Czy to co można zbudować euklidesowo
może być pseudoeuklidesowe?
„Nigdy nie jestem zadowolony dopóki nie
potrafię wyobrazić sobie modelu mechanicznego: jeżeli potrafię, rozumiem;
jeżeli nie potrafię, nie
rozumiem". Lord Kelvin.
Ale
najłatwiej udowodnić to czego nikt nie rozumie. Zwłaszcza jeśli wystarczy
udowodnić tak by nadal nikt nie rozumiał. A właśnie tak dowodzi się w
fizyce współczesnej.
A JA STW EINSTEINA
ZBUDOWAŁEM EUKLIDESOWO -
WYOBRAŻALNIE -
Pasja, to największe szczęście.
I najcięższa praca.
Fizyka bada właściwości i przemiany materii i energii oraz oddziaływanie między nimi. Do opisu zjawisk fizycznych używa wielkości fizycznych, wyrażonych za pomocą pojęć matematycznych, takich jak liczba, wektor, tensor. - To z Wikipedii.
Fizyka liczy i mierzy, ale to dla każdego co innego znaczy. I to ze względu na różne okoliczności. Bo np. zmierzysz ciężar kawałka sera, ale nie jego cząsteczki. Nie zmierzysz też żadnej prędkości - ją „mierzą” arytmometry. - W życiu codziennym, makroskopowym, mierzymy odległość, czas i ładunek - metr, sekunda, kilogram. A gdy musisz uwzględnić szybkość obiektów i sygnałów, a zwłaszcza gdy te szybkości są porównywalne, to tak naprawdę mierzysz tylko chwile wysłania i odebrania sygnałów, a wszystko inne z tych chwil liczysz. - Na tym polega "pomiar" radarowy. Każdą echosondą. - Wtedy zamiast mierzyć, echolokalizujesz jakimiś sygnałami i wzorami. No i czy prawem natury są "renormalizacje"? I czy „przejście od tego, co możliwe, do tego co rzeczywiste” może dziać sie bez przyczyny? - A tak twierdzi prof. fizyki Zbigniew Jacyna-Onyszkiewicz, z któregoz którego poglądami jednak unikam dyskusji. Bo nawet to, że profesor „podstawowe zasady teorii kwantów” uważa za jedynie słuszne już na wieki, też ma jakąś przyczynę, choć nie pierwszą (podstawy fizyki arystotelesowskiej też takie były, przez 20 wieków).
Ale jeśli chodzi o fizykę, to do tego co wyżej należy dodać także to, co twierdził proferor Arkadiusz Góral w książce MEANDRY FIZYKI - że jeśli trwała jest dylatacja to trwała musi być także kontrakcja - należy dodać, że trwały musi być także relatywistyczny wzrost masy. A nawet, że nieodwracalne są skutki wszystkich relatywistycznych paradoksów. Czyli gdy na przykład elektron się - względem ciebie poruszy, w wyniku czego względem ciebie wzrośnie jego masa - to według ciebie ta większa masa już mu, dla ciebie, zostanie. A gdy znów się, względem ciebie poruszy, to jeszcze mu, według/dla ciebie, masy przybędzie. A że, jak wynika z fizyki kwantowej, elektron jest wieczny i nigdy nie zaznaje, względem nikogo, spoczynku, to od początku świata, a przynajmniej od Big-Bangu, każdy elektron już względem każdego powinien być prawie nieskończenie ciężki (masowy). No i prawie nieskończenie mały. Ale za to prawie taki młody jak na początku. To znaczy coraz mniej starszy.
Prof. Góral coś takiego wywnioskował z kowariantności grupy przekształcenia (transformacji) Lorentza. Że bliźniak-kosmonauta na zawsze pozostanie nie tylko młodszy od bliźniaka który nie podróżował, ale i mniejszy, bo jego skrócenie (w kierunku ruchu) też, według domatora, będzie trwałe. A więc kosmonauta po powrocie na Ziemię natychmiast relatywistycznie nie przytyje i nie odrośnie (nie odzyska swej spoczynkowej długości - jeśli podróżował na leżąco, np. nogami do przodu, oczywiście względem domatora). Z tej trwałości paradoksu czasu i długości (i, jak mi się zdaje, reszty) wynika, że i pod innymi względami czas i przestrzeń (odległość czasowa i odległość przestrzenna) są podobnie równoprawne. A więc gdy dwa miejsca (punkty przestrzenne) mogą być (jednocześnie) w jednej chwili (w jednym punkcie czasowym), to może być i odwrotnie - dwie chwile mogą być (jednocześnie) w jednym miejscu. A może jakoś inaczej... - Dokładnie nikt nie wie o co w tym wszystkim chodzi. W zasadzie każdy fizyk, jeśli chodzi o to i nie tylko, jest jednocześnie za a nawet przeciw, a prezydent Wałęsa powinien dostać następnego Nobla - jeśli chodzi o to, to w związku z powyższym, każdemu też jest wszystko jedno. A jeśli mimo wszystko ktoś upiera sie, że ja tu żartuje, to najwyżej relatywistycznie.
______________________________ MEANDRY FIZYKI, Arkadiusz Góral, 1987. - O tej kowariantności jest tam na str.16..
A jak ja relatywistyczne widze nierelatywistycznie, bo klasycznie, jest w mojej witrynie kopiuje tutaj jeszcze to, co w którejś wersji któregoś bloxa napisałem. Mianowicie: Prof. Arkadiusz Góral w MEANRACH FIZYKI, u dołu strony 16, napisał: "Przystępując do praktycznego stosowania grupy transformacji Lorentza musimy pamiętać, że jest ona kowariantna*, co oznacza, że wydłużeniu (dylatacji) czasu towarzyszy nieodłącznie skrócenie odległości. ... Jeśli prawdą jest, że bliźniak-kosmonauta zestarzał sie mniej niż jego brat-domator, oznacza to, że dylatacja czasu miała w tym przypadku charakter nieodwracalny. Nieodwracalne musiałyby być wówczas również zmiany wymiarów bliźniaka-kosmonałty." Czyli kosmonauta pozostaje trwale młodszy, ale za to także trwale karłowaty. - Ja wcześniej, nie wiedząc o tym skutku kowariantności, zakładałem trwałość kontrakcji (bo niby dlaczego tylko dylatacja?) i doszedłem do wniosku, że, ponieważ wszystko sie rusza względem wszystkiego, to przez te miliardy lat istnienia świata (a może i dłużej), wszystko względem wszystkiego zdążyłoby sie skurczyć do zera. Uwaga. - W odsyłaczu * prof. Góral wyjaśnił, że "w literaturze relatywistycznej termin 'kowariantność' dotyczy innej klasy zagadnień".
A w ogóle to o fizyce jeszcze to i owo można powiedzieć. W mojej witrynie www - o kontrakcji jest tam tylko troche na stronie kontrakcja. Ale więcej nie trzeba - w tym troche jest wszystko, bo cała reszta z tego wynika. Bo z euklidesowego modelu w każdym temacie można wyprowadzić tylko jedne poprawne wzory, a nie jakieś jakoś zupełnie inne, czyli dowolne. Co dokładnie znaczy, że z "nieeuklidesowego modelu" nie można wyprowadzić żadnych wzorów - "model" sobie a wzory sobie, dopostulowane... (z kapelusza, takie jak komuś trzeba).
Dlaczego w fizyce współczesnej wszystko sie zgadza
Bo głupoty najtrudniej zrozumieć, ale najłatwiej udowodnić.
W tej notce zgromadzę informacje o machlojkach dzięki którym „wszystko się zgadza". Na przykład:
„... teoria kwantowa oddziaływania elektronu z polem elektromagnetycznym również prowadzi do występowania nieskończoności. Rzesze fizyków zajmują się od kilkudziesięciu lat wynajdywaniem reguł, dających możliwość pomijania nieskończoności. Są to reguły sztuczne, nie wynikające z fundamentów matematyki, częstokroć nastawione na "teoretyczne" uzasadnienie wyników precyzyjnych pomiarów.” "MEANDRY FIZYKI", prof. A.Góral, 1987, strona 46. Takimi regułami absurdalne wyniki się "renormalizuje" - w zgodne ze zdrowym rozsądkiem lub z eksperymentem.
Istnieją także błędy mniemane, które domniewywa się w eksperymentach po to, by wyniki eksperymentów zgodziły się z teorią - wystarczy w eksperymencie domniemać błąd równy temu co nie pasuje i go skorygować a wynik staje się taki jak trzeba. - Oto co na ten temat powiedział Ernest Lawrence, noblista, wynalazca cyklotronu - o psychologicznych błędach w fizyce: "W każdym wysoce precyzyjnym układzie doświadczalnym występuje początkowo szereg trudności aparaturowych, które prowadzą do uzyskiwania wyników liczbowych znacznie odbiegających od przyjętej [oczekiwanej] wartości wielkości fizycznej podlegającej pomiarom. W związku z tym badacz poszukuje źródła lub źródeł błędów i szuka ich tak długo, aż uzyska wynik bliski wartości przyjętej za obowiązującą. Wówczas przestaje poszukiwań! [przyjmuje, że więcej błędów już nie ma]. W ten sposób można wyjaśnić dużą zgodność wielu różnych wyników oraz dopuścić możliwość, że wszystkie te wyniki są obarczone nieoczekiwanie dużym błędem systematycznym." Cytat ze strony 82 książki PRAWDA I MITY W FIZYCE, Iskra 1987. - W nawiasach kwadratowych kursywą dopisałem moje uwagi.
Czyli gdy ktoś coś odkryje, inni, gdy zechcą, to potwierdzą. Odpowiednio naciągając przez siebie otrzymane wyniki. Im pomiar subtelniejszy, tym łatwiej to zrobić, bo łatwiej dopatrzyć się ewentualnych drobnych błędów, które można "skorygować". - Np. jeden fizyk z zegarem poleciał samolotem a drugi z drugim zegarem został na lotnisku, i udowodnili ainstainowską dylatacje. W tym eksperymencie niewyobrażalnie małą. Wystarczy więc niewyobrażalnie mała poprawka - nawet nie warto o niej wspominać. A prof. Wróblewski dalej przyznaje, że zdarza się iż fizykom bardzo zależy na osiągnięciu oczekiwanych wyników, wymarzonych, potwierdzających np. ich nową teorię (hipotezę). Czyniących ich wielkimi. W fizyce współczesnej dowodami eksperymentalnymi są zawiłe, bardzo pośrednie wnioski (domniemania) z eksperymentów, a nie same eksperymenty. A tak można udowodnić wszystko. - W fizyce kwantowej i, przy prędkościach okołoświetlnych, także w relatywistycznej, niczego się nie mierzy. Wszystko się liczy. Jakimiś wzorami - dowolnymi. - I się mniema. Na szczęście dla fizyków (współczesnych), bezpośrednio niczego nie można zobaczyć a tym bardziej zmierzyć, bo już wszystko albo za małe albo za duże, lub za daleko albo za blisko, lub za szybkie albo za wolne... - Nawet tory cząstek powstających w akceleratorach, rysują komputery - zaprogramowane tak, by właśnie tak rysowały (jak wymaga fizyka współczesna). - Tak, naprawdę można udowodnić wszystko.
Fizyk kwantowy, gdy wymyśli coś co do niczego nie pasuje, postuluje istnienie nowej "liczby kwantowej" lub cząstki (lub ładunku). Zaczął to Pauli neutrinem, a teraz tak zatyka się każdą dziurę. Z tego powodu już dawno wymyślono więcej (rodzajów) cząstek elementarnych niż pierwiastków i oddziaływań - to tak jakby zbudowano więcej miast niż budynków. To nie najlepszy przykład.