Czy to co można zbudować euklidesowo
może być pseudoeuklidesowe?
„Nigdy nie jestem zadowolony dopóki nie
potrafię wyobrazić sobie modelu mechanicznego: jeżeli potrafię, rozumiem;
jeżeli nie potrafię, nie
rozumiem". Lord Kelvin.
Ale
najłatwiej udowodnić to czego nikt nie rozumie. Zwłaszcza jeśli wystarczy
udowodnić tak by nadal nikt nie rozumiał. A właśnie tak dowodzi się w
fizyce współczesnej.
A JA STW EINSTEINA
ZBUDOWAŁEM EUKLIDESOWO -
WYOBRAŻALNIE -
Pasja, to największe szczęście.
I najcięższa praca.
Bondi Hermann (1919-2005) - radiolokacyjna metoda budowy STW Einsteina, czyli metoda współczynnika k
Notka ta pochodzi z mojego bloga fizgalnew.blox który teraz właśnie zlikwidowałem. Później przeniosę tutaj jeszcze kilka notek.
W.A.Ugarow tak w [19/339] przedstawił dzieło Hermanna Bondi:
H. Bondi Relatywity and Common Sense, New York 1964 (istnieje przekład rosyjski: Moskwa 1967). Książka Bondiego odznacza się oryginalnym ujęciem dydaktycznym STW. Autor słusznie podkreśla, że nauczanie STW z punktu widzenia idei fizyki XIX wieku jest obecnie anachronizmem. W związku z tym podano ocenę doświadczenia Michelsona z punktu widzenia współczesnej fizyki. Jednocześnie proponuje się nową metodę nauczania STW, której istotnym elementem jest zespół obserwatorów dysponujących identycznymi zegarami i radiolokatorami. W ten sposób eliminuje się z rozważań wszelkie przymiary, linijki itp. Metoda współczynnika k pozwala otrzymać wszystkie podstawowe rezultaty kinematyczne STW wprost z postulatów Einsteina, z pominięciem przekształceń Lorentza. Taka metoda wykładu szeroko wykorzystuje schematy geometryczne. Ponadto autor ukazuje, w jaki sposób można powiązać metodę współczynnika k z przekształceniami Lorentza i ze zwyczajnym ujęciem wykładu.
A ja, nie wiedząc o tym, 20 lat później w podobny sposób STW Einsteina zbudowałem bez jego postulatów, bo z galileuszowskiej interpretacji wyniku eksperymentu Michelsona-Morleya. Sformułowałem ją w postaci moich dwóch postulatów:
- Niezmienniczość szybkości światła (względem odbiorników).
Materię (w próżni) wzbudzają elektromagnetycznie sygnały docierające do niej tylko z szybkością c = 2,99792.108 m/s.
- Uniwersalność źródeł.
Wzbudzona elektromagnetycznie materia wysyła (także w próżni) sygnały o różnych szybkościach.
Postulaty te w zupełności wystarczają do zbudowania pseudoeuklidesowej STW Einsteina sposobem euklidesowym, czyli w sposób absolutnie wyobrażalny. - Najpierw przedstawiłem to w dwóch zeszytach zatytułowanych CZY RADAR ŹLE MIERZY?.
Teoria moja (fg) i teoria Renshaw'a (RCM) zostały zbudowane galileuszowskimi sygnałami o skończonej szybkości, a dokładniej, cała teoria Renshaw'a i fragment eT mojej teorii, zostały zbudowane sygnałami o szybkości V+c w układzie źródła, które, jak z tego po galileuszowsku wynika, mają szybkość c w układzie odbiornika, czyli są jego fotonami (V jest szybkością odbiornika w układzie źródła). Taką "fizykę" (echolokalizację) nazywam absorpcyjną* - w odróżnieniu od emisyjnej echolokalizacji eS, zbudowanej sygnałami "odwrotnymi", bo sygnałami o szybkości c w układzie źródła (one więc w odbiornik uderzają z szybkością c-V i, według mnie, nie wzbudzają go elektromagnetycznie - są one fotonami źródła a nie odbiornika). - Sygnały V+c nazwałem sygnałami MM (Michelson-Morley, lub krócej, Michelson). Bo one w trywialny sposób wyjaśniają wynik eksperymentu MM. W echolokalizacjach stanowią one parę V+c,-c a w mojej symbolice VT+c,-c - wszystko co jest związane z tymi sygnałami oznaczam symbolem eT. O powyższym mówią także nasze postulaty o szybkości światła:
W A Model of Light Curt Renshaw napisał: "Promieniowanie elektromagnetyczne rozchodzi się ze wszystkimi szybkościami od zero do jakiejś nieokreślonej górnej wielkości C. Jak to pokazują pomiary w laboratorium, tylko ta część składowa tego promieniowania, która mija fizycznego obserwatora ze względną szybkością c w układzie odniesienia tego obserwatora, może doprowadzić do jakiejś fizycznej interakcji i zostać dostrzeżona. Wszystkie inne składniki szybkości tego promieniowania są niewykrywalne przez tego obserwatora, czy przez jakieś inne elektromechaniczne urządzenie, które jest stacjonarne w tym układzie odniesienia. Dowolny obserwator w ruchu w stosunku do pierwszego obserwatora, wykryje inną część składową promieniowania, tę która ma względną szybkość c w jego układzie odniesienia." Tak przetłumaczył to Anton.
Natomiast ja w roku 1986, w Z1 "Czy radar źle mierzy?" ująłem to tak:
- Niezmienniczość szybkości światła (względem odbiorników).
Materię (w próżni) wzbudzają elektromagnetycznie sygnały docierające do niej tylko z szybkością c = 2,99792.108 m/s.
- Uniwersalność źródeł.
Wzbudzona elektromagnetycznie materia wysyła (także w próżni) sygnały o różnych szybkościach.
- Zobacz więcej. A dokładniej omówiłem to na stronie Fizyka dla współczesnych Pań - zobacz. - Ale przeczytaj całą tę stronę, bo tam w przystępny sposób, w popularyzatorski, wyjaśniłem o co w mojej fizyce chodzi i dlaczego jest ona potrzebna.
No i Renshaw swoją teorię zbudował falowo a ja swoją korpuskularnie.
paradoksami, relatywistycznymi.
A po przeczytaniu fragmentów Renshawa artykułów The Restoration of Space and Time (Odzyskanie przestrzeni i czasu) oraz The Radiation Continuum Model of Light and the Galiliean Invariance of Maxwell's Equations (Model Continuum promieniowania światła i niezmienniczość równań Maxwella w transformacji Galileusza), a raczej ich tłumaczeń**, wydaje mi się, że on nie zbudował STW (STR) Einsteina, ale tylko wykazał, że ona jest zbędna, bo udowodnił że równania Maxwella transformują po galileuszowsku. I wydaje mi się, że ja, mimo że zrobiłem tylko kinematykę, to zrobiłem więcej, bo zbudowałem ją w absolutnie nowy sposób radarowy, i dałem jej całkowicie nową interpretację, z której też wynika, że STW Einsteina jest niepotrzebna. Poza tym moją korpuskularną kinematyke zbudowałem matematyką najprostszą z możliwych, a wzory falowe to jednak równania różniczkowe cząstkowe i teoria pola.
Tak mi się zdaje, bo jeszcze nie zapoznałem się z całą jego fizyką - bo nie znam angielskiego.
______________________ * - w teorii absorpcyjnej absorbowane są sygnały uderzające w odbiornik z szybkością c - w teorii emisyjnej sygnały są wysyłane ze źródła z szybkością c. Obie te teorie są galileuszowskie. A teoria względności Einsteina jest jednocześnie emisyjna i absorpcyjna, co znaczy że nie jest galileuszowska.
**o fizyce Renshawa dowiedziałem się od Antona, który przetłumaczył jej fragmenty i mi je przysłał.
Zajrzyj także do zbit.blox - tam piszę o wszystkim i także o fizyce.
Światło Einsteina rozprzestrzenia sie z szybkością c = 300 tys. km/s w niczym, ale za to względem wszystkiego.
Ale to może znaczyć, że światło jest strumieniem sygnałów o różnych szybkościach i że zawsze, albo prawie, wśród nich znajdzie sie sygnał, który uderzy w coś z tą szybkością c, stając sie tego fotonem. Takie światło byłoby już światłem Michelsona-Morleya, pokazanym na tym diagramie.
Na tym diagramie obiekt B oddala sie (w osi x) od radaru A z szybkością VT. - Radar A wzbudzony elektromagnetycznie w chwili t0 wysyła punktowe sygnały o różnych szybkościach (każda linia niebieska jest linią świata innego punktowego sygnału wysłanego przez A). - Sygnał o szybkości VT+c uderzy w B z szybkością c i wzbudzi go elektromagnetycznie. - Wzbudzony elektromagnetycznie obiekt B wysyła sygnały o różnych szybkościach (czerwone linie) - ten, który uderzy w A z prędkością -c (czyli z szybkością c - lepiej z |c|), wzbudzi A elektromagnetycznie. - Wzbudzony A wysyła punktowe sygnały o różnych szybkościach... itd... Ale tego już na tym diagramie nie pokazałem.
Sygnały o szybkościach innych niż VT+c w układzie źródła, nie uderzają z szybkością c w odbiornik (o szybkości VT względem źródła) i nie są jego fotonami - są może jego neutrinami.
Nie ma fotonów w locie - w locie są tylko sygnały, które mogą stać się fotonem. Lub nie. Mogą stać się czymś innym. - Może lepiej mówić tak: Wzbudzona elektromagnetycznie materia wysyła neutrina. Te z nich które uderzą w materię z szybkością c, są jej fotonami. Wzbudzają ją elektromagnetycznie. - Tak mogą brzmieć moje postulaty.
Ostatni akapit skopiowałem z mojego bloga zbit.blox po ukazaniu się tutaj komentarza anonymousa. By pomóc w zrozumieniu tej notki tym, którzy nie przeczytali innych moich notek - anonymouse jest wyjątkiem, bo on przeczytał a i tak nie zrozumiał. - To mój chroniczny krytyk, ożywiający swoimi komentarzami wiele blogów i forów, w tym szczególnie mój wspomniany zbit.blox - na przykład. - Podpisuje się on różnymi nickami. PS. - Już wiadomo, że ten animals-anonymouse to prof. Eine vel fizykomaniak vel zbiit (przez dwa ii) vel anonimowy komentator kwantowy. - Wygląda na to, że Eine to jakiś zidiociały profesor (jeśli to w ogóle profesor).
Einstein powiedział że absolutna jest szybkość światła i ono samo, czyli że jeden i ten sam foton jest fotonem dla wszystkich - bo ma on jedną i tę samą szybkość c względem wszystkiego. - I względem ulicy i względem spacerujących po niej przechodniów i względem pędzących nią samochodów a nawet względem wszystkich tramwajów w każdym mieście. - Jeden i ten sam. Foton jeszcze w locie. Który fotonem jeszcze nie jest - dla nikogo. I mówił że radary A i B (zobacz Trzy obiekty, diagram b - na mojej stronie WWW) takim absolutnym fotonem lokalizują jedno i to samo absolutne zdarzenie C, które jednak jest inne dla każdego. - Też absolutnie. - Bo dla każdego jest ono - „w pewnym sensie” - w dla każdego innym, w tylko jego „świecie własnym” (w takich prywatnych czasoprzestrzeniach). - Oczywiście „w jakimś zupełnie innym sensie”. Jakoś...
Wniosek: - W drugim postulacie Einstein zapostulował nie światło, ale „jakiś inny sens”. Bo bez niego jego fizyka nie przetrwała by nawet sekundy.
A nawet tego Einstein tam nie zapostulował - swym II postulatem Einstein zaakceptował tylko wynik Michelsona-Morleya, rezygnując jednocześnie z jego wyjaśnienia.
- A gdyby zapostulować światło ...
Nadrzędny postulat fizyki galileuszowskiej - NPFG
Gdyby zapostulować światło pędzące z szybkością c tylko! do danego (konkretnego) odbiornika - i to w zwykłym, bo w galileuszowsko-niutonowskim sensie, czyli tak jak widać (na dowolnym diagramie eT) - to każdy miałby swoje fotony (które tylko z nim zderzyły się z tą szybkością c), czyli absolutna byłaby szybkość fotonu ale nie on. - Wtedy każdy radar lokalizowałby tylko swoje zdarzenia (na odległej linii świata lokalizowanego obiektu), ale za to wszystkie one byłyby - i wszystko! - w jednym i tym samym absolutnym Świecie, czyli we wspólnej wszystkim czasoprzestrzeni t,x. Zobacz diagram Rys.W.4 (na wyżej wspomnianej mojej stronie WWW) lub jego fragment w poprzedniej notce. I przeczytaj całą moją Fizyke dla współczesnych Pań - kilka razy, z coraz większą uwagą. Jeśli cie zainteresuje. - Tam najprościej, jak potrafie, przedstawiłem filozofie mojej fizyki. To, co mi sie we współczesnej fizyce nie podoba, czyli dlaczego trzeba ją zmienić.
Dlaczego równania Maxwella nie transformują po galileuszowsku - odcinek 2
Bo, wydaje mi się, Maxwell swoje równania wyprowadził dla jednego jedynego absolutnego ośrodka (eteru) stacjonarnego, który sam jest nieruchomy, ale wszystko się porusza w nim - każdy ruch. Maxwell uważał, że każdy ruch odbywa się na tle tego absolutnego spoczynku. I że tylko w nim światło pędzi z szybkością c. Od każdego źródła do dowolnego odbiornika. Jak przez jedyny, nieruchomy kabel. A ja przyjąłem, że próżnia jest chaosem swoich elementów, zderzających się z innymi z różnymi szybkościami, dzięki czemu nie ma w nim wyróżnionej prędkości ani położenia, w żadnym absolutnym układzie odniesienia. Istnieją tylko wzajemne szybkości tych elementów, szybkości ich zderzeń z sąsiadami. I że tylko ten element, który zderza się z sąsiadem z szybkością c, sprzęga się z nim elektromagnetycznie. Tak tworzy się łańcuch zderzeń c, przenoszący (przewodzący) światło. Od jednego do drugiego. Podobnie gdy jakiś element spotka cząstkę (elementarną), w której element uderzy też z tą szybkością c, to wzbudzi ją - tylko ją - elektromagnetycznie, czyli "wybuchnie w niej fotonem". - Tak jest gdy cząstka porusza się ruchem jednostajnym - wtedy jej wiatr c, jej eter własny, unosi ją jak balon, bezwładnie, inercyjnie. - Co innego gdy cząstka (obiekt) zmienia szybkość - wtedy występuje asymetria w uderzeniach c i obiekt jest hamowany, objawia się jego bezwładność, inercja, uwidacznia się. - Masa jest miarą uwięzienia obiektu przez próżnię, zniekształconą pozostałymi masami, oddziaływaniami. A nie przez pustkę, czyli nic.
Łańcuch zderzeń c przenosi energię od źródła do odbiornika. Sprzęga (oddziaływuje) elektromagnetycznie. - Elementy o innej szybkości nie sprzęgają elektromagnetycznie, ich wiatr nie jest elektromagnetycznie spostrzegany, przenika nie oddziaływując. Aż spotka coś w co uderzy z szybkością c.
Resztę niech dopowiedzą moje postulaty z roku 1986.
- Niezmienniczość szybkości światła (względem odbiorników).
Materię (w próżni) wzbudzają elektromagnetycznie sygnały docierające do niej tylko z szybkością c = 2,99792.108 m/s.
- Uniwersalność źródeł.
Wzbudzona elektromagnetycznie materia wysyła (także w próżni) sygnały o różnych szybkościach.
Czyli: - Szybkość światła nie zależy ani od ruchu źródła ani odbiornika. - Nie ma światła w drodze - światło powstaje dopiero w odbiorniku, w materii.
ABSOLUTNA JEST SZYBKOŚĆ ŚWIATŁA ALE NIE ŚWIATŁO - każdy ma swoje fotony - własne.
Czyli co wynika z relatywistycznych wzorów c+V = c c+c = c ?
Czy mówią one jak transformuje szybkość światła, czy że nie transformuje ona w ogóle ?
Czy po to by transformowały równania Maxwella warto rezygnować z transformacji szybkości światła ? - Może to nie jest najlepszy wybór ?
Nikomu nie wpadło do głowy, że niezmienniczość szybkości światła można wyjaśnić tym, że szybkość ta się zmienia, transformuje. Że tak najłatwiej można wyjaśnić wynik MM (Michelsona-Morleya) - że światło dlatego ma ciągle tę samą szybkość c = 300.000 km/s bo tylko to co uderzy w materię z tą szybkością, wzbudzi ją elektromagnetycznie, czyli rozbłyśnie w niej fotonem. A to co uderzy w materię z inną szybkością, nie wzbudzi jej elektromagnetycznie - nie będzie jej światłem. - Oczywiście trzeba założyć, że źródło wysyła sygnały o różnych szybkościach (co nie musi znaczyć, że o wszystkich).
Fotonem obiektu B jest sygnał, który ze źródła A (eT) wybiegnie z szybkością c+VT - tylko on uderzy w B z szybkością c.
- Światło w układzie odbiornika B dlatego zawsze ma szybkość c bo w układzie nadajnika A zawsze ma szybkość c+VT.
Czyli:
Przypuśćmy, że ktoś rzuca w ciebie kamieniami i że poczujesz tylko te kamienie, które uderzą w ciebie z szybkością c. Pozostałe cię przenikną, niezauważenie, bezstratnie, jak neutrina. - Tylko kamienie które poczułeś, są twoimi fotonami - twoim światłem. Twoim światłem Michelsona-Morleya.
Ten diagram jest moją definicją światła. - Zobacz niżej Moje postulaty.
Ale jakie nowe ważne możliwości stwarza ta definicja pokazuje diagram Trzy obiekty - echolokalizacje eT - zobacz w mojej witrynie WWW - wg mnie pozwala on zrozumieć np. dlaczego fizycy obserwują aż tyle różnych cząstek i rozpadów. Mianowicie różnie widzą te same cząstki - w różnych stanach. A jeszcze więcej byłoby widać gdyby nanieść na niego relatywistyczne diagramy eR.
A pierwsze wzory, te w ramce, oczywiście są nieprawdziwe, bo szybkości światła nie można dodawać - można dodawać tylko prędkości sygnałów, które ewentualnie będą czyimś światłem. Tego, w kogo uderzą z szybkością c.
Moje postulaty
- Niezmienniczość szybkości światła (względem odbiorników).
Materię (w próżni) wzbudzają elektromagnetycznie sygnały docierające do niej tylko z szybkością c = 2,99792.108 m/s.
- Uniwersalność źródeł.
Wzbudzona elektromagnetycznie materia wysyła (także w próżni) sygnały o różnych szybkościach.
Czyli: - Szybkość światła nie zależy ani od ruchu źródła ani odbiornika. - Nie ma światła w drodze - światło powstaje dopiero w odbiorniku, w materii.
ABSOLUTNA JEST SZYBKOŚĆ ŚWIATŁA ALE NIE ŚWIATŁO - każdy ma swoje fotony - własne.