronie wspomniałem w zbit.blox - także o tym, że wszystkie materiały na jej temat prawdopodobnie wyrzuciłem (od wielu lat nic o niej nie wpadło mi do rąk). - A przypominam sobie, że z tej dziwnej minichrony wynikał niezwykły wniosek - że wszystkie sygnały, wygenerowane we wszystkich punktach toru, nawet nieskończenie długiego, docierają do S w jednej chwili, jednocześnie. Tak jakby obserwatorowi S nagle błysła cała, nawet nieskończenie długa, świetlówka. Teraz nie chce mi się w to wierzyć. Wydaje mi się to nieprawdopodobne! Ale kto chce, niech sprawdzi. - Może tak jest chociaż dla jednostajnego ruchu po torze, czyli ze stałą szybkością V. - Nawet gdy odpowiedź potrafisz sobie wyobrazić, bez liczenia, to nie zaszkodzi gdy rachunkami to sprawdzisz. - Oczywiście najpierw musisz wyprowadzić wzory opisujące to zjawisko, czyli zbudować jego teorię. - Nie ukrywam, że to zadanie dla myślących.
PS. - Ponieważ składowa Vr skierowana z punku l = 0 (l z kwadracikiem) jest zerowa, to po promieniu r z kwadracikiem biegnie do S sygnał nieskończenie szybki, natychmiastowy. A ta jednoczesność dotarcia sygnałów brojlowskich dotyczy może tylko połówki toru, po której obiekt zbliża się do S.
W latach 80-tych ubiegłego wieku zauważyłem, że K2 występujące na przykład w Einsteina wzorze na szybkość to nie jest zwykłe K·K ale k1·k2 czyli iloczyn obu współczynników Dopplera - w tę i z powrotem. I napisałem:
Współczynnik K2 fizycy piszą jako potęgę K2, czym sugerują że jest to zawsze dodatni iloczyn dwóch jednakowych wartości K, a tu wyjaśni się że jest to iloczyn obu, w ogólności różnych, współczynników Dopplera k1,k2 . I z tego powodu K2 bywa też ujemny. - Jednak nie grozi to żadnymi urojonościami.
I postanowiłem rozróżniać oba te przypadki, pisząc K2 = k1·k2 oraz K2 = K·K ale ze względów rachunkowych musiałem przyjąć tożsamość K2 ≡ K2 która mi pomaga ale przysparza matematycznych a może i fizycznych wątpliwości. Na przykład w poprzedniej notce. - A K2 to najważniejsza wielkość w mojej teorii echolokalizacji galileuszowskich, najważniejszy jej niezmiennik. Nazwałem go nawet współczynnikiem echa (albo echolokalizacji). Ale ostatnio próbowałem zrezygnować z tej równoważności, całkowicie odrzucając jej składnik K2 = K·K. - Jednak podczas dowodzenia tożsamości poniższych wzorów (one z poprzedniej notki)
(2).
energia relatywistyczna - klasycznie
(3).
energia relatywistyczna - znany wzór Einsteina
tożsamość K2 ≡ K2 okazała się niezbędna. Bo po drodze pojawiło się takie oto wyrażenie
Nie wiem dlaczego, ale zdawało mi się, że zamienienia dolnych indeksów na wykładniki potęg trudno to wydobyć spod pierwiastka. W tym bez zamiany na zwykłe K4.
- A to przecież zwyczajny czynnik Lorentza.
UWAGA.- W kwietniu 2012 przypadkiem zrozumiałem, że nie jest tożsame K4 bo = (K2)2 = (k1·k2)2 zaś K4 = K·K·K·K co nie zawsze znaczy K4= k1·k2k3·k4. Bo owe K są pierwiastkami, nawet różnymi, na przykład K = (K4)1/4 = (k1·k2·k3·k4)1/4 - przecież ogólnie K = (Kn)1/n = (k1·k2·...·kn)1/n. To wyjaśnia przynajmniej część moich wątpliwości rozważanych tutaj i w notkach poprzednich i następnych. Czyli te notki powinienem przejrzeć i ewentualnie skorygować. Także dalszy ciąg tej notki, czyli to co niżej. - Gdy nie zapomnę, to tak uczynię.
PS.- Następnego dnia zauważyłem że czyli normalka - to każdy potrafi spierwiastkować. - Gorzej z mianownikiem 4K2. - Dlatego będzie o tym w następnej notce.
Dostrzeżenie równości K2 = k1·k2 to ogromny krok na drodze do zrozumienia STW Einsteina. Niemniejszy niż dostrzeżenie, że w STW Einsteina istnieją dwa różne czynniki Lorentza - wewnętrzny i zewnętrzny, czyli jedno i dwuindeksowy. Nieznajomność tego faktu też utrudnia euklidesowe wejrzenie w głąb pseudoeuklidesowej STW Einsteina. A było jeszcze kilka takich przełomowych kroków. Ale pierwszy krok, który pozwolił ruszyć mi z miejsca, to było dostrzeżenie faktu, że radar mierzy tylko chwile wysłania i odbioru sygnałów a wszystko inne z tych chwil liczy - jakimiś wzorami, a one zależą od tego w jakie światło kto wierzy. To umocniło mnie w przekonaniu, że i Einstein może liczyć niewłaściwymi wzorami - że jego wzory dla światła są niewłaściwe. I uświadomiłem sobie, że najważniejsze eksperymenty już też nie mierzą ale tak liczą, jakimiś wzorami, także niewłaściwymi, i już niczego nie rozstrzygają. - Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że w ten sposób usunąłem relatywistyczny szlaban. Że tak usunąłem pomniki którymi fizyka współczesna zatarasowała dalszą drogę.