Czy to co można zbudować euklidesowo
może być pseudoeuklidesowe?
„Nigdy nie jestem zadowolony dopóki nie
potrafię wyobrazić sobie modelu mechanicznego: jeżeli potrafię, rozumiem;
jeżeli nie potrafię, nie
rozumiem". Lord Kelvin.
Ale
najłatwiej udowodnić to czego nikt nie rozumie. Zwłaszcza jeśli wystarczy
udowodnić tak by nadal nikt nie rozumiał. A właśnie tak dowodzi się w
fizyce współczesnej.
A JA STW EINSTEINA
ZBUDOWAŁEM EUKLIDESOWO -
WYOBRAŻALNIE -
Pasja, to największe szczęście.
I najcięższa praca.
Energię definiuję jako szybkość działania, a moc jako szybkość pracy (przemiany energii), czyli przyspieszenie działania. Czyli E = L/t oraz P = E/t = L/t2. A ładunkiem działania jest kwant działania h. - Jest on także ładunkiem energii i mocy. Energia i moc nie mają swoich ładunków, tylko swoich. Bo po co aż tyle ładunków. I wielkości fizycznych.
Już kilka razy o tym pisałem, na przykład w notce Czym-jest-energia, ale teraz podam przykład na to, że słusznie tak definiuję. Że na przykład dzieląc energię przez przestrzeń (przez jej objętość), mówimy o gęstości energii, a dzieląc energię przez czas, mówimy o mocy, zamiast o szybkości (przemiany) energii, czyli szybkości (wykonywania) pracy, sugerując że to już nie energia. Zapominamy że moc, to moc (prędkość) energii. To nadal energia. A nawet działanie.
Ale nie znaczy to, że możemy pytać o to ile dżul ma watów - bo dżul to energia a wat to jej moc, to dżul podzielony przez sekundę, prędkość dżula. Naprawdę trudno to wytłumaczyć bez wytłumaczenia kawałka fizyki. Bez jego zrozumienia.
Krzesło, to rzecz sama w sobie, idea, a „to krzesło” to rzecz, konkretny przedmiot, egzemplarz. - Ale co to ma do rzeczy ... To raczej problem.
Teraz jest tak, jakby działanie było działaniem tylko w niczym. Że w czasie nie ma działania - że przekształciło się ono w energię. - A może tak jest? Może na Początku było Działanie a nie Słowo? Może w Wielkim Wybuchu powstała przestrzeń i czas ... Ale to są pytania na wyrost. To jeszcze nie fizyka.
PS. - Ta notka może bardziej pasuje do zbit.blox, może do tego bloga jest za mało poważna. To znaczy bardzo poważny problem jest w niej trochę niepoważnie sformułowany. Ale ja już nie chcę nikogo przekonywać, tylko zainteresować. - Zresztą mam już tyle blogów, że już nie wiem co w którym być powinno. A założyłem jeszcze jeden.
Fizycznych. Równoprawnych. Może warto je hierarchizować. - Na przykład energia (praca) i moc. - Przecież moc to też praca, tylko że wykonana w określonym czasie. Może należy wyróżnić wielkości fundamentalne (elementarne) i inne. Fundamentalnymi wielkościami mogłyby być ładunki: grawitacja, elektryczność, magnetyzm, działanie i może jeszcze inne (np. ładunek barionowy). Wtedy byśmy nie mnożyli samodzielnych bytów, oderwanych od przyczyn (jak ładunki). Wtedy nie zapominalibyśmy na przykład o tym, że energia E to też działanie, a nawet tradycyjna moc. - Takie skojarzenia, analogie, wspomagają wyobraźnię, zachęcają do wyobrażania sobie. Bo czym jest energia? - Zdolnością do wykonania pracy? To nie jest definicja. - Definicją jest: Energia to szybkość działania, E=S/t. A moc jest przyspieszeniem działania, P=S/t2. - W definicji powinien być ładunek, w tym przykładzie, S. Albo jak w mojej fg czas t. A nawet mniej, bo tylko chwile mierzone. - Definicją nie może być wzór S=Et bo nie można ładunku definiować wielkością od niego pochodną (właśnie to proponuję). Zresztą chyba słusznie o ładunkach mówi się, że są niedefiniowalne (niedefiniowane).
PS. - Jeśli dobrze zapamiętałem, to kiedyś matematycy nie pozwalali dzielić wielkości o różnych mianach (jednostkach). Na przykład Newton nie mówił że coś ma szybkość 60 m/s - on mówił, że coś przebywa drogę 60 metrów w czasie jednej sekundy. Albo 120 metrów w czasie 2 sekund. Inaczej nie było wolno. Zdaje się, że to prof. A.K.Wróblewski napisał w swojej HISTORII FIZYKI [25].
Uwaga. - Powyższe skopiowałem z mojego bloga zbit.blox by pomóc tym, którzy może mają podobne trudności w zrozumieniu moich tekstów jakie ma komentator mojej poprzedniej notki. Ale i tę notkę może trudno zrozumieć - mówi się, trudno, fizyka nie jest dla każdego. Może nawet bardziej niż szydełkowanie. Przypominam, że ja odróżniam próżnię od pustki. Wielokrotnie o tym pisałem. Na przykład że jest możliwe przelewanie z próżnego w puste, a odwrotnie nie. Bo pustka to absolutnie pusta przestrzeń, w której nie ma niczego, nawet fotonów. To obiekt raczej tylko matematyczny. O wielu innych ważnych sprawach pisałem, ale rzeczywiście i ja nie o wszystkich pamiętam. - Podobno wszystko pamięta komputer, ale za to, niestety, w ogóle nie myśli. - Na przykład pisałem, że teraz z tego samego powodu co ładunki, fizycy wymyślają „liczby kwantowe” - bo też nie wiedzą co to jest, nie potrafią tego zdefiniować. - Czyli teraz „ładunków” jest wyjątkowo dużo i ciągle ich przybywa. Aż ktoś rzecz zrozumie, i wszystkie zdefiniuje kilkoma ładunkami=liczbami. Warto zajrzeć także do mojej notki Jak-głosić-prawdę-objawioną.
PS1. - By coś ścisłego przybliżyć laikowi, objaśnia mu się to potocznie. Na przykład, że natężenie prądu to siła prądu, choć tej siły chyba nie da się pogodzić z Newtona definicją siły. Bo Jerzego Ohma definicja natężenia prądu mówi, że to ilość elektryczności przepływająca (przez dowolny przekrój przewodnika) w ciągu jednej sekundy. Czyli to raczej czasowa gęstość ładunków (częstość?). Czyli teraz nawiedziła mnie myśl, że podzielenie wielkości fizycznej przez czas, lub przestrzeń (powierzchnię), nie zmienia istoty tej wielkości - prędkość to też droga, ale przebyta w jednostce czasu. - Warto to przemyśleć. Może to pozwoli zdjąć jakieś końskie okulary. Dzielenie przez czasoprzestrzeń ...
A wspomniany komentator czyta mnie niestarannie albo w ogóle, i dlatego takie są jego komentarze. Ale też się przydają.
Oddziaływanie nie jest wymianą kwantów energii ale kwantów działania
Kwant energii hν jest mocą oddziaływania, jego intensywnością, natężeniem. Określa on z jaką szybkością, częstością ν, czyli raczej z jaką gęstością, przebiega wymiana kwantów działania h, na przykład ile kwantów działania h wymieniły cząstki w ciągu sekundy. - Częstotliwość ν określa ilość (w jednostce czasu).
Nie podoba mi się nazywanie kwantami "kwantów energii". To zaciemnia sprawę, utrudnia rozumienie fizyki. Bo kwant energii to nie absolutnie najmniejsza porcja energii, ale najmniejsza porcja energii w danym zjawisku, procesie. Bo na przykład inne są kwanty (energii) promieniowania czerwonego i fioletowego, emitowanego przy różnych przeskokach elektronu. - Kwant energii nie jest cząstką - cząstką jest kwant działania. Kwant energii jest ilością kwantów działania (w danym czasie). Nie jest więc paczką falową - nie określa długości tej paczki ani jej amplitudy, ale częstotliwość z jaką kwanty h uderzają w cząstkę. Kwant energii nie jest działaniem a tylko miarą intensywności działania. Podobnie jak tradycyjna moc P jest miarą intensywności energii E, miarą jej ilości (ilości kwantów energii) w jednostce czasu. A może nawet lepiej miarą intensywności pracy, czyli zamiany jednego rodzaju energii w drugi. Kwant energii nie jest obiektem ale pojęciem, wielkością. A może lepiej nawet tylko wartością.
To moje nowe pomysły. Dopiero je wymyślam. I zmieniam. - Zmieniam w ten sposób myślenie o fizyce, bo bez tego już ani rusz - można tylko sobie dreptać. W miejscu.
Ale może istnieje absolutnie najmniejsza energia - może jest to energia (ciepło) odpowiadająca temperaturze zera bezwzględnego. - Może ona ma kolor (częstotliwość) absolutnej czerni? Bo promieniowanie reliktowe jest chyba szare.
PS. - Kwant energii nie jest kwantem (cząstką) działania, ale energia jest działaniem - zobacz notkę Może-za-dużo-wielkości w zbit.blox.