Czy to co można zbudować euklidesowo
może być pseudoeuklidesowe?
„Nigdy nie jestem zadowolony dopóki nie
potrafię wyobrazić sobie modelu mechanicznego: jeżeli potrafię, rozumiem;
jeżeli nie potrafię, nie
rozumiem". Lord Kelvin.
Ale
najłatwiej udowodnić to czego nikt nie rozumie. Zwłaszcza jeśli wystarczy
udowodnić tak by nadal nikt nie rozumiał. A właśnie tak dowodzi się w
fizyce współczesnej.
A JA STW EINSTEINA
ZBUDOWAŁEM EUKLIDESOWO -
WYOBRAŻALNIE -
Pasja, to największe szczęście.
I najcięższa praca.
Dlaczego równania Maxwella nie transformują po galileuszowsku - odcinek 4 i 5
Czy coś co może istnieć tylko w jednym układzie może transformować do innego układu ? Czyli do układu w którym nie może być.
To nie żart. To poważnie o fotonie i Lorentzu, czyli o równaniach Maxwella. - Kto mnie czytał i choć trochę sprawy zrozumiał, to pytanie zrozumie. A jeśli nie, to niech popatrzy na rysunki w moim WWW. Zwłaszcza na ten duży. Albo na jego fragment pokazany niżej.
PS. - Dokładniej mówiąc, radar A echolokalizuje tylko zdarzenie C1AT a radar B tylko zdarzenie C2BT tylko w echolokalizacjach elementarnych, bo poza tym, radar A też echolokalizuje zdarzenie C2BT ale za pośrednictwem radaru B, czyli to zdarzenie, tak w ogóle, echolokalizują oba radary. Jest ono w obu układach. Tylko dlatego jest ono niezmiennikiem (Lorentza).
Wzory fizyki klasycznej transformują po galileuszowsku - poza elektromagnetycznymi równaniami Maxwella - one transformują po lorencowsku. Ale czy tak samo muszą transformować równania świata obiektywnego, spostrzeganego sygnałami nieskończenie szybkimi, i równania obrazów tego świata, spostrzeganych sygnałami o skończonej szybkości? No i nie wiadomo czy te równania są właściwe.
A gdy z powyższych "spoczynkowych" zdarzeń A0,A2C oraz z B1AT,B3CT (z ich chwil) echolokalizujesz (liczysz) wzorami Einsteina, to otrzymasz euklidesowy obraz relatywistyczych zdarzeń Einsteina - euklidesowy, bo sprawdzalny bezpośrednio linijką (bez pochylania i kalibrowania osi). Ale nie pokazałem ich na tym rysunku (wzory na współrzędne Einsteina każdy zna i niech je sobie obliczy i narysuje - czyli i ich relatywistyczne linie świata). I przekonasz sie, że transformacje Lorentza przeprowadzą jedno z tych zdarzeń w drugie (z jednej relatywistycznej lini świata na drugą). To też możesz sprawdzić bezpośrednio linijką. Dlatego transformacje Lorentza nazywam parabitransformacjami - bo w jednym i tym samym świecie (w jednej czasoprzestrzeni) przeprowadzają jedno zdarzenie w drugie. Dwa zdarzenia para-doksalne, czyli relatywistyczne. A nie, jak sie Einsteinowi zdaje i co Minkowski rysuje, jedno i to samo zdarzenie z jednego świata w drugi. Ja o tym wiem od 20 lat i o tym pisze, ale nie ma sposobu na aż tak ograniczonych ludzi. A tak to wygląda na skanie rysunku z 1986 roku - mój 17" ekran jest za mały, niewiele widać. Dlatego nie ma sensu w komputerze prezentować takich rysunków. - Zresztą ten rysunek zajmuje plik większy niż nasze bloxowisko może przyjąć - teraz oglądasz go z innego serwera. Czyli same kłopoty, za duże. - Ty nie chesz czytać, ja już nie chce pisać a tym bardziej rysować, zwłaszcza w skali. Bo co nam zależy. A diagram Minkowskiego jest dlatego taki prościutki, bo Minkowski zwinął, nałożył, jedno parazderzenie na drugie. I diagram przestał cokolwiek pokazywać, bo stał sie aż tak "zintegrowany". Znikła cała bogata informacja, której zaledwie fragment jest na moim skanie - moje wzory pokazują więcej. Aż tyle, że miejsca nawet na papierze brak, i symboli by to wszystko ponazywać. A ponieważ ja aż tyle wiem, to u innych, jak dotąd, nie widze nic ciekawego. I teraz już bezczelnie sie do tego przyznaje.
Uwaga. - Już mam lepszy skan - zobacz. A nawet większy.
Dlaczego równania Maxwella nie transformują po galileuszowsku - odcinek 5
A kto powiedział, że nie transformują? I co to znaczy "transformować"? Albo lepiej: Co to znaczy nie transformować? I czy wtedy na pewno złe są transformacje Galileusza a nie równania Maxwella?
prawa Maxwella zostały sformułowane dla nieruchomego ośrodka, więc tylko w układzie odniesienia spoczywającym względem tego ośrodka prędkość światła w próżni będzie równa c. Jeśli natomiast układ się porusza to prędkość światła będzie się zmieniać zgodnie z transformacjami Galileusza (jeśli transformacje te obowiązują w elektrodynamice).
Ja napisałbym to inaczej.
Einstein w [5/123] napisał, że "wszystkie nasze sądy dotyczące czasu są sądami o zdarzeniach równoczesnych" i zarzucił nam, że zbyt mało przywiązujemy do tego uwagi - że nie bardzo wiemy co to znaczy. A ja twierdzę, że dotyczy to także transformacji - że też nie czujemy tego co to jest. Co to znaczy, że coś trasformuje a coś nie. - Bez zrozumienia tego, zdefiniowania, jałowe są spory o słuszność i niesłuszność Einsteina teorii względności. Metafizyczne.
Dlaczego równania Maxwella nie transformują po galileuszowsku - odcinek 3
- A dlaczego wzorami Einsteina nie może liczyć echosonda której wieje wiatr?
Bo wzory Einsteina są uproszczeniem wzorów ogólniejszych, uproszczeniem na wyłączny i wygodniejszy użytek echosondy której nie wieje wiatr ośrodka przenoszącego jej sygnały, którymi ona echolokalizuje. - Gdy więc echosondzie zawieje wiatr, to musi ona sięgnąć po wzory, z których, w wyniku wspomnianego uproszczenia, nie usunięto szybkości wiatru w. Na przykład po poniższe wzory na współrzędne
eQ:
- Może także wzory Maxwella należało uogólnić, zamiast wzorów Newtona? Albo chociaż wzory Einsteina? - W obu wypadkach na pewno oszczędzono by nam "relatywistycznych paradoksów".
Gdy echosondzie nie wieje wiatr, czyli gdy w = 0, to te wzory upraszczają sie do wzorów Einsteina. - Zajrzyj do notki Różne-światła-i-fizyki. - No i trzeba pamiętać o tym, że wzorami Einsteina wolno liczyć tylko tardiony, obiekty wolniejsze od sygnału (także tymi wzorami ogólniejszymi). Bo należy pamiętać także o tym, że gdy echosonda nie sięgnie po właściwe wzory, właściwe w panującej sytuacji, to będzie liczyć paradoksy. Jak radar Einsteina. Powyższe wzory nie są jeszcze wzorami najogólniejszymi.
Uwaga. - Notki zatytułowane Dlaczego równania Maxwella nie transformują po galileuszowsku tworzą wieloodcinkowy serial, bo w nich dopiero szukam odpowiedzi na postawione w tym tytule pytanie. Ale wydaje mi sie, że już moge odpowiedzieć na nie w jednej zwięźle podsumowującej notce. - Gorzej będzie z uogólnieniem równań Maxwella - mnie do tego już brakuje matematyki. Wieloletnie zaniedbanie. Ale gdy nikt sie tego nie podejmie, to może spróbuję.
PS. - Podejrzewam, że kłopoty z galileuszowskim transformowaniem równań Maxwela mogą pochodzić z tego, że jego eter był stacjonarny, totalny, a eksperyment MM wykazał, że może on być tylko lokalny (wystarczy że indywidualny, własny). - Z mojej teorii echolokalizacji wynika, że jest on taki jak w moim modelu eT - nie wieje tylko odbiornikom. Żadnym. - Wtedy na poniższym rysunku w1T = VB (w eT w1F = w1T), zaś w2T = 0. Takie sygnały nazywam sygnałami MM i uważam, że należy do nich także światło To napisałem już w notce To-że-wiatr-nie-wieje-nie-znaczy-że-powietrza-nie ma - w niej jest wspomniany rysunek (pradopodobne tę notkę skasowałem, albo link wadliwy).
Dlaczego równania Maxwella nie transformują po galileuszowsku - odcinek 2
Bo, wydaje mi się, Maxwell swoje równania wyprowadził dla jednego jedynego absolutnego ośrodka (eteru) stacjonarnego, który sam jest nieruchomy, ale wszystko się porusza w nim - każdy ruch. Maxwell uważał, że każdy ruch odbywa się na tle tego absolutnego spoczynku. I że tylko w nim światło pędzi z szybkością c. Od każdego źródła do dowolnego odbiornika. Jak przez jedyny, nieruchomy kabel. A ja przyjąłem, że próżnia jest chaosem swoich elementów, zderzających się z innymi z różnymi szybkościami, dzięki czemu nie ma w nim wyróżnionej prędkości ani położenia, w żadnym absolutnym układzie odniesienia. Istnieją tylko wzajemne szybkości tych elementów, szybkości ich zderzeń z sąsiadami. I że tylko ten element, który zderza się z sąsiadem z szybkością c, sprzęga się z nim elektromagnetycznie. Tak tworzy się łańcuch zderzeń c, przenoszący (przewodzący) światło. Od jednego do drugiego. Podobnie gdy jakiś element spotka cząstkę (elementarną), w której element uderzy też z tą szybkością c, to wzbudzi ją - tylko ją - elektromagnetycznie, czyli "wybuchnie w niej fotonem". - Tak jest gdy cząstka porusza się ruchem jednostajnym - wtedy jej wiatr c, jej eter własny, unosi ją jak balon, bezwładnie, inercyjnie. - Co innego gdy cząstka (obiekt) zmienia szybkość - wtedy występuje asymetria w uderzeniach c i obiekt jest hamowany, objawia się jego bezwładność, inercja, uwidacznia się. - Masa jest miarą uwięzienia obiektu przez próżnię, zniekształconą pozostałymi masami, oddziaływaniami. A nie przez pustkę, czyli nic.
Łańcuch zderzeń c przenosi energię od źródła do odbiornika. Sprzęga (oddziaływuje) elektromagnetycznie. - Elementy o innej szybkości nie sprzęgają elektromagnetycznie, ich wiatr nie jest elektromagnetycznie spostrzegany, przenika nie oddziaływując. Aż spotka coś w co uderzy z szybkością c.
Resztę niech dopowiedzą moje postulaty z roku 1986.
- Niezmienniczość szybkości światła (względem odbiorników).
Materię (w próżni) wzbudzają elektromagnetycznie sygnały docierające do niej tylko z szybkością c = 2,99792.108 m/s.
- Uniwersalność źródeł.
Wzbudzona elektromagnetycznie materia wysyła (także w próżni) sygnały o różnych szybkościach.
Czyli: - Szybkość światła nie zależy ani od ruchu źródła ani odbiornika. - Nie ma światła w drodze - światło powstaje dopiero w odbiorniku, w materii.
ABSOLUTNA JEST SZYBKOŚĆ ŚWIATŁA ALE NIE ŚWIATŁO - każdy ma swoje fotony - własne.